Barwna "aferka przeciekowa" z "utajnionego" posiedzenia Sejmu z min. Ćwiąkalskim w roli prestidigitatora miała wczoraj swoją medialną czkawkę. Oto "dziennikarz" Faktów TVN snując opowieść o możliwościach dostania się tych "supertajnych rewelacji" o strasznych przewinach tyrana Jarosława K. w niepowołane ręce, stawia bardzo "trudne" pytanie: Co by się stało, gdyby na sali obrad znalazł się agent obcego wywiadu?
"Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, choćby z największym trudem, rozwiązać by należało" - oglądając Fakty TVN jakoś mniej człowiekowi brakuje w dzisiejszych czasach Kabarecików. Wczoraj roześmiałem się głośno.
Żyjemy w kraju, gdzie agenci obcych wywiadów czuli się do niedawna jak u siebie, gdzie zasiadali w prawie każdym dotychczasowym Rządzie, byli bezkarni, bo niemal każdy premier, i wszyscy poprzedni prezydenci, realizowali interesy ich mocodawców. Więc szkoda już nerwów na załamywanie się nad "wnikliwością walterowych 'dziennikarzy'". Pozostaje tylko śmiech.
"Bo jeśli ogórek nie śpiewa, i to o żadnej porze, to, widać z woli Nieba, prawdopodobnie nie może".


Komentarze
Pokaż komentarze (2)