Pisałem kiedyś ze ACTA i Pakiet klimatyczny, to próba obrony cywilizacji zachodniej, a ściślej mówiąc gospodarczych interesów zachodniej Europy, przed chińszczyzną.martinoff.salon24.pl/388171,co-ma-acta-do-pakietu-klimatycznego
Wiele osób podchodziło ze sceptycyzmem do takiego patrzenia argumentując, że dzięki ACTA Tusk chce inwigilować internautów, a dzięki Pakietowi rozwalić kopalnie.
To z pewnością efekt uboczny tych regulacji, narzędzie, jakie będzie miął do dyspozycji rząd Tuska, czy jakikolwiek inny rząd. Tylko narzędzie, możliwe do wykorzystania, ale nie broń w walce o utrzymanie swojej władzy, bo ich władza nie zależy od internautów. Źródło władzy Tuska leży poza granicami naszego kraju, zatem takie regulacje nie są przeznaczone do inwigilowania internautów i utrzymania się przy władzy.
W ACTA i Pakiecie chodzi o tworzenie kolejnej bariery do wejścia na rynek europejski chińskich produktów. I nie tylko chińskich, ale także indyjskich. Bowiem w epoce zaniku cłak, tworzy się inne bariery prawne, etyczne, czy jakbyśmy to ogólnie określili standardy, według których określone produkty są lub nie są dopuszczane na wielki europejski rynek.
Dziś jesteśmy świadkami kolejnej odsłony takiego konfliktu świat zachodni - Chiny.A ponieważ sprawa nie jest tak bliska ludziom jak ACTA, to nie wzbudza takich emocji. Choć wcale nie jest od niej mniej ważna.
I to jest jednocześnie potwierdzenie na to, że obecnie otoczy się zażarta walka o światowy rynek.
Jak informują media Komisja Europejska chce zakazać startowaniu w przetargach organizowanych na terenie UE tym firmom, które pochodzą z krajów, gdzie dostęp do przetargów dla firm europejskich jest zamknięty lub ograniczony.
Jak to zawsze bywa, pod wielokrotnie złożonymi z dyplomatycznymi regułkami zadaniami kryje się krótka treść. Chodzi o uniemożliwienie startowania w przetargach organizowanych na terenie UE, firmom chińskim i indyjskim, ale także rosyjskim, ponieważ w Chinach, Indiach i Rosji firmy europejskie mają ograniczony dostęp do przetargów. Chodzi, zatem o symetrie w stosunkach między UE, a tymi krajami.
A ponieważ symetria ma odnosić się do całościowych stosunków państw UE z Chinami Indiami, to trudno o jednomyślność, bowiem każdy kraj UE prowadzi inną politykę z Chinami/ Indiami i nie ma wspólnej polityki zagranicznej UE.
Zatem za wprowadzeniem takich regulacji jest Francja, ale przeciwne są Niemcy i Wielka Brytania, bo gospodarki tych krajów są mocno uzależnione od eksportu do Azji.
Nie sposób w tym miejscu nie nawiązać do ostatnich wystąpień Sikorskiego. Bo on woli martwić się o polską telewizję w berlińskim hotelu i namawiać Polaków do domagania się polskojęzycznej stacji w europejskich hotelach. A ciekawe, co powie na temat dostępu do przetargów? Jak go znam to nic nie powie, bo bladego pojęcia o tym nie ma. On woli budować swój wizerunek na walce o polską telewizje w berlińskim hotelu niż na wpływaniu na gospodarcze losy Europy i naszych przedsiębiorców.
Ale to typowo polskie, sprawy ważne zostawiamy ważnym państwom, a sami zadowalamy się sprawami drugorzędnymi, żeby pokazać, że nasi politycy coś robią i się starają.
Choć z drugiej strony można taką postawę Sikorskiego i Tuska zrozumieć. Zrozumieć nie znaczy popierać.
Polska ma deficyt w handlu z Chinami na poziomie 10 mld euro, w przetargach w Chinach i tak nie startujemy, czasami polskie firmy zbrojeniowe coś wygrają w Indiach. A patroni obecnego rządu są przeciwni takim sankcjom. Przy czym ich gospodarka oparta na eksporcie, wiec takie sankcje im nie pomogą, a mogą wiele stracić. A Tusk nie martwi się naszym deficytem w handlu, nie stara się jakoś temu załagodzić, odwrócić trend. Pawlak robi przy tym internetowe show: martinoff.salon24.pl/399393,go-china-zeby-sprzedac-kartofle
Takie postępowanie naszego rządu łatwiej zrozumieć, jeśli założymy, że Tusk nie martwi się o stan polskiej gospodarki i jej 10 miliardowy deficyt w handlu, tylko martwi się tym, co Merkel mu każe robić.



Komentarze
Pokaż komentarze