Otrytczyków ci u nas dostatek. To znaczy takich, którzy mają lub chcą mieć coś wspólnego z Chatą Socjologa w bieszczadzkim paśmie Otryt, z Kolegium Otryckim, Klubem Otryckim, z wydawnictwem Colloquia Communia (wspólne rozmowy).
Można powiedzieć, że budowlano-wspólnotowe dzieło Henryka Kliszki z początków lat 70-tych trwa mimo pożarów i rewolucji ustrojowych, i namnaża się (polubiłem ostatnio medyczno-dyplomatyczne słówko „proliferacja”). Poszczególne „frakcje” już rosną odrębnie i odrębnie się kodują. I tak trzymać.
Ja należę do tych, co się czepili ojca-założyciela i łażą za nim niczym apostołowie, błędni przez to, że nikt go nie ukrzyżował i wciąż on od nowa reprodukuje swoje przewodnictwo, choć już dawno powinien osiąść w wikipedialnym raju czy jakoś tak, a my powinniśmy pisać z więzień albo z wygnania nowotestamentowe listy do rozmaitych helleńczyków, rzymian, żydów i Palestyńczyków oraz syryjczyków.
Wczoraj w przytomności multi-szefowej Kometki grono kolegiantów (w tym troje pierwszych budowniczych) rozważało, co by tu zrobić żeby się działo, zwłaszcza że Kraj i Ludność w potrzebie. Nie po próżnicy gadano, choć chwilami gadano. Będzie zatem instytut, będzie socjatria (terapia przywracania zbłąkanym umiejętności społecznych), będą socjalne spółdzielnie, a nawet obserwatoryjna lorneta w niebo gwiaździste. Będzie łączone przyjemne z pożytecznym, praktyczne z intelektualnym, prawdziwe z wydumanym.
Ja wiem, że Czytelnik w 99% nie wie o co chodzi. Ale czasem trzeba Mu podesłać takie coś właśnie, żeby wiedział, iż poza Onetem, Nowakiem-zegarmistrzem czy kopaczem Lewandowskim są jeszcze liczne sprawy poważne.
Zgłosiłem – i będę ponawiał – wniosek mający w skutkach wynieść sprawy otryckie na wyżyny. Żeby nie tylko 1%, ale choćby 3%, a może 10%, a nawet – co mi tam – 30% Ludności oczy swoje skierowało na Otryt. Otóż aby zainteresować Pochanke, Olejnik, Rymanowskiego, Durczoka, Kajdanowicza i podobnych mediastów, trzebaby koniecznie na wiosnę kogoś wciągnąć na Otryt podstępem, tam go rytualnie zamordować, następnie przyrządzić z cebulką i innymi ingredientami (już tam kucharze wiedzą, co dobre). Pożreć z apetytem. Następnie dokonać przecieku medialnego, czyli sprzedać głodnym redaktorzynom tę sensację. Zapewniam, że na fali oburzeń, omdleń i poparć oraz analiz wyrośnie nagle znikąd niejedna kariera parlamentarna, a Otryt sławny się stanie od Nilu po Wołgę, pieśni będą pisać, sztuki teatralne odgrywać… Nareszcie przestaną pisać o Ameryce…
Czy zaznaczyłem, że ten ktoś pożarty powinien być wybitny…?
Eeeech, szkoda że WKD jedzie tylko godzinkę, tyleby jeszcze można…


Komentarze
Pokaż komentarze (4)