Wczoraj pojawiła się informacja, że protestujący ludzie na Wall Street zamierzają zaprosić Lecha Wałęsę do siebie. Podobno Wałęsa przyjął to zaproszenie.
Jak dla mnie to jest to typowy przykład pomieszania i niezrozumienia przez ludzi z Zachodu Polski. Dla nich Wałesa jest symbolem walki i wolność (bardziej dla republikanów) i o prawa pracownicze i sprawiedliwość społeczną (bardziej dla demokratów). Nie rozumieją, lub nie chcą przyjąć do wiadomości, że Wałęsa wspierał prywatyzację i będąc prezydentem grał na granicy prawa, aż powstało słynne określenie „falandyzacja prawa”. Że juz nie wspomnę o słynnej teczce Bolka, z której wytargał pewne strony, bo jak twierdził, były tam sprawy osobiste, a takie nie powinny się tam znaleźć.
Wałęsa jest symbolem obalenia dyktatur i dlatego, tak bardzo Obama chciał się z nim spotkać, będąc w Warszawie. Miało to być spotkanie, aby wskazać ludziom z Afryki Północnej, że „ you can” obalić dyktatury.
I tak się zastanawiam, co powie Wałęsa na Wall Street? Żeby wzięli sprawy w swoje ręce i zakładali firmy? Oby, bo to jest zgodne z tym, co on myśli, choć niekoniecznie jest zgodne z wyobrażeniem ludzi na Zachodzie o nim. I jest to okazja, żeby wreszcie przejrzeli na oczy. Że Wałęsa, to nie żaden wojownik o prawa pracownicze i wolność jednostki ludzkiej (czy to przeciw komunizmowi czy przeciw korporacjom, obecnie), tylko zwykły karierowicz, o ile nie agent.
Pytanie tylko, czy przyjmą to do wiadomości ludzie na Zachodzie, bo to zburzy im prymitywne wyobrażenie o Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)