Jan Herman Jan Herman
230
BLOG

Wariacje nt. wariatkowa

Jan Herman Jan Herman Gospodarka Obserwuj notkę 0

 

Ekonomistom, którzy nie mogą „się rozebrać” w Balcerowicza propozycjach łatania dziur przypominam, że jest on po prostu zatwardziałym monetarystą, dla którego świat składa się z gęstej sieci strumyczków, strumieni, rzeczek i mega-rzek finansowych, płynących pomiędzy źródłami (generatorami wciąż nowych „dostaw finansowych”) i „akwenami stałymi”, czyli zakolami, jeziorkami, budżetowymi „zbiornikami retencyjnymi” i morzami. Takie obiekty ekonomiczne jak człowiek, gospodarstwo domowe, samorząd, fabryka, firma, itd., itp. – nie są przedmiotem zainteresowania rasowego monetarysty.
O innych, poza-ekonomicznych racjach LB nie chcę już gadać.
Dla monetarysty gospodarka wtedy ma się dobrze, kiedy całość tego wciąż ruchomego systemu „wodnego” jest zbilansowana, a żeby to uzyskać, wystarczy cały czas „meliorować” zlewiska finansowe. Usuwać zakola, upłynniać przepływy, proporcjonalnie rozlokowywać „retencję” budżetową. I zupełnie przestać się rozglądać, co się dzieje „na brzegu” mikro-mezo-mega-strumieni, czyli tam, gdzie my wszyscy żyjemy, mając świadomość zupełnie nie-monetarystyczną.
Powtórzmy: monetarysty nie interesuje żaden „kapitał” i żaden „czynnik społeczny”, tylko cały „system przepływów” pomiędzy nimi. To właśnie dlatego uchodzą oni – monetaryści – za dogmatyków oderwanych od rzeczywistości. Tak jak marynarz śródlądowy jest oderwany od rzeczywistości ornych pól i produkcyjnych hal, od teatrów i biur projektowych.
Zatem kiedy słyszę „lądowych” ekonomistów, jak zaczynają słuchać monetarystycznego wykładu z odkrywczą nadzieją – pukam się w czoło.  Monetarysta może uzdrawiać (irygować) obszar Walorów(budżety, finanse, ubezpieczenia, kredyty, fundusze, gwarancje, zabezpieczenia, stopy), a obszaru Administracji, Infrastruktury, Polityki – oraz obszaru żywej, soczystej, treściwej ekonomii opartej na naturalnej żywotności gospodarczej – nie będzie nawet zauważał.
Gdy tymczasem nasze problemy tam są właśnie.
 
*             *             *
Umówmy się na moment na rzecz nieprawdziwą, to znaczy, że nasz dochód składa się wyłącznie z „masy pieniężnej” (w rzeczywistości składa się on z wartości, możliwości i dóbr, które wciąż pozyskujemy i przeznaczamy na coś, a pieniądze są tylko ich  „matematycznym wyrazem”).
To co mamy w portfelu dzielimy – bardziej lub mniej planowo – na takie Cele, jak:
1.      Na tzw. życie, czyli codzienne wydatki niezbędne;
2.      Na tzw. biznes, czyli „zaryzykujemy, będzie więcej albo nic”;
3.      Na minione i przyszłe konieczności (długi, oszczędności);
4.      Na solidaryzm (dziś my wesprzemy, jutro nam pomogą);
Proporcje tego podziału naszego dochodu są różne, w zależności od okoliczności zewnętrznych, od wielkości naszych dochodów i od naszego widzi-mi-się. Bywa, że na niektóre pozycje w ogóle nie dajemy nic.
Odruchem każdego, kto ma dochód, jest pierwszy z wymienionych celów, czyli „na życie”. Natomiast najtrudniejszym wyborem każdego, kto ma dochód, jest solidaryzm, czwarty z wymienionych celów. Dlatego tak łatwo nam jest oddawać się konsumpcji bieżącej, nawet przesadnej, a tak trudno płacić podatki i inne opłaty społecznościowo-państwowe.
Ale weźmy pod uwagę Przedsiębiorcę: dla niego na pierwszym, ulubionym miejscu będzie biznes, dopiero potem „na życie”, a podatki – oczywiście – nadal na końcu. Kiedy Przedsiębiorca ma „w plecy”, bo nieskutecznie zaryzykował – to przede wszystkim ogranicza wydatki na „cudze życie”, czyli wynagrodzenia, fundusze, jakość stanowisk pracy, itp.
W ramach „zadania domowego” proponuję Czytelnikowi wyobrazić sobie, jakie proporcje wybrałby spośród wymienionych celów Burmistrz/Wójt (samorząd – gdyby był nieupaństwowiony, samodzielny), jakie NGO (organizacja pozarządowa), jakie bankier, itd., itp.
A ja przez chwilę przyjrzę się Państwu i Nomenklaturze – czyli Budżetowi Państwa. Otóż – wbrew pozorom, tu też „bliższa jest koszula ciału”: we wszelkich budżetach „najwyższego poziomu” najważniejsza jest pozycja „na życie”, czyli utrzymanie swoich stanowisk „pracy” i wszystkiego co z nimi związane (budynki, obsługa, przywileje). Gotowi są ciąć pozostałe wydatki: na rozwój gospodarki (inwestycje progresywne), na fundusze wsparcia (mieszkaniowy, zdrowotny, socjalny, emerytalny, itd.), nawet na spłatę zadłużeń, w rozliczeniach międzynarodowych wolą być też „biorcą netto” (więcej dostawać niż wpłacać).
Mowa o odruchach.
Zauważmy, że to, co dla Kowalskiego jest podatkiem, to dla Państwa i Nomenklatury jest dochodem. Zatem w sytuacjach, kiedy w budżetach ogólnokrajowych dzieje się źle, bo na przykład długo przeważały tam wydatki „na życie” (na trwanie w nic-nie-robieniu) – ciężar ratowania dalszego „życia” będzie ponosił Kowalski, bo mu się pod przymusem, z użyciem przemocy, zwiększy cel 3 (konieczności, patrz: zegar Balcerowicza) i cel 4 (podatki i inne haracze).
 
*             *             *
Podobno mamy – jako Kowalscy – wpływ na obsadę kadrową Państwa i Nomenklatury. W każdym razie mamy przekonanie, że nasze oczekiwania wobec tych Kadr nie powinny budzić zdziwienia: mają się kierować nie odruchami „ku sobie”, tylko bieżącym i perspektywicznym dobrem publicznym.
Tyle, że jest akurat odwrotnie: Kadry sobie żyją „odruchami”, a kiedy taka polityka się sypie – żądają od Kowalskich poczucia obywatelskiej odpowiedzialności, i swoje żądania zamieniają w ustawy dociskające najprzeróżniejsze haracze, za to ograniczające świadczenia.
Solidaryzm społeczny zamieniają Kadry w politykę taką: ratuj się sam, obywatelu, ale wcześniej dawaj nam na nasze utrzymanie, i to już.
MONETARYSTA taką irygacyjną politykę Kadr zawsze poprze, bo ratuje ona płynność rozmaitych zlewisk finansowych. Ale wszyscy, którzy funkcjonują w „gospodarce lądowej” – patrzą tylko, jak ich żyzne pola, produkcyjne hale, twórcze teatry nowoczesne biura projektowe spływają do centralnego budżetu. Bezpowrotnie, bo grawitacja działa „w dół” a nie „pod górkę”.
Kto jeszcze nie pojął – niech  przypomni sobie, co zrobiono z budżetem lasów Państwowych całkiem niedawno.
A kto chce zająć się polityką – niech wie, że trzeba „odwrócić grawitację”, np. zamieniając Państwo na Samorząd.

 

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka