Recenzje o książce pojawiły się jeszcze przed samą książką. Dziwiło mnie to
od samego początku, bo najczęściej były to słowa krytyczne. Czy można się
wypowiadać o czymś, czego się nie przeczytało, a jedynie na podstawie tytułu
wyciągać wnioski?
W Polsce panuje bowiem przeświadczenie, że o oczywistych oczywistosciach się nie dyskutuje. Jest przekonanie, że te oczywistości są oczywiste jak dogmaty wiary katolickiej, a każdy kto chce o nich dyskutować jest traktowany jak antykatolik i diabeł wcielony. Niestety te oczywistości nie są oczywistościami, a tytuł książki, i stwierdzam to po jej przeczytaniu, jest łagodną wersją tego co sprawili nam dowódcy Komendy Głównej Armii Krajowej. I nie ma to nic wspólnego z szerzeniem ateizmu narodowego. A wręcz przeciwnie ma na celu wywołanie dyskusji, aby uniknąć podobnych błędów w przyszłość. Bowiem o ile dogmaty wiary są ustnowione ,przez Kościół w imieniu Boga o tyle decyzję KG AK z Bogiem nic nie mają wspólnego. A wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu książki nie można mówić o obłędzie, ale szaleństwie na własnym narodzie.
Zacznijmy od początku. Autor książkipodaje, że poprzedni komendant AK Grot
Rowecki opracował plan powstania. Podał wtedy założenia jakie muszą zaistnieć,
aby powstanie się udało. W '44 żadne założenie nie zostało spełnione.
Po drugie samo podjęcie decyzji o rozpoczęciu Powstania przypomina raczej
kraj afrykański niż państwo szczyczące się funkcjonowaniem w warunkach wojny.
Rzepecki wpada do pokoju i mówi Borowi Komorowskiemu o radzieckich czołgach na Pradze. Komorowski nie chcąc się spóźnić wydaje rozkaz rozpoczecia Powstania. Bez sprawdzenia tych informacji i bez konsultacji w innymi dowódcami, którzy mieli wstawić się na odprawę ukomendanta dopiero za godzinę. Zwolennicy Powstania a więc głównie Okulicki, Pełczynski, Rzepecki zdaniem autora uknuli intrygę i wymusili na Komorowskim rozkaz zanim przeciwnicy Powstania przybędą na codzienne spotkanie.
W ogóle cytaty jakie przytacza autor z wypowiedziami Okulickiego czy
Pełczyńskiego mogą być podstawą do uznania tych ludzi za samobójców i w dodatku przestępców, bo samobójca sam siebie skazuje na śmierć, a nie innych.
Znamienne jest również porównanie fotografii niemieckich żołnierzy
zaprawionych w bojach na froncie wschodnim. W pełni wyposażonych w broń, mający wsparcie lotnictwa artylerii i czołgów z kilkunastoletnimi powstańcami mającym butelki z benzyną.
Tak więc książka ta jest nie tylko obowiązkową lekturą dla każdego kto
mieni się Polakiem. Jest przede wszystkim obowiązkową lekturą dla apologetow
Powstania, aby zmierzyli się ze swoimi mitami, legendami i wiedzą wyniesioną
jeszcze ze szkoły podstawowej.
Jestem na 100% przekonany , że po przeczytaniu tej książki każdy kto kocha
Warszawę powie, że decyzja o Powstaniu była pochopna. A jeśli tak nie uzna, to
proponuje następnym razem żeby wysłał swojego 11-letniego syna czy 10-letnią
córkę z butelką benzyny na czołg. Tylko nich nie zachowuję potem jak tchórz. Bo
tak zachowali się nasi dowódcy Powstania, którzy wysłali dzieci na śmierć, a
sami udali się do Pruszkowa skąd mieli odlecieć do Londynu. Ale że po raz
kolejny wykazali się naiwnością, to zamiast Buckingham Palace ogladali
Kreml...przez kraty.
Otwarte wciąż pozostaje pytanie dlaczego w takim razie chcieli wznieść
Powstanie? Czy tylko aby powitać bolszewików czy też sami widzieli w tym jakąś
korzyść dla siebie w nowej rzeczywistości?
Z, całym szacunkiem dla pracy dr. Gontarczyka ale jeśli zarzuca Zychowiczowi
że uprawia ideologiczną propagandę i nie opiera się na dokumentach przy
poparciu swojej tezy to jak w takim razie można odnieść się do jego tez
wygłoszonych w TV PiS, że dzięki Powstaniu Warszawskim Stalin przyznał nam Śląsk Opolski i dalej tereny aż po Odrę? Albo jak uznamy twierdzenie, że te 200 tyś i tak by zginęło z rąk NKWD? To jest dopiero kabaret. Nie ma również racji
redaktor z Tv Republika, który pyta Zychowicza czy przyjmuje i uznaje za swoje
cały ten bagaż historii. Bo jeśli nie przyjmuje to oczywiście zdrajca itp.
Zdaniem takich ludzi albo się przyjmuję wszystko z całym bagażem albo się
odrzuca. To nic, że przyjęcie w całości i bez wątpliwości całego bagażu jest
sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Przyjecie tego bagażu wiąże się bowiem z
uznaniem, że w AK nie było żadnych agentów sowieckich i nikt z polskich
dowódców nie załamał się na przesłuchaniu NKWD. Bowiem jakiekolwiek
zakwestionowane nieskazitelnego obrazu Polski walczącej jest równoznaczne z
odbrązowianiem nas Polaków oraz sianie fałszywego obrazu Polski na polecenie
obecnych wrogów naszego kraju.
Taki punkt widzenia jest niestety mylny.
Kwestionowanie pewnych mitów ma na celu nie tylko poszukiwanie prawdy, ale
przede wszystkim wyciąganie wniosków na przyszłość. Czy dziś nie brakuje nam
takich Tatarów czy Okulickich? Oczywiście że nie. Ale może powinniśmy wytężyć
nasze siły aby roztropniej wybierać sobie przywódców i postawić na nowych
Sosnkowskich czy Iranek - Osmeckich zamiast na szalonych a być może i
pozostających pod wpływem obcych wywiadów elity.
Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. I dlatego książka
Zychowicza idzie w tą stronę. Wskazuje co było źle, aby w przyszłości było
lepiej. Niestety wciąż są ludzie, którzy każde pytania wątpliwości odbierają w
kategoriach emocji a nie rozumu. Ich zdaniem jeśli ktoś zadaje pytania o
Powstanie to napewno to jest zdrajca i europejczyk z PO, który w najlepszym
wypadku chce z nas zrobić Czechów. A nie odnoszą się do merytoryki tych
wątpliwości.
debaty na temat dziwnego nadajnika przez który prawdopodobnie Okulicki wysyłał depesze na Wschód, albo debaty na temat jego zachowania i dwukrotnych zeznań przed NKWD a nie krytyki, że Zychowicz szkaluje dobre imie polskiego żołnierza.
Bo takich bajek, że wystarczyło być polskim żołnierzem, aby się nie załamać na
przesłuchaniu NKWD, to nie kupuję. Ale jako osoba kochająca ten kraj i
przyjmująca całe to dziedzictwo zrozumiem, że ktoś mógł się załamać.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)