martinoff martinoff
1444
BLOG

W obronie Sikorskiego

martinoff martinoff Polityka Obserwuj notkę 53

Nie sadziłem, że kiedykolwiek stanę po stronie Radka Sikorskiego. Od czasu jego walk w Afganistanie nasze poglądy raczej się rozchodziły niż schodziły. A kiedy został wybrany „Człowiekiem Roku” przez „Gazetę Polską” to przestałem kupować tą gazetę. Po kliku miesiącach, ku mojej uciesze, gdy w Empiku przeglądałem GP i widziałem artykuły na temat Sikorskiego, aż chciałem zawołać: „a nie mówiłem” :)

 

Wystąpienie Sikorskiego w Berlinie wywołało fale krytyki z prawej strony sceny politycznej. Nawet Solidarna i PiS zaczęły w tej sprawie jakby współpracować. Niemniej jednak, czy słowa Sikorskiego nadają się do Trybunału Stanu? Uważam, że zdecydowanie nie ma w nich nic takiego, co by usprawiedliwiało takie posunięcie. Oczywiście, źle się stało, że takie słowa, zostały wypowiedziane:

  1. Bez konsultacji z prezydentem Komorowskim, że nawet on wydaje się być tym wystąpieniem zaskoczony i robi dobrą minę. Ale chyba powoli przyzwyczaja się do roli „żyrandolowego prezydenta” i już tak się nie buntuje, jak to zrobił przy okazji przesunięcia powołania nowego rządu..
  2. Zostało powiedziane w Berlinie, co nastraja kolejne posądzenia o wazeliniarstwo elit PO wobec Merkel.

Ale czy tak na prawdę te słowa są inne od tego co głosi PO? Według mnie nie. Wiadomo od dawna, jakie są poglądy PO na sprawę integracji i nic nowego w wystąpieniu Sikorskiego nie było. Odwołam się tylko do ostatniego wystąpienia  Tuska w Parlamencie Europejskim. Najlepszym lekarstwem, według niego, na obecny kryzys jest większa integracja europejska. Wypisz-wymaluj to samo co mówi Sikorski, tylko innymi słowami.

Można się z tym stwierdzeniem nie zgadzać, ale nie można mówić, że Sikorski powiedział coś rewolucyjnego i radykalnie nowego.

Można się nie zgadzać i generalnie nie zgadzam się z pomysłami PO na prowadzenie polityki zagranicznej. Niemniej jednak zgadzam się na większą integrację, która zapewni większe bezpieczeństwo. A ponieważ diabeł tkwi w szczegółach, tak samo jak podczas referendum o przystąpieniu Polski do UE, kiedy głosowałem przeciw, choć jestem za integracją.

 

Podobnie teraz, odrzucam sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez PO, szczególnie wobec Niemiec, ale nie odrzucam potrzeby głębszej integracji, w tym przewodnią role Niemiec. Chodzi mi o rozłożenie akcentów i jej wymiar symboliczny. Czy musimy, aż tak włazić w zadek Niemcom, czy nie można tego było zrobić bardziej profesjonalnie, żeby wyglądało inaczej, choć było tym samym?

Bo kto jak nie Niemcy ma przewodzić? Francuzi ze swoimi hasłami Rewolucji Francuskiej? Nie  dziękuję, to jeszcze gorzej.

Mój koronny argument, jaki pada za większą integracja jest następujący:

Pokażcie mi jedną reformę przeprowadzoną przez polski rząd, która była skuteczna i przynosiła spodziewane rezultaty. Pokażcie mi jedną inwestycję realizowaną przez polski rząd, która nie wzbudzałaby podejrzeń o korupcję i układany przetarg. I w dodatku nie zakończyła się fuszerką. W Polsce nawet chodników nie potrafi się dobrze zrobić, żeby po jakimś czasie, zazwyczaj bardzo krótkim, nie wyszły jakieś uchybienia, na przykład takie, że kostka brukowa zamiast 9 mm ( jak w przetargu) miała 7 mm.

Jedynym ratunkiem na polski burdel jest Unia Europejska i standardy ludzi wychowanych przed dziesiątki lat w duch poszanowania dobra publicznego. W Polsce muszą minąć pokolenia zanim będzie powszechne przekonanie, że publiczne to też i moje. Co jest oczywiście konsekwencją komunistycznego podejścia, że jak państwowe, to znaczy niczyje.

Oczywiście inwestycje realizowane w Polsce przez Unię pochłaniają dużo środków administracyjnych, ale dzięki temu są dobrze zrobione, o czym można się przekonanać na co dzień, widząc te inwestycje. A z pewnością są dużo lepiej robione, niż te, nie współfinansowane przez Unię, gdzie Polacy nie mają nad sobą żadnego bata i robią co chcą, co kończy się i tak większymi wydatkami na inwestycję i dodatkowo wadliwą inwestycją.

Z dwojga złego: Polak z fuszerkami, czy Niemca z dobrą robotą, wole tą drugą opcję. 

Podobnie jak z pracodawcą. Spotkałem się o to z takimi opiniami, że nie jest patriotyczne pracowanie u obcokrajowca za granicą. Lepiej, zatem zarabiać 1300 u polskiego wyzyskiwacza, który w ciągu 20 lat dorobi się setek milionów złotych majątku, dzięki taniej sile roboczej, niż za 1300 euro u niemieckiego, który żeby dojść do takiego majątku to potrzebuje 200 lat.

Ale nasi patrioci z racji braku umiejętności językowych wolą 1300 zł i tylko taką opcję uważają za patriotyczną.

martinoff
O mnie martinoff

"Ja, walkę o Wielką Polskę uważam za najważniejszy cel mego życia. Mając szczerą i nieprzymuszoną wolę służyć Ojczyźnie, aż do ostatniej kropli krwi..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka