Natchniony notką prof. Szeremietiewa dotyczącą obrony przedwojnnego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka przed prokuratorem chciałbym wystąpić w roli oskarżyciela posiłkowego.
romualdszeremietiew.salon24.pl/506272,podejrzany-jozef-beck
Otóż Szeremietiew odwołuje się do książki Zychowicza (niestety jeszcze nie czytałem), w której autor oskarża Becka, że ten nie stanął po stronie Niemiec przeciw Rosji. Wtedy istniała szansa, że może inaczej dla nas skończyłlaby się druga wojna światowa.
Prof. Szeremietiew z kolei broni Becka twierdząc, że nie miał innego wyjścia, bo Niemcy nie mogły wygrać wojny, a gdybyśmy stanęli po ich stronie, to skończyłoby się dla nas gorzej, bo Stalin wkroczyłby na nasze terytorium jako sojusznika Hitlera, a nie państw sprzymierzonych.
To prawda. W tym sensie zgadzam się Szeremietiewem.
Ale jako oskarżyciel posiłkowy mam inny zarzut wobec Becka.
Nasz sojusz wojskowy z Francją zakładał, że w razie wojny Niemiec z Francją Polska udzieli swojej sojuszniczce pomocy. Francja oczekiwała, że wtedy Polska zaatakuje Niemcy od wschodu wprost na Berlin. Piłsudski nie zgadzał się z tym i oferował Francji pomoc, ale taką, że zaatakuje Prusy Wschodnie. Piłsudski był na tyle przebiegły, że liczył, iż w razie wygrania wojny Polska zachowa te tereny.
Później do tego sojuszu dołączyła Wielka Brytania.
W końcu oba nasze kraje sojuszniczych udzieliły Polsce potwierdzenia gwarancji bezpieczeństwa. Otóż to był pocałunek Judasza.
Te gwarancje de facto nie wzmocniły naszego bezpieczeństwa, a jedynie utwierdziły Hitlera w przekonaniu, że państwa te nie udzielą pomocy, a jedynie wystawiają nas na atak.
Poczatkowe plany Hitlera przewidywały szybki atak Niemiec na zachód Europy, aby potem skierować swoje siły na Wschód przeciwko ZSRR. Proponował Polsce sojusz, ale to nie miał być sojusz, bo przeciez Hilter nie traktował Polski jako równorzędnego partnera. To miał być chwilowy sojusz, aby zabezpieczyć sobie flankę wschodnia aby Niemcy w błyskawicznej wojnie mogły opanować zachodnią część kontynentu.
Postawa Becka psuła mu ten plan, gdyż utrwaliła w nim przekonanie, że Polacy jako honorowi ludzie w razie ataku Niemiec na Francję udzielą jej pomocy. Tymczasem znając Francuzów wiedział, że nie ruszą się z linii Maginota.
Także musiał zrewidować swoje poczatkowe plany i taktycznie dogadać się ze swoim śmiertelnym wrogiem Stalinem i podzielić się Polską, aby zabezpieczyć sobie wschodnią flankę przed atakiem na Zachód.
Zatem oskarżma Becka za sformułowanie słów, że to honor jest najważniejszą rzeczą na świecie, które to potwierdziły, że Polacy bardziej niż rozum cenią honor.
Moje oskarżenie wobec Becka i innych polityków II RP jest taki, że dali Hitlerowi jasny sygnał, że Polacy są honorowi i dopełnią swoje zobowiazania sojusznicze. A nasi politycy powinni raczej utwierdzać Hitlera w swoim pierwotnym planie, czyli ataku na Francję.
Wywiad angielski nie mial skrupułów, aby utwierdzać Hitlera w przekonaniu, że Anglia nie pomoże Polsce, choć obiecała pomoc. Od początku Anglicy podobnie jak Francuzi traktowali swoje zobowiązania wobec nas jako polityczną grę. Dla nich zobowiazanie się na papierze znaczy tyle co sam papier. Jest po to żeby przyjąć wszystko co w danej chwili jest potrzebne. A później zawsze się można wytłumaczyć. że nie daliśmy rady wam pomóc bo sami byliśmy nie gotowi.
Czemu zatem Polacy mieliby mieć wyrzuty sumienia, że nie udzielili pomocy Francji, gdyby ta została zaatakowana przez Hitlera? Cicha wojna zamiast na Zachodzie Europy mogła się toczyć na Wschodzie. Stalin nie był w 1939 r gotowy do żadnej wojny w Europie.
I to było w naszym interesie, a nie unoszenie się honorem. Dla ludzi z zachodniej Europy wywiązanie się ze zobowiązań nie jest jednoznaczne z wywiązywaniem się że swoich zobowiązań za wszelką cenę. Przyjęcie na siebie zobowiązania oznacza że jestem gotowy ci pomóc pod warunkiem że będę w stanie. Dla nich ten warunek jest oczywisty więc nie piszą o nim w umowie. Natomiast my Polacy mamy poczucie, że sojusz i umowa międzynarodowa to tak jak sakrament święty. Raz podpisana bezwarunkowo zobowiązuje nas do pomocy w każdej sytuacji. Jeden za wszystkich wszyscy za jednego to tylko istnieje w filmach ,a nie w polityce międzynarodowej.
Sojusz wojskowy to parafrazujac słowa Becka nie jest rzecz najważniejsza.
Sojusz jest rzeczą cenną i pożądaną. Ale sojusz, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia sojuszu za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest nasz egoistyczny interes: życie i bezpieczenstwo naszych ludzi.
Albo jakby powiedział Sun Tzu jeśli twój wróg szykuje się na podbicie twojego terytorium, to skieruje jego uwagę na swojego sojusznika. Lepiej prowadzić wojnę na jego terenie niż na twoim. W razie waszej wygranej sojusznik nie zauważy, że poniósł większe straty niż ty, bo będzie zajęty świętowaniem wygranej. W razie przegranej i tak będzie miał pretensje do ciebie, a przynajmniej ty poniesiesz mniejsze straty.
Machiavelli też by się ze mną zgodził.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)