Stare metody radzieckich towarzyszy i tym razem się sprawdziły.
Doprowadzony do skraju nędzy, biedujący gdzieś we Włoszech, ojciec kiedyś wroga nr 1 dla obecnej ekipy Kremla postanowił zadbać o siebie i przyznał, że jego syn to zdrajca narodu rosyjskiego.
Aleksander Litwninieko, bo o nim mowa był funkcjonariuszem KGB, aż do momentu został się najzagorzalszym krytykiem ówczesnego prezydenta Putina. Przede wszystkim obwiniał go o podkładanie bomb w Moskwie pod koniec XX w, co miało Putinowi ułatwić dojście do władzy. Krytykował również Putina za jego wojnę w Czeczenii.
Taka krytyka nie mogła oczywiście ujść na sucho, bowiem Putin nie z tych, co łatwo odpuszczają i wybaczają. Dlatego wysłał swoich ludzi do Londynu, gdzie Aleksander korzystał z gościnności innego wroga Putina - Borysa Bierezowskiego i opieki brytyjskich służb specjalnych, aby po poczęstowali polonem. Przyjaźń Litwinienki z Bierezowskim zaczęła się po tym, jak Litwinienko miał zabicia Bierezowskiego, ale odmówił wykonania tego zadania. Agent KGB Andriej Ługowoj tak dobrze wywiązał się ze swojego zadania, że Litwinienko zaraz potem zmarł, a on sam został deputowanym do Dumy Państwowej.
Sprzeciw Aleksandra wobec wojny czeczeńskiej doprowadził nawet do tego, że jego pogrzeb odbył się według muzułmańskiej tradycji, bowiem tuż przed śmiercią Litwinieko przeszedł na islam. Tak jak kiedyś Polacy, aby nadal walczyć z Rosją przechodzili na islam.
Na tym pogrzebie ojciec Aleksandra Litwinienki - Walter - przyznał, że jego syn był porządnym człowiekiem i bardzo przeżywał otaczające go nie sprawiedliwości na tym świecie. Przyznał, że jego syn porzucił prace w KGB, po tym jak zaczęli tam rządzić „podli ludzie”
Mimo, że ci podli ludzie nadal rządzą KGB, to pan Watler Litwinienko całkowicie zmienił teraz zdanie i przyznał, że to jego syn zgładził z właściwej drogi.
Szczerze mówiąc jakoś mnie to nie dziwi, takie wyznania. To są sprawdzone od dziesiątków lat metody rosyjskich specłzużb. Jeśli nawet ofiara się wymknie, a trzeba przyznać, że im rzadko się wymyka, to wtedy niszczy się jego rodzinę, tak, aby ona wyrzekła się swojego zwyrodnialca. I aby nikomu innemu nie przyszło do głowy iść w ślady dysydenta. Już nie chodzi, bowiem o życie dysydenta, bo pewnie wielu walczących o swoje idea i sprawiedliwość, nie dba o swoje życie, ale chodzi o życie jego rodziny i pokazanie, że z KGB nikt nie wygra.
Pracę operacyjną wobec rodziny Aleksandra KGB z pewnością rozpoczęła zaraz po zlikwidowaniu samego Litwinienki, ktory był zbyt groźny, aby mógł żyć. Lata lecą, a fundusze się kończą zatem pole działania KGB poszerza się. Pierwsze symptomy „skruchy” wyrażonej przez rodzinę Litwinienki obserwowaliśmy pod koniec zeszłego roku, kiedy wdowa po Aleksandrze, Marina przyznała, że jej mąż był „konsultantem” brytyjskich służb specjalnych.
Na pogrzebie Litwinienki byli również Achmied Zakajew, szef emigracyjnego rządu Czeczeniioraz inny znany krytyk polityki Kremla Władymir Bukowski. Po nich raczej nie można spodziewać się krytyki zmarłego Litwinienki, ale sądzę, że będą kolejne wystąpienia rodziny i bliskich osób Aleksandra potępiających jego zdradę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)