6 obserwujących
78 notek
23k odsłony
  1131   0

Witkacy i jego świat

Fikcja miesza się ze światem realnym, który coraz bardziej podszyty jest teatralną dekoracją.

Sam Witkacy wielokrotnie zastanawiał się nad sobą. Ba, któż tego nie robi, i wydaje się, że chciał przezwyciężyć swój typ osobowości. Przejęty teoriami i typologią Kretschmera uważał się w młodości za „schizoida”. Wspomina o tym w „Niemytych duszach”. Zresztą w pewnym sensie potwierdza to lektura książki „622 upadki Bunga”, gdzie określał siebie jako „skręconego psychicznie chłopczyka”. O swoim literackim odpowiedniku – Bungu, tak pisał:

„Chwilami kontrolował siebie czy jest normalny, ale analiza ta nie przynosiła nic nowego. Nie umiał uchwycić ze swoich stanów nic normalnego, a jednak czuł się czasem sobie samemu zupełnie obcym i zaczynał się obawiać, że może skończyć obłąkaniem, sam o tym nie wiedząc. Myśl ta denerwowała go jeszcze bardziej”

Wygląda to na dość typowy przykład tzw. nerwicy natręctw, a rozmaitych objawów nerwicowych posiadał Witkacy wiele. Działalność artystyczna pozwalała mu, w pewnym sensie, uwolnić się od tych niepokojów, które przelane na płótno czy kartkę papieru obiektywizowały się i nie stanowiły już zagrożenia dla integralności osobowości. Odnosząc się do nieco przestarzałej typologii Kretschmera można uznać Witkacego za typowego neurotyka czy neurastenika raczej, którego „męczy już sama świadomość istnienia”, introwertyka skłonnego do nadmiernego teoretyzowania i izolacji od społeczeństwa, z jednoczesnym kompleksem outsidera. W tym wypadku sztuka jest właśnie pomostem artysty ze społeczeństwem, stwarza pozorne wrażenia uczestnictwa za pomocą niekonwencjonalnych środków, autoterapeutycznej sublimacji… Chociaż może nie do końca jest to prawdziwe bo równocześnie odludkiem nigdy nie był, chętnie otaczając się osobami, z którymi mógł prowadzić „rozmowy istotne”.

We wstępie do „Upadków Bunga” Anna Micińska stara się zasugerować, jeszcze inne kompleksy Witkacego. Mianowicie kompleks ojca i kompleks „improduktywa”:

„A zatem konflikt dwóch wielkich indywidualności o różnych strukturach psychicznych i artystycznych temperamentach. Nieunikniony konflikt pokoleń, których postawę światopoglądową ukształtowały dwie różne epoki. I wreszcie konflikt między ojcem a synem o wielowarstwowym podłożu emocjonalnym, którego źródłem jest niewątpliwie postawa Witkiewicza-seniora (…) Kompleks na temat ojca nigdy chyba nie został rozwiązany, a że bunt i pierwszy próba autoterapii leżą u podstaw Bunga, nie ulega najmniejszej wątpliwości”

Teza o kompleksie na punkcie ojca wydaje się być dyskusyjna choć nie pozbawiona pewnych podstaw (lektura listów). Witkacy na pewno chciał się odróżnić od Witkiewicza-seniora, czego najprostszym dowodem choćby używany pseudonim, ale ze swoim ojcem mógł współzawodniczyć bez większych kompleksów. Jego pierwszy książka nie miała chyba z ojcem nic wspólnego, czego dowodem może być brak jakichkolwiek wzmianek o rodzicach w tekście. Z kolei kompleks „improduktywa”, co słusznie podkreśla Micińska, powoduje konieczność podjęcia walki o własne miejsce w swoim pokoleniu, stwarza potrzebę „artystycznego usprawiedliwienia” swojej obecności.

Inspiracje bywają rozmaite… O sublimacji popędów powiedziano już wiele od Freuda poczynając. Witkacy już w 1912 roku zetknął się z psychoanalizą. Przyjaciel jego rodziców, dr de Beaurain, zainteresowany młodym człowiekiem, zaproponował mu kilka seansów i podobno chciał mu wmówić „kompleks embriona”:

„Dr de Beaurain chciał mnie uratować w pewnym sensie, od samego siebie. Możliwe jest, że dobrze się dla mnie stało, iż tego w zupełności nie dokonał, ponieważ prawdopodobnie musiałbym wtedy mając „rozwiązanie” (jak to się u nich psychoanalityków mówi), wszystkie węzłowiska (kompleksy), wyrzec się pracy w moich zawodach, tzn. w literaturze, malarstwie i filozofii, a przynajmniej zmienić zasadniczo jej charakter, przestać do pewnego stopnia być sobą”

To fragment z „Niemytych dusz”. Nieco dalej Witkacy pisze:

„Freud, według mnie, ma głęboką rację, że w erotyzmie właśnie szuka zalążka i motoru prawie wszystkich „wyższych” przeżyć indywiduum, nawet tak skomplikowanego, jak względnie inteligentny człowiek współczesny. Na tym bowiem podłożu wyrastają wszystkie twory ducha jako transformacje i sublimacje pierwotnego samoczucia się indywiduum i jego chęci wyższego potwierdzenia, poza tym prostym samoczuciem się właśnie, samego faktu istnienia. (…) Dlatego to wszystkie czyny nasze, w których staramy się przez twórczość najogólniej pojętą – od życia do abstrakcji – przerzucić złudny most między ginącą beznadziejnie osobowością, a wiecznością, musimy uznać za pochodne od instynktu erotycznego”

Tyle Witkacy, który jak widać doskonale zdawał sobie sprawę z funkcjonowania pewnych mechanizmów i nawet chętnie się im poddawał, czego choćby dowodem „622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta”. To książka napisana co prawda z rozmaitych powodów i inspiracji, ale właściwie zawdzięczamy ją Irenie Solskiej – demonicznej muzie artysty. To także jedyne chyba dzieło, o którym można sądzić, że napisał je epigon Młodej Polski.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura