Jan Herman Jan Herman
492
BLOG

Kto i za ile

Jan Herman Jan Herman Polityka Obserwuj notkę 2


 

„Bezrobotni, bez nadziei w pośredniakach, nie ma pracy i perspektyw żadnych nie ma. Egzystencja śmietnikowa - los Polaka, jak bez grosza przeżyć życie - polski temat”.

Andrzej Lepper wiecznie żywy. Mało jest w historii Polski straceńców, którzy – poruszani magią jakiejś nadzwyczajnej zawziętości – „nie patrząc swego”, ale też „bez piedestalenia i bez biadolenia”, robili coś, co swoim bezpośrednim sensem ukazuje oczywistość problemu społecznego „ciężkiej wagi”, ustrojowego.

Przypomnijmy: niezależnie od tego, kto później towarzyszył Panu Andrzejowi na politycznych wyżynach (a była to pstrokacizna kompetencji i postaw) – jego kariera zaczęła się jako manifestacja niezadowolenia GOSPODARZY, środowisk średniorolnych i przedsiębiorców związanych z żywnością. Gospodarz ma – do dziś – w środowiskach wiejskich i mikromiasteczkowych (czasem mówię: parafialnych) pozycję stabilizatora społecznego. Cokolwiek się dzieje „na parafii” – wszyscy oglądają się, co zrobią Gospodarze. A tu nagle, na skutek Transformacji, Gospodarzy zaczęli odwiedzać kontrolerzy i komornicy oraz całe to towarzystwo, które dotąd buszowało po państwowych firmach i po kamienicach zaludnianych przez szemranych dorobkiewiczów. Dekomponowała się cała struktura obszarów parafialnych, Gospodarz stawał się podejrzanym elementem, szarzy ludzie gubili niewzruszalne dotąd latarnie. Taka była istota rokoszu Leppera, którego rabacja, irredenta, insurekcja trafiała celnie w podbrzusze nieludzkiego ustroju III Rzeczpospolitej.

Pisałem o tym kilkanaście razy: na przykład „Pokręcony buntownik” (TUTAJ), „Ci, co ich zjadła Historia” (TUTAJ), „Chłopcy z fantazją” (TUTAJ), „W poszukiwaniu przewodnictwa” (TUTAJ), „Aby siła nas była. 10 przykazań warchoła” (TUTAJ).

Od lat prowadzę dość łatwą, bo publicystyczną robotę, wytykając rządzącym (niezależnie skąd przybywają), że rządzą „pod siebie” a nie „dla Kraju i Ludności”. Mam wrażenie – niestety – że wyprzedzam w analizie i wnioskach o dwie mile większość tych, którzy mają tak zwane „nazwiska” dziennikarskie i polityczne. To nie jest powód do samozadowolenia, bo – po pierwsze – relacjonować siejące się ustrojowe zło, systemową brzydotę i zorganizowaną nieprawdę – nie należy do przyjemności i podnosi złe ciśnienie, a po drugie – skutek tego żaden właściwie, poza własną gorączką duchową.

„To kraina gdzieś pośrodku Europy, ciągle psuta, rozkradana, chociaż swojska. Postaw sukna wciąż szarpany przez szakali, ten popsuty kraj to jest niestety – Polska…”.

 

*            *            *

Zdarzało mi się po kilkakroć „postawić” się oficjalnej historiografii rewolucyjnej. Na przykład demitologizowałem francuskie zawołanie Liberté, Égalité, Fraternité. Choćby w notce „No, to kto nam zrobi tę rewolucję…” (TUTAJ) zamieściłem kilka zdań, zawsze aktualnych:

1.      Jak zwykle zostaję sam ze swoim poszukiwaniem tego, kto dziś stanowi ową przedsiębiorczą podpałkę, kto rozpirzy 25-letnią skorupę, która każdemu coś „przydepnęła”: temu rozbiła sumienie, tamtemu pokiereszowała życie, tego wyniosła na szczyty arogancji, tamtemu wypłukała z duszy wszelkie kompetencje. Mamy rzeczywistość, która w pojedynczych swoich przejawach jest nielegalna i społecznie nieracjonalna – ale jako całość wpychana jest z mozołem na piedestał, cały porysowany ludzką niedolą, ale wciąż od nowa lakierowany, jakby był tego wart;

2.      Żadnej rewolucji nie robią tak zwane „masy”. Robią ją za każdym razem – od pradziejów – ludzie-środowiska przedsiębiorcze (gospodarczo, artystycznie, społecznikowsko, publicystycznie), które w swojej aktywności i w swoich ambicjach napotkały od góry „szklany sufit” systemowo-ustrojowy. Wtedy zwołują Lud pod hasłem „Égalité” (działajcież, jesteście solą wszystkiego), do gnijącego establishmentu mrużą oko hasłem „Fraternité” (nie lękajcie się, idźcie z duchem, którego my niesiemy, porzućcie swoją skorupę), a sobie rezerwują hasło „Liberté” (nasza jest racja, działamy w słusznej sprawie, potrzebna nam swoboda działania);

W podobnym duchu pisałem w notce „W poszukiwaniu siły przewodniej” (TUTAJ). Zresztą, moi stali Czytelnicy to wszystko znają…

Najbardziej głośny jest dziś ten przywódca przedsiębiorców, który nie wzbudza mojego bezgranicznego zaufania, ale celnie rozdaje razy establishmentowi: to Cezary K., słynny ostatnio „Listem otwartym do Piotra Dudy” (Nie sądzę, że Pan o tym nie wie – ale mimo to informuję Pana, że przedsiębiorcy mają głęboko w dupie, jaką Pan zechce ustanowić płacę minimalną oraz czy zlikwiduje Pan umowy cywilno-prawne), autor sformułowania (wywiad dla Bankier.pl) „Polskie prawo gospodarcze należy wyrzucić do kosza i stworzyć je od nowa”, a całkiem ostatnio w liście do Tuska wyraził się: „Jesteście gorsi od mafii!”. Życiorys ma niekulawy (vide: Encyklopedia Solidarności), ale ma – na moje wyczucie – zbyt mało szacunku do „podmiotu lirycznego” dużej polityki, czyli do szarego ludu. Zdaje się mówić: nie dla was, żłoby, prujemy sobie żyły.

Ale też – jeśli poczytać bloga tego niestrudzonego publicystycznie człowieka – uzmysławia nam, że ktokolwiek zechce Polskę wyprowadzić na właściwe tory (gospodarka, państwo, samorządność, obywatelstwo, dostatek, równowaga) – nie zrobi tego „za frajer”.

Kto? Na razie pretendenci są wzrostu bardziej niż „uśrednionego”…

Dlatego – sam pisując – patrzę uważnie na naszą ojczyźnianą rzeczywistość. Może to i dobrze, że nie jestem na pierwszych stronach spisu jej autorów, za to jestem jej czynnym i świadomym dysydentem…?

„Już się dzielą fotelami i się pchają, co przekrętów na sumieniu mają kupę, więc, by nie pluć znów po szkodzie sobie w brodę, to należy raz na zawsze dać im odejść, teraz kolej na tych, dla których każdy ważnym jest człowiekiem, by nie płakać potem nad rozlanym mlekiem”.

W notce jest kilka cytatów z marnej, ale fajnej i dorzecznej piosenki Trubadurów „Trzeba Polskę ZLepperować”.


  

Jan Herman
O mnie Jan Herman

...jaki jestem - nie powiem, ale poczytaj blog... Więcej o mnie znajdziesz w książce Wł. Pawluczuka "Judasz" (autor mnie nie zna, ale trafił w sedno). O czym jest ta książka? O zmaganiu się człowieka z własnym losem, wiecznością, z Panem Bogiem. O miłości, zdradzie, rozpaczy i ukojeniu. Saszka, prosty chłopak z białoruskiej wioski, po rewolucyjnej zawierusze, podczas której doświadczył wszystkiego, wraca w rodzinne strony i próbuje żyć tak jak inni. Ale kiedy spotyka samozwańczego proroka Ilię, staje się jego najwierniejszym uczniem i apostołem... Opowieść o ludzkich głodach - seksualnym i religijnym - o związkach erotyki i polityki, o tłumionej naszej prawdziwej naturze, o nieortodoksyjnej, gnostyckiej i prawosławnej religijności, tajemnicy i manipulacji wreszcie.................................................... UWAGA: ktokolwiek oczekuje, że będę pisał koniecznie o sprawach, które są "na tapecie" i konkurował na tym polu ze znawcami wszystkiego - ten zabłądził. Piszę bowiem dużo, ale o tym najczęściej, co pod skorupą się dzieje, a widać będzie za czas jakiś.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka