Na przestrzeni ostatnich dwudziestu kilku lat od okrągłego stołu polska scena polityczna prawie zawsze była podzielona na dwa obozy, w których wyodrębniał się wyraźny lider. Ci liderzy prowadzili ze sobą wojny, na słowa, teczki, obelgi, haki i wszelkie inne metody.
Dziś oczywiście jesteśmy świadkami sporu na linii PO PiS czy personalnie Tusk – Kaczyński.
Ale wbrew niektórym opiniom polska scena polityczna zawsze była w podobny sposób podzielona i wojna PO-PiS nie była nowym rozdziałem w polskiej polityce.
Przypomnę zatem najważniejsze linie sporu.
Na początku konflikt przebiegał na linii Wałęsa – Kwaśniewski, którego kulminacją była kampania prezydencka w 1995 r. i nie podanie ręki Kwaśniewskiemu przez Wałęsę. Oczywiście Wałęsa wcześniej prowadził spory z innymi jak Kaczyńscy, Olszewski, Macierewicz, ale nie były to spory toczące się w ośrodkach władzy przez długi czas. Wałęsa skutecznie wyeliminował rząd Olszewskiego jak się dowiedział, co mu szykują.
Następny konflikt przebiegał według linii Kwaśniewski – Miller.
I tutaj po raz pierwszy spór nie dotyczył historycznych zaszłości na stronę solidarnościową i postkomunistyczną. Mieliśmy tutaj do czynienia z konfliktem na lewicy postkomunistycznej.
A ponieważ lewica tym konfliktem została w jakiś sposób wyróżniona, to wkrótce prawica postanowiła nie być gorsza i pojawił się konflikt na między Kaczyńskim i Tuskiem.
Między tymi głównymi konfliktami można wyodrębnić mniejsze jak np Kwaśniewski – Krzaklewski.
Ale konflikt ten nie trwał zbyt długo, poza tym lider AWS Krzaklewski, nie piastował żadnej funkcji państwowej, sterował Buzkiem zza tylniego siedzenia. Poza tym jego pozycja jako lidera koalicji AWS - UW nie była zbyt silna. Zatem trudno mówić, że był on liderem obozu postsolidarnościowego w walce przeciw Kwaśniewskiemu.
Dziś nawet trudno sobie wyobrazić koalicje środowisk, które kiedyś tworzyły koalicje AWS - UW
Kwaśniewski zresztą został prezydentem w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2000 r. zatem trudno mówić, o Krzaklewskim jako liderze kontr-obozu. Krzaklewskiego zresztą wyprzedził Olechowski, co dobitnie pokazało, że nie był w stanie zbudować ośrodka przeciwnego ośrodkowi Kwaśniewskiemu.
Między tymi liniami konfliktów były oczywiście także okresy przejściowe, kiedy trudno było wyodrębnić konkretną osobę jako lidera. Rząd Olszewskiego, Oleksego, Cimoszewicza, Belki trwały zbyt krótko, aby mogły wyrobić sobie pozycję do walki z innym ośrodkiem władzy. Kwaśniewski też miał okres swojego panowania, kiedy praktycznie był wszechwładny.
Niemniej jednak jak pokazałem powyżej polska scena polityczna od zawsze była podzielona na dwa obozy, a konflikt personalny był tutaj kluczowy. Zmieniały się metody i debata sporów, bo trudno byłoby utrzymać wysoką temperaturę konfliktu mówiąc cały czas te same rzeczy przez dwadzieścia lat.
Zatem nie jest tak, że konflikt Tusk-Kaczyński jest czymś nowym na polskiej scenie politycznej i mamy teraz niespotykaną dotychczas wojnę. Być może wzajemna nienawiści i niechęć po Smoleńsku jest większa, ale dla niedowiarków proponuję sięgnąć do archiwalnych wystąpień Wałęsy podczas kampanii prezydenckiej. Ile tam było jadu, emocji i nienawiści.
Na podstawie powyższych konfliktów możemy wywnioskować, że i konflikt Kaczyński – Tusk kiedyś się skończy.
A moim zdaniem jesteśmy już w fazie upadku dotychczasowego sporu i przechodzimy w stan przejściowy. Po którym wyodrębni się nowy konflikt. Dziś trudno wskazać jednoznacznie jak będzie przebiegała linia nowego konfliktu. Może to być Ziobro – Palikot, a równie dobrze może być inna konfiguracja.
Wielu w to nie uwierzy, bo wielu szczególnie twardzi zwolennicy PiS szykują się do decydującego starca. Podobnie jak i twardzi zwolennicy PO, straszący Rydzykiem i Radiem Maryja. Oni też szykują się do zadania decydującego ciosu swojemu rywalowi.
Niestety ich przygotowywania przypominają przygotowania generałów do wojny, która już się odbyła. Jak wiemy sztabowcy często opracowują swoje koncepcje na podstawie działań z poprzedniej wojny. Tymczasem często bywało tak, że wojna przyniosła inne rozwiązania, na które sztabowcy w ogóle nie byli przygotowani.
Dlaczego tak uważam?
Ponieważ Tusk nie jest już zainteresowanym trwaniem tego konfliktu. On już myśli o ciepłej posadzce w Unii lub innej instytucji między narodowej. Zatem jego priorytetem nie jest utrzymywanie tego sporu i straszenie nawiedzonym Rydzykiem, czy żądnym krwi Kaczyńskim. On musi realizować zadania międzynarodowych instytucji, aby zapracować sobie na ciepła posadkę u nich.
Przez to PO zmierza w otchłań i jeśli nie nastąpi tam szybkie przesilenie i do władzy nie dojdzie inna osoba z PO, która szybko zastąpi Tuska w jego konflikcie z Kaczyńskim, to trudno oczekiwać, że konflikt Tusk – Kaczyński nadal będzie istniał. A na takie przesilenie się nie zanosi.
Poza tym inne ośrodki też nie chcą za bardzo zastąpić Tuska w tym konflikcie, bo choć Palikot to inna bajka niż Rydzyk, to jednak Palikot popiera Telewizję Trwam w dostępie do multipleksu. A i Tomasz Lis jakby ostatnio znudził się atakowaniem Radia Maryja.
Zatem wydaje się, że w przyszłość konflikt Rydzyk – Palikot będzie raczej w sferze religii obyczajów, a nie polityki. Będą zatem się nie zgadzać, ale będą się znosić wiedząc, że i tak drugiej strony nie zniszczą. A w pewnych sprawach po cichu mogą się wspierać.
Spór Tusk - Kaczyński za kilka lat przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie w polityce, poza wyznawcami z jednej i drugiej strony, którzy wciąż będą do tego wracać. Konflikt ten będzie przypominał dzisiejszy konflikt Wałęsa – Wyszkowski. Konflikt też budzący emocje. Po jednej i po drugiej stornie są osoby przekonane o swojej racji. Ale ten konflikt nie ma żadnego wpływu na bieżącą politykę
On odbywa się w sferze metapolitycznej, a nie realnej polityki
Podobnie będzie z konfliktem Tusk – Kaczyński, choć zapewne na większą skale. Tusk będzie sobie siedział w Brukseli, a zwolennicy Kaczyńskiego będą wypominać mu Smoleńsk i inne sprawy, które nikogo z decydentów w Warszawie i Brukseli nie będą interesowały i nie będą miały wpływu na pozycję Tuska w Brukseli.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)