Według oficjalnych danych prawie 3 mln Rumunów opuściło swój kraj i wyjechało za pracą. To w liczbach bezwzględnych więcej niż liczba Polaków, którzy wyjechali z naszego kraju. A biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że w Rumunii mieszka 20 mln robi się spora różnica. Mimo to, to w Bukareszcie wybuchły zamieszki, a nie w Polsce. To podważa teorie, że w Polsce mamy spokój, ponieważ wielu sfrustrowanych ludzi wyjechało za pracą i rozładowało to społeczne niepokoje. Być może, na krótką metę to jest wytłumaczenie, ale nie na dłuższą.
Inwestorzy postrzegają nasz region jako całość. Rumunia, Węgry, Polska to właściwie jeden market. I jeśli są problemy na Węgrzech, to od razu odbija się to na polskiej gospodarce, przede wszystkim na naszej walucie. Tak tłumaczą ekonomiści. Socjologowie dodadzą, że skoro tam wybuchają zamieszki, to pewnie i u nas wybuchną.
A gorąco jest nie tylko w Rumunii. Na Węgrzech jest podobnie. Niedawno na Słowacji planowano wprowadzenie stanu wyjątkowego po protestach lekarzy. U nas tez są problemy z nimi, ale jednak żadna grupa społeczna nie wyszła na ulice. Jeszcze nie wyszła...
Przez ostatni kryzys Polska przeszła w miarę łagodnie. Jak przekonują nas ekonomiści, za sprawą wewnętrznej konsumpcji oraz eksportowi. Pod tym względem jesteśmy fenomenem na skalę światową. Rośnie bezrobocie, a eksport i konsumpcja zamiast spadać też rośnie. Dzieje się tak, ponieważ Niemcy w poprzednim roku rozwijały się w skali 3 % PKB, i wielu niemieckich producentów wciąż korzysta z polskich dostawców. Ale w ostatnim kwartale niemiecka gospodarka nieznacznie się skurczyła, a plany na cały rok 2012 nie są optymistyczne, bo przewidują wzrost PKB o 1%, czyli niewiele.
A obecne osłabienie euro sprzyja niemieckiemu eksportowi. A wiec paradoksalnie zamożne Niemcy bogacą się na krajach Europy Południowej, które toną w długach. Gdyby nie było wspólnej waluty niemiecka marka, byłaby znacznie silniejsza niż obecnie euro, a to nie sprzyjałoby eksportowi. Ale niemiecka gospodarka już się tak nie będzie rozwijała jak w poprzednim roku.
Wszytko to każe nam się głęboko zastanowić nad naszym eksportem, a wiec nad znaczącym czynnikiem, dzięki któremu przeszliśmy szalejący obecnie kryzys w miarę łagodnie.
Obecnie jest coraz mniej czynników, dzięki którym możemy postawić tezę, że Polskę ominie szalejący kryzys. Właściwie to i tak już jesteśmy fenomenem ponieważ w dobie kryzysu utrzymał się u władzy rząd. Co nigdzie w Europie się nie zdarzyło: Hiszpania, Portugalia, Irlandia, Włochy wszedzie nastąpiła zmiana u sterów władzy. Tam gdzie rządziła prawica rządzi lewica, tam gdzie rządziła lewica, rządzi prawica.
Rok temu zaczęło się w Tunezji, dziś powiew zmian doszedł do Bukaresztu i Budapesztu i tylko czekać aż zapuka do Warszawy.
Bądźmy zatem przygotowani na zmiany. Obawiam się tylko, że sama osoba Kaczyńskiego spowoduje, że w Polsce moment przełomu przesunie się w czasie. Wielu będzie wolało, żeby nadal u sterów był nieudacznik Tusk, niż oszołom Kaczyński. A rewolucja potrzebuje przywódców, przede wszystkim nowych przywódców, a nie stare twarze. Kaczyński z pewnością nim nie jest. Mam nadzieje, że będzie nim Ziobro.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)