Jeszcze do końca nie ucichło szczekanie niektórych prominentnych działaczy partii obsadzającej stanowiska w administracji publicznej na Annę Fotygę za jej wyjazd do USA, więc pozwolę sobie krótko o tym wyjeździe.
Okazało się, że Fotyga pojechała do USA. Rano "głęboko zniesmaczony" był faktem "nieuzgodnionego z rządem wyjazdu", i oczywiście "zaniepokojony przebiegiem negocjacji" w takich okolicznościach, przewodniczący klubu parlamentarnego Chlebowski.
Po południu "dyplomatycznie" wypowiadał się min. Sikorski, że "wystarczyło MSZ "poinformować", czy też "uzgodnić" ten wyjazd, omawiając jego cel, gdyż "czas na takie wizyty jest dalece nieodpowiedni".
Już następnego dnia Sikorski wypowiadał się "w tonie odmiennym" - że on owszem wiedział o wizycie, ale w rozmowie z Anną Fotygą jej tę wizytę "odradzał". Wartość słów wypowiadanych z ust tego prestidigitatora polskiej dyplomacji jest zatem po prostu - zerowa.
Tymczasem, zapewne zupełnie przypadkowo, w czasie wizyty delegacji Kancelarii Prezydenta, New York Times opublikował duży tekst o Polsce i Polakach, że w Polsce jest lepiej niż było parę lat temu, że sporo Polaków z ugruntowaną pozycją zawodową (inżynierowie, lekarze, generalnie klasa średnia sensu stricte) wraca do Polski, by tam żyć i pracować.
Ale oczywiście wizyta bez sensu. Kompletnie szkodliwa. A no i oczywiście - nieuzgodniona.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)