Metoda stara jak świat. Dokładnie nie wiadomo, kto ją wymyślił, ale już wielu udowodniło jej skuteczność. Mistrzem tej metody w Polsce jest bez wątpienia Kaczyński. Ostatnio jednak zbyt często sięga do tej metody, co może powodować pewien dysonans wśród obserwatorów sceny politycznej.
Z jednej strony, bowiem mamy podręcznego bulteriera Kaczyńskiego (ciekawe czy tęskni za Kurskim?), czyli Macierewicza, który mówi wprost o zamachu i casus beli, a potem Kaczyński łagodzi i mówi, że to nie tak do końca. Na szczęście dla Kaczyńskiego rolę kija pełnią inni, zatem jemu przypada rola tylko dawania marchewki (w tym przypadku niecałej marchewki tylko połowę, a może ćwiartkę).
W spawie Solidarnej Polski również obserwujemy działania Kaczyńskiego według tej sprawdzonej metody.
Nie tak dawno Ziobro i reszta byli nazywani zdrajcami, wyzywani od karierowiczów, którym marzy się tylko posadka w Parlamencie Europejskim.
Teraz Kaczyński postanowił dać marchewkę i zaproponował powrót do PiS, niczym zatroskany ojciec, który zrozumiał swoją zbyt surowa postawę wobec syna i wyciąga do niego rękę na zgodę. Problem w tym, że nie tak dawno mówił, że powrót jest możliwy tylko na kolanach, a Kaczyński nie należy do osób, które zbyt szybko wybaczają. (Przecież tak pisał w liście, a później musiał tłumaczyć, że nie chodziło m o PJN. A więc o kogo?)
Zatem słowa Kaczyńskiego o propozycji powrotu można traktować tylko i wyłączanie w kategoriach politycznej zagrywki robionej dla jego wyborców, którzy wciąż nie rozumieją, dlaczego powstała Solidarna Polska.
Kaczyński próbuje raz straszyć, raz ignorować, aż w końcu zaproponował współpracę Ziobrze.
Jak na razie żadna metoda nie przyniosła rezultatu. Ale można się spodziewać powtórki z rozgrywki. Za chwile Kaczyński znów będzie mówił, że Solidarna Polska to zbyt mała partia żeby o niej mówić itp. Raz kij raz marchewka.
Problem w tym, że Ziobro zmobilizował wiele nowych ludzi i sensu powrotu nie ma. Jest jeszcze wiele czasu na przekonywanie do siebie nowych wyborców, bo najbliższe wybory dopiero za 3 lata. A w ostatnich wyborach samorządowych w Nowym Sączu PiS wystawił swój komitet, podobnie jak prezydent miasta pochodzący z PiS. Były dwa komitety i oba dostał się do rady miasta. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w skali Polski powtórzyć ten manewr. Nota bene nic nie słychach o zdradzie PiS przez prezydenta miasta, który był zbyt ambitny i wystawił swój komitet.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)