Jan Herman Jan Herman
582
BLOG

Chodzony, łażony, gęsi – czyli Polonez

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 0

 

 

Ktoś dowcipny zajął się funkcjonalną analizą ludzkiego chodu. Otóż chód – powiada ów światły mędrzec – polega na tym, że najpierw wychylamy swoje ciało do przodu, a następnie, aby zapobiec upadkowi, podstawiamy jedną z nóg i w ten sposób, wykonując tzw. „krok”, utrzymujemy się w równowadze. Następny krok wygląda tak samo: wychylamy się, podstawiamy nogę we właściwym miejscu i zapobiegamy upadkowi. Idący człowiek zatem w rzeczy samej wciąż broni się przed upadkiem, zresztą sytuacje upadkowe sam sobie generuje.

Można powiedzieć, że jeżeli człowiek chce osiągnąć w marszu jakikolwiek cel, to musi wciąż prowokować upadek, po czym zapobiegać swojemu upadkowi, i to tyle razy, ile kroków dzieli go od celu.

Zauważmy, że nie dotyczy to – oczywiście – istot czteronożnych lub wielonożnych.

Historia zakpiła sobie z Polaków okrutnie: najbardziej uroczysty, reprezentacyjny narodowy taniec polski nazywa się swojsko „chodzony”, ale z francuska – Polonez (fr. polonaise, la polonaise, wł. la polacca, w domyśle: taniec polski).

Polonez (cytuję Pedię) jest tańcem uroczystym, w którym gracji ruchów towarzyszą posuwiste kroki. W zależności od regionu, polonez znany był pod różnymi nazwami: taniec polski, chodzony, pieszy, łażony, wolny, powolny, okrągły, starodawny, staroświecki, chmielowy, gęsi, wielki.

Spodziewam się, że Pan Premier w swoim expose zaproponuje Polsce „chodzonego”, czyli wielokrok złożony z licznych zapobieżeń upadkowi.

Poloneza czas zacząć? Oby nas nie wciągnął on na dobre!

 

UWAGA!

Czyż nie w ten sposób - jako ustawiczne zapobieganie upadkom - trzeba interpretować sytuację w LOT, która dała kpt. Wronie szansę popisania się kunsztem? Albo awaryjność w grupie PKP? Albo niemoc w sprawie powodzi i innych kataklizmów? Albo walenie się nadwerężonych konstrukcji budowlanych? Albo pogarszający się w oczach stan dróg, mimo finansowanej przez Europę ich modernizacji?

 

Dowód na powyższe: cytat ze strony Fizjoterapia.com (doradzam zachowanie poczucia humoru):

Chód – jest sposobem przemieszczania w przestrzeni. Są to powtarzalne cykle lokomocyjne kończyn i ciała wprzód, podczas gdy ciało musi utrzymać chwiejną równowagę. Chód osobniczo różny, ale ma też szereg wspólnych cech, obserwowanych u wszystkich osób. Każdy człowiek dysponuje bowiem sobie tylko właściwym, charakterystycznym chodem.

Ta indywidualność chodu jest wynikiem wytworzonego w dzieciństwie, a później utrwalonego, stereotypu ruchowego. Zależy ona także od wieku i temperamentu człowieka oraz od wielu innych czynników.

Pomimo powyższych różnic, w chodzie każdego człowieka można wyodrębnić pewne wspólne cechy, pozwalające na określenie chodu jako fizjologiczny.

Cechy chodu prawidłowego:

Ø dwunożność;

Ø naprzemienność;

Ø przedsiębieżność;

Ø symetryczność ( symetryczny, izochroniczny - czas podporu taki sam po obu stronach, izotoniczny - stałe napięcie mięśni) i harmonijność.

Chód składa się z dwóch rytmicznie następujących po sobie faz:

Fazy podporu - która dzieli się na trzy okresy: oparcia pięty, pełnego obciążenia i odbicia, stanowi 60% czasu pełnego cyklu, z czego 10% stanowi podwójny podpór, 40% pojedynczy podpór, 10% podwójny podpór.

Fazy wykroku - stopa nie ma kontaktu z podłożem, stanowi 40% czasu cyklu.

Istota chodu polega na przekształceniu obrotowych ruchów stawów na linijne przemieszczenie ciała. Podczas kolejnych kroków środek ciężkości ciała wykonuje ruchy po krzywej sinusoidalnej, biegnącej po wypadkowej dwóch płaszczyzn – strzałkowej i horyzontalnej. Wiąże się to z unoszeniem ciała podczas odbicia i przenoszeniem ciężaru ciała na kolejne nogi podporowe.

 

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka