Nie oszukujmy się. Polska to nie tylko walka zbrojna z najeźdźcą i chodzenie do kościoła co niedziele. W naszej historii, obok tej pisanej krwią i walką, od zawsze towarzyszą nam ludzie pokroju Palikota i innych tego typu. I czy mamy z tego powodu podnosić larum po obecnych wyborach?
Uważam, że nie. Nie ma się co obrażać na tych wyborców, którzy wybrali Palikota, ani nie ma co ubolewać, że geje i lesbijka zaczną nami rządzić.
Palikot jest przede wszystkim zjawiskiem socjologicznym, a nie politycznym, jest przede wszystkim showmanem, a nie politykiem.
Wstępną analiza wyborców Palikota pokazuje, że głosowali na niego nie tylko antyklerykałowie, zwolennicy legalizacji marihuany, ale również wyborcy antysystemowi, którzy zawsze głosują, o ile głosują, bo często siedzą w domu i narzekają, za nowa partią spoza obecnego establishmentu.
I teraz konia z rzędem temu, kto powie jak pogodzić te różne środowiska?
Ruch Palikota to taka „Solidarność” z mniejszej formie. Taki młodzieńczy zryw przeciw elitom, przeciw władzy, gdzie bardziej liczy się zabawa i biesiadowanie z ludźmi o podobnym pokroju niż realizacja celów politycznych. W „Solidarności” też mieliśmy zlepek różnych ludzi, od byłych trockistów poprzez socjalistów, obrońców losu robotników, Żydów, masonów i ludzi bliskich Kościołowi po narodowców. I co z tego wynikło jak osiągnęli swój cel, czyli obalenie komunizmu?
Pokłócili się, nie dlatego, że taka jest nasza polska natura, ale dlatego, że tak wygląda polityka. Realna polityka. Upadł główny wróg, to powstało pytanie, co robić teraz. Ruch Palikota stanie przed pytaniem, co robić dalej, gdy miną już emocje po sukcesie wyborczym:
- czy walczyć z religią w szkołach?
- czy domagać się zdjęcia krzyży w szkołach i Sejmie?
- czy domagać się opodatkowania księży?
- czy walczyć o związki partnerskie i adopcje przez nie dzieci?
- czy walczyć o legalizacje marihuany?
Główny błąd jaki według mnie popełniają komentatorzy, to założenie ze Ruch Palikota jest wewnętrznie spójny. Obowiązuje założenie, że ten kto chce legalizować marihuanie, jest jednoczesne zwolennikiem związków partnerskich i za adopcją przez nie dzieci. Dlatego teraz widzimy 10 % poparcia, a nie widzimy, że ten ruch czekają wewnętrzne wstrząsy, i walka czego domagać się od Tuska.
Załóżmy, że Tusk będzie musiał skorzystać z pomocy Palikota, za co ten będzie domagać się realizacji swojego programu. Tylko jest pytanie: którego punktu z jego programu? I co na to wyborcy Palikota, którzy głosowali na niego, bo podobał im się inny punkt tego programu?
Pomimo tego, że sam Tusk uważa się za liberała, to jest to jednak polski liberał, a wiec w dużej mierze konserwatywny i nawet dla takiego liberała realizacja głównych celów Palikota jest nie do przyjęcia.
Teraz Ruch Palikota się cieszy i świętuje zwycięstwo, ale tak na prawdę to żeby liczyć się w polityce to trzeba więcej niż 10 %. A z tymi hasłami, jakie mają teraz, to raczej nie jest możliwe przyciągnięcie kolejnych wyborców. Wiec albo zmienią hasła i pójdą w ślady Kwaśniewskiego, który był antyklerykalny, dopóki nie spostrzegł, że na tym daleko nie zajedzie i nie poszerzy swojej bazy, więc zaczął się bratać z episkopatem. Skończyło się na tym, że go papież do papamobile zaprosił.
Prawie wszyscy posłowie od Palikota są nowi w polityce i nikt nie wie jak się zachowają w obliczu realnego uprawiania polityki. Ja obstawiam ze zaczną się tam kłótnie, kogo wspierać najpeirw: geje czy lesbijki, zwalczanie krzyża w szkołach i Sejmie czy legalizacja marihuany itp.
Palikot będzie miał przez jakiś czas kredyt zaufania, ale skończy tak jak każdy tego typu polityk. On nie niesie treści, tylko rzuca hasła trafiające na podatny grunt wśród młodziezy czy innych niszowych grup.
Poza tym on nie ma charyzmy przywódy, tylko showmana. Dopóki jest świeży i nowy, to ludzi cieszy, ale szybko się znudzi , tak jak znudził się Tymiński czy Lepper.
Być może nie doceniam Palikota, być może jest sprytny, że zaczął od wielkiego show, żeby przyciągnąć media, a teraz zacznie poszerzać spektrum swoich wyborców i program, nie zrażając do siebie dotychczasowych wyborców.
Być może tak będzie, ale wątpię w to, bo Palikot nie wygląda mi na wybitnego i wytrawnego polityka. Jego cieszy to, że dziennikarze są wokół niego, a nie to, że ksiądz zapłaci podatek, albo meżczyna zmieni płeć na kobieca.
I właśnie to jest główna różnica między IV RP, a Palikotem. Program IV RP opiera się nie na show, ale na realnej zmianie i przewartościowaniu polskiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej.
Na razie się nie udało, ale nie oczekujmy, że jak zacznie się realizować program budowy nowego państwa polskiego, to wszyscy będą nas popierać. Zawsze się znajdzie ktoś komu się, to nie spodoba. I Ruch Palikota może pełnić role takiej wydmuszki. Ta lewicowa młodzież niech się wyszumi, zobaczy na własnej skórze jak wygląda realna polityka, a jak przyjdzie czas na IV RP, to będą siedzieć cicho. Będą po prostu zniechęceni do polityki, bo skoro nie udało im zrealizować celów w sprzyjających warunkach, a teraz są dla nich sprzyjacie warunki, to tym bardziej nic nie zdziałają jak warunki dla nich nie będą sprzyjające.
A ja nie mam wątpliwości, że każda rewolucja pociąga za sobą kontrrewolucję. Rewolucja zdejmie krzyże w szkołach, to kontrewolucja umieści krzyż w godle polskim.
I tym optymistycznym akcentem nie przejmujmy się za bardzo Palikotem.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)