Ostatnio jesteśmy zasypywani informacjami o zdobywaniu wyborców przez dwie partie prawicowe. Jedna próbuje prześcignąć drugą. Nie mniej ciekawie jest po lewej stronie sceny politycznej. Na dniach są kolejne transfery z SLD do Palikota.
Osobiście twierdzę, że największą szansą polskiej prawicy jest Palikot i jego „rozróba” w polityce. Im bardziej będzie rozrabiał, tym bardziej ludzie dotychczas nie biorący udziały w wyborach pójdą na wybory, aby zagłosować przeciw niemu. I tu dostrzegam szanse dla Solidarnej Polski i Zbigniewa Ziobro.
Zostawmy na razie szanse Solidarnej i skupmy się na lewicy.
SLD znajduje się w głębokim kryzysie i nie widać, aby istniał tam jakis pomysł na odbudowę. Dlatego sięgnęli po sprawdzone metody i zrobili szefem klubu parlamentarnego Millera. Miller po aferze Rywina zdaj się już się podniósł na tyle na ile się mógł podnieść. I chyba niektórzy uwierzyli, że teraz może być już tylko lepiej. Otóż, nie będzie lepiej. Do Polski przyjeżdżają coraz to nowe osoby badające sprawię więzień CIA. A Miller obok Kwaśniewskiego zapewniali Polaków, że takich więzień u nas nie było. Poczekajcie zatem, aż sprawa się rozwinie na Zachodzie, znajdą się kolejne dowody, co odbije się na naszej scenie politycznej. I co wtedy rosnący w siłę Miller powie? Że pomyliłem się? Miller jeszcze nie podniósł się dobrze po Rywinie, a czeka go kolejne uderzenie związane z więzieniami.
Dlatego ten polityk jest według mnie skończony i nie ma przyszłości. Kandydatura Senyszyn na szefa SLD pokazuje, że członkowie tej partii kompletnie się pogubili. Wiec teraz, zamiast być lepiej, będzie tylko gorzej dla SLD.
Ponieważ życie nie znosi próżni, a ludzi o lewicowych poglądach jest sporo w naszym kraju, zatem pojawia się szansa dla Palikota. Oczywiście nie wiemy, jaki będzie ten nowy Palikot. Czy bardziej awanturniczy, czy bardziej cywilizowany i establishmentowy. Niemniej jednak przyszłość jest przed nim. I można go nie lubić, ale takie są fakty. Palikot rośnie w siłę, też dlatego, że język jakim się posługuje jest bardziej zrozumiały dla ludzi. Oni utożsamiają się z takim słownictwem. Język Millera brzmi jak z rodem PRL-u i coraz mniej ludzi go rozumie. A jego błyskotliwe dowcipy już się znudziły.
Komunikacja z wyborcami jest również elementem zdobywania wyborców prawicowych. I tak, o ile Kaczyński posługuje się językiem zrozumiałym przez coraz mniej ludzi, to język Ziobry brzmi swojsko dla 30 i 40-latków.
Już nie chodzi mi o sens wypowiedzi polityków, ale o użyte słowa i konstrukcje zdania. Zawiłe wypowiedzi Kaczyńskiego trzeba słuchać z uwagą, żeby się nie pogubić w zdaniach podrzędnie i nadrzędnie złożonych, wypowiadanych przez prezesa, który dodatkowo, co chwile robi jakąś dygresję. Coraz mniej ludzie ma ochotę słuchać takich wypowiedzi, tym bardziej, że media nie zachęcają ich do tego. Negatywny obraz Kaczyńskiego robi swoje i nawet najbardziej błyskotliwe wypowiedzi nie zmienią tego, że coraz mniej ludzi ma ochotę go słuchać. A jeśli ktoś nie ma ochoty go słuchać, to jak ma zdobywać nowych wyborców?
Zatem spór PO-PiS, czy jakbyśmy to personalnie nazwali Kaczyński-Tusk, podobny do sporu Wałęsa-Kwaśniewski z lat 90-tych, powoli odchodzi do historii.
Według mnie w niedalekiej przyszłości spór w polityce będzie się toczył na lini Ziobro-Palikot. Choć oczywiście trudno mi przewidzieć, czy będzie to spór między głównymi partiami sceny politycznej, z małym centrum w postaci PO.Czy raczej będzie to ostry spór światopoglądowy, na tyle ostry, że wiele osób będzie wolało pozostać w centrum, gdyż nie będzie chciało jednoznacznie opowiadać się po którejś ze stron. Czyli PO pozostanie szerokie jak obecnie od Gowina do Arłukowicza walczące z „ekstremą” w postaci Ziobro po prawej, Palikot po lewej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)