Zapraszam Państwa do wycieczki po jednym z fikcyjnych polskich uniwersytetów. Państwa przewodnikiem będzie anonimowy, fikcyjny student, z którego perspektywy pozwolę sobie w pierwszej osobie opowiadać o tym, jak wygląda studiowanie i zwrócić uwagę na pewne delikatne kwestie. Te, które mogą dać odpowiedź na pytanie: co z tym szkolnictwem jest nie tak?
Zdałem maturę i postanowiłem iść na studia. Znalazłem swój wymarzony kierunek. Pierwsze pytanie: dzienne czy zaoczne? Na tych drugich liczba miejsc jest nieograniczona... no ale na pierwszych limit to 150 osób, więc może mi się uda?
Udało się. Jestem wesołym studentem pierwszego roku. Chodzę na zajęcia. Staram się przygotowywać na zajęcia. Całkiem mi się tu podoba.
Zbliża się sesja. Oblałem jedno kolokwium, ale udało mi się poprawić, reszta do przodu, jest nieźle.
No i ładnie, 2 pierwsze egzaminy oblane. Szykuje się świetna zabawa.
Na szczęście 2 kolejne zdałem, w sesji poprawkowej poprawiłem też jeden, drugiego się nie udało. Co ja teraz zrobię...
Przeczytałem regulamin studiów. Poszedłem do dziekanatu i złożyłem podanie. Niedługo później była odpowiedź. Zapłaciłem, więc dalej jestem studentem.
Zaczyna się drugi semestr. Trochę nie chce mi się uczyć, ale coś jednak porobię.
Znowu sesja, znów jeden egzamin w plecy... No nic, trzeba zapłacić.
Kończy się zimowy semestr na drugim roku, przydałoby się zdać awans z pierwszego... ale trochę mi się nie chce. Płacę drugi raz i mam spokój na następny rok.
Za ten z sesji letniej też zapłacę, nie chce mi się zdawać. Aha, i jeszcze dopłacę za jeden, któego nie zdałem w tym roku.
Cholera, trzeci rok, trzeba się wziąć za siebie. Podchodzę do niezdanych egzaminów.
Jeden zdany, dwa niezdane. Dobrze, że jest druga szansa. Podejdę w następnym semestrze.
Za 2 miesiące egzamin licencjacki. Posiedziałem, pouczyłem się. Zdałem dwa egzaminy. Szybko z 1 roku wskoczyłem na trzeci.
Zdałem egzamin licencjacki i mam wyższe wykształcenie! :)
Inne tematy w dziale Technologie