Jeden z blogerów, Piotr Piętak, słusznie zauważył, że inicjatywa Solidarnej Polski w sprawie zawieszenia pakietu klimatycznego nie odbiła się szerokim echem w mediach.
A przecież sprawa jest bardzo, ważązna dla Polski. Rzekł bym, że ważniejsza niż Smoleńsk.
Tu bowiem nie chodzi jakieś ludzkie uchybienia i zaniedbania. Tu chodzi o konkretną kasę. Jak szacują eksperci z Centrum Adama Smitha nasze wydatki na dostosowanie gospodarki do standardów unijnych przekroczą 150 mld złotych do 2020 r. A o 80 % wzrośnie cena energii już w 2013 r, jeśli pakiet wejdzie w życie.
To oznacza, ze Polska, jako drobny udziałowiec w emisji CO2 do atmosfery narzuca sobie ograniczenia, które nie spowodują radykalnie zmniejszenie światowej emisji. Ale z całą pewnością spowodują mniejszą konkurencję naszej gospodarki.
150 miliardów zamiast wydać na drogi i autostrady, aby Polacy szybciej się przemieszczali i przy tym mniej spalali paliwa na bezużyteczne stanie w korkach (i znów zahaczamy o CO2), wydamy na „dostosowanie się do standardów unijnych”
Szeroko rozumiane „standardy unijne”, czy nawet światowe, według mnie to śpiewka lewicowych elit i nawiedzonych ekologia. Ale za tym kryją się potężne interesy.
150 miliardów, nie tylko że nie wydamy na drogi, ale wydamy na urządzenia służące ograniczeniu emisji CO2. A wiadomo, że każdy producent wszelkie koszta wlicza sobie w cenę produktu. Zatem nasza gospodarka stanie się mniej konkurencyjna od innych gospodarek, opartych, tak jak nasza,na taniej sile roboczej.
Od zawsze uważałem, że sprawy „ekologiczne”, to de facto jeden z instrumentów w blokowaniu swobodnemu przepływowi towarów. I jako taki nie da się jednoznacznie ocenić, że wszelkie „ekologiczne standardy” są złe, lub dobre.Jeśli służą naszym interesom, to takie standardy są dobre, jeśli nie służą, to dobre nie są. A ograniczenie produkcji energii z węgla, kiedy nasza gospodarka jest oparta na nim, a cały Śląsk stoi na węglu, dobre nie jest.
Taki wiec wszelkie standardy to instrumenty, takie jak kiedyś były nimi cło i podatki. I ustanawia się różnego rodzaju „ekologiczne” i „etyczne” standardy, żeby tańsi producenci nie zalali europejskich czy światowych rynków.
Ok, jest w tym jakaś logika, no ale jeśli Polska przyjemnie Pakiet Klimatyczny, a Chiny i Rosja nie, to logiki w tym nie ma. Bo to, co Polska „oszczędzi” na emisji CO2, to z nawiązka „nadrobią” Chiny. I jaki będzie z tego pożytek dla światowej ekologii?
Pech Solidarnej Polski polegał na tym, że w momencie ogłoszenia swojego planu cała Polska żyła, i nadal żyje, refundacją leków. A jak wiemy bliższa ciału koszula...bardziej ludzi interesują sprawy ile teraz zapłacą za leki w aptece niż ile zapłacą firmy, a w konsekwencji oni, za energię kiedyś tam.
Dodatkowo samą sensację powinna wzbudzić inicjatywa europejskiego referendum. Ale nie wzbudziła.
Solidarna Polska nie zrażając się tymi niepowodzeniami idzie dalej. Przygotował ustawę w sprawie refundacji leków oraz popiera apel w sprawie podnoszenia podatku dla rodzin wychowujących dzieci.
Nie trzeba nigdzie iść żeby podpisać ten apel, wystarczy kliknąć parę razy na komputerze: apel.info.pl/


Komentarze
Pokaż komentarze (4)