Na czym polega urok Bieszczadów? Na kompletnej pustce i śladach dawnych czasów. Cerkwie w dolinach, stare cmentarze. Duch przeszłości. Nie tak przecież odległej. Któż z wędrujących po Bieszczadach i Beskidzie Niskim nie zastanawiał się jak to wszystko by wyglądało gdyby nie było akcji Wisła? Gdyby Łemkowie nadal zamieszkiwali te tereny, cerkwie żyły w rytm kalendarza liturgicznego a tam gdzie teraz są trawy po uszy słychać było śpiewny język rusiński.
Nie trzeba daleko szukać - wystarczy przekroczyć granice ze Słowacją. Już w Medzilaborcach, kilka minut po opuszczeniu pociągu przeżyjemy mały szok. Naprzeciwko Muzeum Sztuki Nowoczesnej im Andy'ego Warhola (którego rodzice pochodzili z Medzilaborców) [1], na wzgórzu bije po oczach bizantyjski przepych cerkwi Świętego Ducha[2]. Świątynia wygląda na bardzo starą - w rzeczywistości ma niecałe 60 lat.
Zabytkowe cerkwie można podziwiać między innymi we wsiach Mirol'a (z 1770 roku) [3], Bodružal (1658, ale tak zadbana, ze jej nawet nie sfotografowałem myśląc, że jest dużo młodsza...) czy Ladomirova (1742) [4].
Ostatnią jaką oglądamy jest zbudowana w połowie lat dziewięćdziesiątych nowoczesna cerkiew w Svidniku[5] - bardziej znanym z muzeum bitwy dukielskiej[6].
Na Svidniku kończy się obszar zamieszkiwany przez zwartą mniejszość łemkowską. Dalej na zachód nie ujrzymy już tablic pisanych cyrylicą, ale cerkwie można spotkać w wielu miejscowościach w Szaryszu i Spiszu a przydrożne krzyże z malowanym Jezusem z blachy miewają na górze wypisane ἸΝBἸ.
Zapraszam na na wschód Słowacji.












Komentarze
Pokaż komentarze (10)