W czasach poprawności politycznej i otumanienia partyjnego pora poważnie zastanowić się jakie mamy interesy na Ukrainie. Bez dogmatów, bez partyjnego myślenia i bez poprawności politycznej.
Otóż, obowiązującym dogmatem jest, że należy zrobić wszystko, aby wyrwać Ukrainę z rosyjskich wpływów. Do absurdu posunął się, skądinąd ceniony przeze mnie dziennikarz, Piotr Skwieciński, mówiąc, że Ukraina może być nawet i gejowska byle, nie była rosyjska.
Otóż taki punkt widzenia wcale nie przestawia polskiego interesu, a jedynie wąski partyjny interes ludzi oddanych nie Polsce a...Ameryce. W dodatku oddanych Ameryce w tej części reprezentowanej przez konserwatystów skłonnych do wojowania, a nie demokratów czy izolacjonistów. To znaczy, nie posądzam ich a amerykańską agenturę, ale posądzam ich o głupotę. Głupotą bowiem jest zakładanie, że polski interes narodowy jest zbieżny z amerykańskim. Zatem to, co jest dobre dla USA, zdaniem tych ludzi, jest dobre i dla nas. A my powinniśmy robić wszystko, aby przypodobać się naszym sojusznikom zza Oceanu. W myśl AK-owskiej zasady- im więcej krwi przelejemy, tym trudniej naszym sojusznikom będzie nas zostawić. Dziś te słowa brzmią – im bardziej będziemy się starać przypodobać Jankesom, tym trudniej będzie im nas zostawić w chwili prawdy.
Otóż to jest totalna bzdura. Bowiem to są marzenia, a nie Realpolitik.
Realpolitik jasno nakazuje:
-
im u twojego sąsiada gorzej tym lepiej dla ciebie
-
im bardziej twoi wrogowie walczą o wpływy, tym bardziej pozostawaj z boku.
To szczyt głupoty głosić, że w interesie polski jest silna i bogata Ukraina. Silna i bogata to powina być Polska a nie Ukraina. I to jest polski interes.
Członkowski Ukrainy w UE to też jest sprawa dyskusyjna, bowiem to jest nasz konkurent do unijnych funduszy. Mamy się dzielić z nimi swoimi pieniędzmi? Jaki to interes zakłada oddanie i podzielenie się swoimi pieniędzmi z sąsiadem? Który jest również potencjalnym wrogiem. Z pewnością nie interes narodowy.
W naszym interesie oczywiście jest niepodległa i niezależna Ukraina. Ale w naszym interesie jest przedłużanie obecnej anarchii jak najdłużej. Z prostego powodu. Żaden kraj nie ma interesu, aby wzmacniać swojego sąsiada, potencjalnego nieprzyjaciela.
Prosta zasada Sun Tzu. Przyjaciel może być silny, byle byłby to przyjaciel położony jak najdalej od nas.
W naszym interesie jest trwanie jak najdłużej walki między Rosją a Niemcami o wpływy na Ukrainie. Z prostego powodu. Im bardziej walczą tym bardziej się osłabiają nasi najwięksi przeciwnicy. To nic, że obecnie przynajmniej jeden z nich jawi się jako przyjaciel. Z przyjaciela stać się nieprzyjacielem, to wcale nie tak trudno.
Nasz narodowy interes wobec Wschodu jest prosty. W przyszłości chcemy zając Lwów, Wilno i Grodno. Do czasu, gdy taka szansa się nie pojawi możemy mównic o przyjaźni i dobrosąsiedztwie.
Po to jest dyplomacja, żeby te cele ukrywać. Po to są think-thanki, żeby wodę z mózgu robić ludziom inteligentnym. I zasłania nasze prawdziwe zamiary wobec Ukrainy. Przecież widomo, że w obecnej sytuacji geopolitycznej nie możemy tak wprost artykułować naszych celów.
Ale jeśli tylko pojawi się okazja powinniśmy je realizować. Zatem w naszym interesie nie jest silna Ukraina. Nasze cele strategiczne są proste jak konstrukcja cepa. Tak samo jak proste są interesy Rosji i Niemiec. Żaden z tych krajów wprost nie artykułuje swoich interesów, tylko zawsze ubiera to w modne słowa. Więc my tez ubierajmy nasze interesy w piękne słowa, ale nie uprawiajmy naiwnej polityki tylko dlatego, ze komuś marzy się bycie drugim Piłsudskim. A więc musi realizować politykę Piłsudskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)