Nie mamy zapasów ropy. A właściwie - mamy, ale nie potrafimy się do nich dostać - pisze dzisiejszy "Dziennik".
Ale po kolei. W latach '80 przystapiono do likwidacji Kopalni Soli w Inowrocławiu. Część komór zalano, część (nie leżących bezpośrednio pod miastem) przygotowano na magazyn ropy. Początkowo miał służyć tylko Petrochemii Płock, potem (koniec lat dziewięćdziesiątych) uznano, że będzie to jeden z magazynów rezerw strategicznych. Całość objęta ścisłą tajemnicą, tak ścisła, że nawet mieszkańcy miasta nic o tym nie wiedzieli (co sam, jako mieszkaniec mogę potwierdzić).
Dwa miliony ton paliwa wpompowano pod ziemię. W razie problemów z dostawami od Rosji wystarczyłoby wpompować solankę (zwykła woda rozpuściłaby pokłady soli,w których są kawerny), która wyniosłaby na powierzchnię ropę. I tu zaczęły się schody - okazuje się, że w ciągu doby da się wypompować z kawern 2,5 tysiąca ton ropy, zaś potrzeby Orlenu są 15 razy wyższe. Co więcej - w okolicy kopalni brakuje wody, której potrzeba do wypompowywania ogromnych ilości - jedyna rzeka, która przepływa przez Inowrocław jest po prostu zbyt mała. Z przyczyn oszczędnościowych zrezygnowano zaś z budowy podziemnego rezerwuaru.
To nie koniec problemów - o ile solanka nie wchodzi w reakcje z paliwem to jednak przy wydobyciu ulega przemieszaniu. Kiedy w zeszłym roku uruchomiono część rezerw okazało się, że jest silnie zanieczyszczony i jedynie wymieszane z czystym spełnia normy handlowe.
Cała inwestycja kosztowała nas 400 milionów złotych. Orlen planuje wydać następne 50. Czy to wystarczy, aby rezerwa była rzeczywiście rezerwą? Bardzo wątpliwe...
PS Fajnie się człowiek czuje ze świadomością, że pod nim jest połowa krajowej ropy...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)