Martynka Martynka
9650
BLOG

"BYŁY TO BARDZIEJ OGLĘDZINY, NIŻ BADANIE" I BYŁY NACISKI

Martynka Martynka Polityka Obserwuj notkę 157

 

 

 Właśnie wysłuchałam audycji „Kontrwywiad” w radiu RMF, której gość Edmund Klich odsłonił nieco tajemnic śledztwa smoleńskiego. Zapytany przez prowadzącego, czy jest w stanie obalić hipotezę zamachu Klich odpowiada:

 „Ale jest pan w stanie wykluczyć je z absolutną pewnością?

To powinna wykluczyć komisja pana ministra Millera. Są tam przecież badacze, jest przewodniczący komisji pan Żurkowski technicznej, pan Lasek. Pracowali nad tym wypadkiem, 34 osoby pracowały przez wiele miesięcy i oni powinni

A na ile wrak samolotu został pod kątem również wybuchu sprawdzony i zbadany przez polską stronę albo przez kogokolwiek?

Nie wiem, na ile komisja pana ministra Millera badała. Uważam, że miała pełne prawo badania tego wraku, pojechania nawet całością do Smoleńska i przyjrzenia się, od razu po powołaniu tej komisji. Eksperci, z którymi ja byłem w Smoleńsku, niektórzy badali, ale właściwie to były bardziej oględziny niż badanie. Był pan Szczepanik, który oglądał silniki, pan Milkiewicz, który był tam trzy dni, byli też eksperci wojskowi. Ale wyników jakichś konkretnych w tym zakresie nie przedstawiali”.

Jak się okazuje, wbrew twierdzeniom członków rządu, nikt nie badał wraku, nie dokonywał szczegółowych analiz, pomiarów, badań laboratoryjnych. Ot po prostu ktoś pooglądał sobie silniki, inny pooglądał drzewa i chwatit. Komisja Millera nie wykluczyła zamachu, bo zgodnie z obowiązującą od pierwszych chwil narracją, zamach, jako hipoteza był tematem tabu, więc nikt się tym nie zajmował. Zresztą sam fakt cenzury słowa zamach był już podejrzany, szczególnie w czasach, kiedy zamachy terrorystyczne są na porządku dziennym. 10 kwietnia 2010 roku  zginęło całe przywództwo wojskowe i polityczne państwa polskiego na terenie państwa od wieków nam wrogiego i pierwszą, jedyną dopuszczalną hipotezą była hipoteza o winie pilotów. Nie awaria, nie zamach, ale własnie wina pilotów. Dlaczego?

 Na tą sprawę również Edmund Klich rzucił nieco światła:

„A jeśli chodzi o te naciski, miał pan takie wrażenie, że poszczególni przedstawiciele polskiej strony, ministrowie rządzący w jakąś stronę chcą ukierunkować badanie przyczyn katastrofy?

Ja piszę o tym w książce właśnie, że miałem wrażenie, jeszcze w Smoleńsku po tym artykule w "Gazecie Wyborczej" chyba z 19 kwietnia i po tych telefonach od ministrów, żeby bardzo szybko dostać rozmowy w kabinie, że jest tendencja, żeby pokazać, że piloci zawinili, że piloci są głównymi odpowiedzialnymi. Zresztą to się wpisuje w te smsy, o których mówił pan generał Petelicki i innych, że jednak chyba taka koncepcja, że piloci i jakieś tam naciski, to będzie ta najlepsza koncepcja”.

Jaki obraz działania rządu Tuska wyłania się z tych słów?

Otóż polskie władze od pierwszych chwil, z nieznanych powodów, kiedy jeszcze nic nie było wiadome, nawet liczba ofiar, lansowały z uporem tylko jedną hipotezę katastrofy, która stała się później obowiązującą zarówno w raporcie MAK, jak i Millera: wina pilotów i naciski. Co najciekawsze, dochodzenie do przyczyn nie polegało na poznaniu okoliczności tragedii, na podstawie choćby pobieżnych badań, ale na wybraniu najlepszej koncepcji(!). Nie było żadnego badania wraku, miejsca zdarzenia, a jedynie pobieżne oględziny, ale za to były bardzo konkretne naciski.  Edmund Klich jeszcze dodaje:

W każdym razie premier w czasie drugiego spotkania powiedział mi szczerze: "No myśmy początkowo zapomnieli o Smoleńsku" - w sensie: o tych ludziach, którzy zajmują się badaniem tej katastrofy. Myślę, że to była prawda.”

Czy w sytuacji nagłego, niespodziewanego zdarzenia, jakim jest katastrofa lotnicza, którego skala wręcz  zszokowała wszystkich, można zrozumieć te precyzyjne, kontrolowane i przemyślane ruchy polskich władz? Ten SMS, ten telefon Sikorskiego do J. Kaczyńskiego, te naciski ze strony ministrów, by zając się tylko jedną, jedyną dopuszczalną hipotezą, nie zastanawiają nawet najbardziej zagorzałych obrońców teorii wypadkowo – brzozowej? Dlaczego premier w rozmowie z E. Klichem powiedział, że istotnie nie zajmowali się w pierwszych dniach sprawą badania na miejscu katastrofy, ani ludźmi, którzy pojechali wykonywać te czynności, zostawiając wszystko Rosjanom, gdyż o tym po prostu zapomnieli? Warto by zadać w tym miejscu pytanie: co ich tak zajmowało w pierwszych godzinach i dniach?

Z jednej strony zapomnieli o procedurach, o ludziach, którzy wyjechali badać miejsce zdarzenia, pozostawiając ich bez żadnego wsparcia, gdyż rzekomo przejęli się żałobą w kraju, a z drugiej już kilkanaście minut po tragedii informowali, że winę za katastrofę ponoszą piloci. Ma to jakiś sens?

Tak, ma sens. Bardzo konkretny sens.

 

http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wywiady/kontrwywiad/news-edmund-klich-premier-powiedzial-mi-zapomnielismy-o,nId,597946

 

Martynka
O mnie Martynka

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka