O Łukaszu Gibale znowu zrobiło się głośno. Słowo "znowu" jest tutaj jak najbardziej wskazane. Otóż dowiedzieliśmy się dzisiaj, że poseł PO przechodzi do Ruchu Palikota.
W sumie ruchy transferowe nie powinny dziwić, tym bardziej ucieczki z tonącego okrętu, jakim zaczyna być PO. Choć niektórych może dziwić, że do Palikota wstąpił siostrzeniec Jarosława Gowina, pełniącego jednoosobowo rolę konserwatywnego skrzydła w PO.
Ale to nie z powodu rodzinnych koneksji o Gibale było głośno na długo przed wyborami.
To raczej z powodu jego plakatów, jakie rozwiesił w Krakowie na kilka miesięcy przed wyborami, gdy okazało się ze lokalne struktury PO nie chcą go w ogóle umieszczać na liście.
Kraków wręcz został zalepiony plakatami Gibały, w których chwalił się co, on to zrobił dla miasta królewskiego Kraków.
Przeciwnikami Gibały była zarówno liberalna Róża Thun, małopolska europosłanka, którą Gibała nie poparł w lokalnych wyborach. Gibała poparł za to Ireneusza Rasia, a ten zaraz potem odwdzięczył mu się nie umieszczaniem na liście kandydatów na posłów.
Tak więc Gibała oprócz swoich rodzinnych koneksji nie ma za bardzo zalecza politycznego w Krakowie, choć cieszy się sporym uznaniem wśród sympatyków PO, za swoje biznesowe dokonania.
Kampania przedwyborcza kosztowała Gibałę ok. 400 tyś zł. Stać go było na to, bo jego majątek szacowany jest na 2,5 mln zł.
Ale jak widać lokalne struktury PO miały racje początkowo nie umieszczając Gibałę na liście kandydatów. Sprawdziły się przewidywania co po niektórych, że Gibała gra tylko dla siebie, a nie dla drużyny. Chwila słabości PO kosztowała wiele, bo teraz koalicja PO-PLS ma raptem 4 głosy przewagi w Sejmie.
Na koniec warto dodać, że Gibała jako jeden z nielicznych nie złożył przysięgi „tak mi dopomóż Bóg” podczas ślubowania na posła.
www.polskatimes.pl/artykul/418778,krakow-lukasz-gibala-plakatami-zakleil-cale-miasto,id,t.html



Komentarze
Pokaż komentarze (7)