Obok walki z ACTA toczy się pod płaszczykiem paktu fiskalnego również inna, dużo ważniejsza dla naszych strategicznych interesów, walka o wpływy w UE.
Od dawna twierdziłem, że naszym największym przeciwnikiem w UE nie są Niemcy, tylko Francja. I to nie dlatego, że nasze żywotne interesy są tak różne, ale dlatego, że Francja postanowiła uprawiać globalną politykę mocarstwową eliminującą innych z wewnątrz unijnej dyskusji oraz mieć monopol na oddziaływanie na Niemcy (a przez to na całą Unię).
Według pierwotnych planów Francja miała odpowiadać za sprawy „duchowe” w Unii, zostawiając sprawy gospodarcze RFN. Przy czym sprawy duchowe należy rozumieć jako dbanie o rozkwit języka francuskiego i francuskiej kultury będącej w ustawicznej wojnie z amerykańskim Hollywood. Wszystko to miało być oczywiście zgodne z ideami Rewolucji Francuskiej, bowiem to wyróżnia Francję, że tam zarówno lewica jak i prawica nie kwestionują wielkich osiągnięć tej rewolucji. Swoje braki w sferze gospodarczej Francja nadrabia, w swoim przekonaniu, w sferze szeroko rozumianej kultury. Zatem w ich przeświadczeniu, Francja jest równorzędnym partnerem dla Niemiec, i tylko ona.
Niestety ani dotychczasowe osiągnięcia, ani potencjał nie predysponują Francji do odgrywania tak znaczącej roli, już nie tylko w świecie, ale w samej Unii.
I tu pojawia się sedno problemu, bowiem sami Francuzi się z tym nie pogodzili i nic nie wskazuje na to, żeby chcieli się pogodzić.
Francja wprawdzie zasiada jak stały członek Rady bezpieczeństwa ONZ, ale o reformie tej instytucji mówi się już od dawna. Dlatego Francja za nic nie chce się zgodzić na jej reformę, choć z pewnością należy się nagroda temu, kto potrafi rzeczowo uzasadnić obecność w tym gremium Francji, przy braku Indii czy Brazylii.
Dla Francji idea integracji unijnej od samego początku polegała na jednym: trzymać w objęciach Niemcy tak mocno, jak to jest możliwe, aby się one nie usamodzielniły i nie zagroziły Francji.
Zaczęło się od węgla i stali jako pierwszej próby związku, ale na tym się nie skończyło. To bardzo znamienne, że największym przeciwnikiem zjednoczenia Niemiec była Francja. Z prostego powodu. Zjednoczone Niemcy byłby tak szerokie i potężne, że sama Francja mogła mieć za krótkie ręce, aby wystarczająco je objąć. Wszyscy pamiętamy, że warunkiem Francji na zjednoczenie Niemiec była wspólna waluta. To ona miała pełnić rolę dodatkowej ręki, za pomocą której, Niemcy będą trzymane przez innych członków Unii, (co w rozumieniu Francuzów oznaczało, że Francja będzie przewodzić tym innym członkom UE).
Ostatni kryzys finansowy uwidocznił ważną kwestię. Ręce, jakimi obejmują pozostali członkowie Unii Niemcy, (w rozumieniu Francuzów, inni członkowie to przede wszystkim Francja) są za krótkie. To Niemcy są gwarantem stabilność w strefie euro, a nie duet francusko-niemiecki. Baa, eksperci szacują, że dalsze pogłębianie się kryzysu oznacza, że po Grecji, Irlandii, Portugali, Hiszpanii, Włoszech teraz czas przyszedł na Francję. Obniżenie jej wiarygodności przez agencje ratingowe tylko to potwierdziło. To dla Francuzów oznacza bolesne przeżycie. Okazuje się, bowiem, że inni nie dostrzegają tego, co sami Francuzi czują. A więc, że Francja jest potężna i z jej zdaniem trzeba się liczyć. Tymczasem spadek wiarygodności kredytowej i pokazanie Francji w takim towarzyskie jak wyżej wspominane kraje, oznacza obelgę dla Francuzów, którą można tylko porównać do upokarzającej wojny z Niemcami w 1870 r.
Polityka Francji polega na tym, że są oni przekonani o wielkości swojego kraju, co uprawnia ich do pouczania innych ( pamiętamy słowa o okazji do siedzenia cicho). W przekonaniu Francuzów, tylko oni mogą rozmawiać z Niemcami jak równy z równym, i tylko ten duet powinien przewodzić Unii Europejskiej. Zatem starają się tak kształtować regulacje prawne, aby utrzymać obecny status, jednego z dwóch najważniejszych członków UE i monopolisty na rozmowy z Niemcami. I temu właśnie służy Pakiet fiskalny i próba wyeliminowania nowych krajów w tym Polski z rozmów. Francja ma, bowiem świadomość, że jej gospodarka jest mniejsza niż niemiecka, a im szersze grono do dyskusji tym wpływy francuskie są mniejsze.
Co może Polska w związku z tym zrobić? Wiadomo przecież, że nie wyrwiemy Niemiec z ramion Francji. Nie mamy takiego potencjału, ale próbować powinniśmy ściślej współpracować z Niemcami. I tworzyć wschodnią przeciwwagę dla osi Paryż-Berlin. Możemy cały czas grać na osłabienie Francji na różnych szczeblach i na różnych frontach. Czy to wspierać niezależność krajów afrykańskich, byłych francuskich koloni ( Francja bowiem jest przekonana, że to ona jest duchowym przewodnikiem dla tych krajów, a swoje wpływy ma nawet w Ameryce Północnej w postaci prowincji Quebek). Poprzez wspieranie reformy Rady Bezpieczeństwa ONZ. Czy za poparcie Indii w tej sprawie nie moglibyśmy poszerzyć współpracy z nimi? Więcej im czołgów sprzedawać oraz zachęcić do inwestowania w Polsce jak Mittal.
Im szybciej Francuzi zrozumieją, że nie są mocarstwem tym lepiej dla nas i dla całej Unii. Wiele problemów przestanie z tego powodu istnieć i będzie dużo łatwiej o zgodę w wielu sprawach.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)