Gdzie jest problem?
Piętą u nogi współczesnego przedsiębiorstwa jest baza pracownicza – nieefektywna, pozbawiona motywacji, o głęboko zakonspirowanych umiejętnościach. Trudno zatem dziwić się – a dziwi się np. Jacek Przałko, w środowym dodatku do Przeglądu Kieleckiego – że uwaga właścicieli firm skierowana jest przede wszystkim na nowinki, które rzekomo mogą służyć zmianie tego stanu rzeczy.
W czasie, gdy metody produkcji, optymalizacji towaru, outsourcingu i ewaluacji są wysoko rozwinięte i stosunkowo równomiernie rozmieszczone w biznesowym garniturze, nie należy oczekiwać uzyskania znacznej przewagi nad konkurencją, poprzez ich reformę. Szukać swojej szansy należy zatem tam, gdzie nikt jej nie widzi, choć wszyscy patrzą: w dziedzinie zarządzania ludźmi.
Mylą się jednak ci, którzy sądzą, że rozwiązaniem kadrowego omnibusu mogą być naiwne rady zamieszczane w podręcznikach współczesnego HR. Walącym sercem przedsiębiorczości jest bowiem tradycja –a tradycja to przede wszystkim czerwonoskórzy mieszkańcy Indii, oraz sięgające korzeniami do pierwocin zachodniej cywilizacji techniki podejmowania decyzji o charakterze czarodziejskim.
Czym jest model szamański?
Zdaniem naszych analityków, wieloletnich, aktywnie czynnych specjalistów z zakresu manipulacji zgromadzeniami ukierunkowanymi na zadania (między innymi: Tadeusz Wąż, Anthony Clemens, Joanna Piszul), najlepszym obecnie modelem zarządzania jest sprawdzony, jednak niesłusznie zapomniany, model szamański (ang. shamen model). Istotą tego wspaniałego modelu jest stanowisko firmowego szamana, którego rolą jest podejmowanie decyzji personalnych, z pewnym akcentem na działania dyscyplinarne – jednakże raczej delikatnie zasugerowanym, niż wulgarnym w swej dosłowności.
Aby lepiej zrozumieć pełnioną przez szamana funkcję, zwróćmy uwagę na wyjątkowy charakter jego pracy.
Po pierwsze, szaman zostaje wyłoniony spośród pracowników firmy, przez Wielkie Łu, co w przypadku innych stanowisk należy raczej do rzadkości. Po wtóre, warto zaznaczyć, że ze względu na wprowadzenie norm zgodności z programem „Utracona sprawność (o czym za chwilę) – zatrzymane wynagrodzenie”, szaman otrzymuje swoją posadę dożywotnio, wraz z pensją i zabezpieczeniem finansowym (250 zł. renty inwalidzkiej – o czym za chwilę). Po trzecie, z uwagi na przejrzystość procedur, szaman nie może pełnić innych godności towarzyskich ani oficjalnych; nie można także łączyć funkcji szamana z mandatem posła – do 30 dni po wyborze przez Łu szaman zobowiązany jest złożyć (na piśmie, nie ustnie – o czym za chwilę) stosowne oświadczenie.
Skapitulujmy dotychczasowe ustalenia: wybrany przez Wielkie Łu szaman porzuca parlament i po zwolnieniu z poprzednich zadań poświęca się wyłącznie i na zawsze haerowi. Podniosłość chwili winny podkreślać, każdorazowo, okolicznościowe reprymendy dla najbardziej mobbingowanych pracowników. Cóż dalej?
Otóż następnie, po odjęciu języka i wydłubaniu lewego oka, szaman zostaje umieszczony w specjalnym tipi na obrzeżach terytorium przedsiębiorstwa. Od teraz jego zadaniem jest jedynie rewaloryzacja składu załogi. Odbywa się ona na podstawie wizji – a przynajmniej takie przypuszczenie sformułował E. L. Norman w swojej znakomitej pracy Return of the Shamen – The Dawn of Inadequate HR Procedures, niestety nieprzetłumaczonej na język polski. Nie wnikajmy jednak w kontrowersje dotyczące pochodzenia kryteriów szamańskiej oceny pracowników i skoncentrujmy się na sposobie działania szamana.
Pojawiając się w budynku przedsiębiorstwa, nie częściej niż od czasu do czasu jak też stosunkowo znienacka, szaman wskazuje pracowników kwalifikujących się, jego „zdaniem” (brak narządu), do redukcji. Historia zarządzania Tadeusza Bocji przywołuje tutaj prawdziwą mnogość zwyczajowych form. A to znaczące okadzanie dymem, a to opluwanie lub grymasy z niejakiego oddalenia, po których następuje doskok i długie, przenikliwe spojrzenie prosto w oko nieszczęśnika, którego kariera więdnie, gnije a jej zewłok zjadają robaki świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych. Odnotowano również przypadki smarowania we śnie Bieluchem, Bocja dostrzega w nich jednak wpływy doktryn obcych szamanizmowi – zupełnie niesłusznie, o czym jestem przekonany, czego jednak nie potrafię uzasadnić.
Czas sprzyja rozkwitowi szamańskiej biurokracji i straszliwych obrzędów „wykluczenia” („nghab – aha – an”). Szaman w szczytowej formie jest w stanie zwolnić czterdzieści dwie osoby, z zupełnie odmiennych stanowisk, a nawet placówek, wyłącznie za pomocą łupiny od czereśni oraz wywaru z rosnących w okolicznym borze ziół. Z kolei doświadczeni szamani wysługujący się siłom międzynarodowego kapitału likwidują całe zakłady pracy – od higienistek po managerów audytu.
Niestety, jak zapewne domyślają się wierni widzowie naszej audycji, nic nie trwa wiecznie. Badania przeprowadzone na reprezentatywnej grupie szamanów pracujących w bydgoskich spółkach komunalnych pozwoliły udowodnić niezbicie (przekątniowo), że modelowym kresem kariery szamana jest zawodowe wypalenie z głodu. Niczym starożytny lis, szaman, który czuje, iż jego dalsza praca nie ma sensu udaje się na wrzosowisko, gdzie zdycha z głodnością, nie czując urazy ni lęku. Wykastrowany komunikacyjnie epikurejczyk, ze stoickim spokojem wyzionuje heglowskiego ducha, łącząc się – jak podpowiada mu zapewne jego chory umysł – z Wielkim Łu, które darzy platonicznym uczuciem, albo przynajmniej Łu Średniej Wielkości, którego zwyczajnie, cieleśnie, pożąda. Legenda mówi, że jego ostatni oddech wędruje przez świat, aż znajdzie godnego następcę – już w nie tej firmie, już z nie tymi ludźmi i nie z tymi sposobami redukcji kadr, uzależnionymi przecież od lokalnych uwarunkowań kulturowych.
„Ile prawdy jest w legendzie – jak śpiewał Chris Cohen – tego dzisiaj nie wie nikt; lecz kto w ziarno jej nie wierzy, temu w czwartek będzie wstyd” („how true is the legend, no one really knows, today; but believe in grain, I tell you, or on Thursday you’ll be ashamed”).
Zalety modelu szamańskiego
Zapoznawszy się z modelem szamańskim, warto w tym miejscu opisać korzyści płynące z jego zastosowania. Po pierwsze, model ten rozwija wyobraźnię, kreatywność, twórczość oraz osobowość pracowników. Podnosi także WIB (Współczynnik Integracji Bezwzględnej) – osoby tyrające w przedsiębiorstwach zatrudniających szamana bywają na paintballu średnio trzy razy tygodniowo, kolędują codziennie od 24. grudnia do trzech króli, oraz nic a nic nie robią, jak tylko żrą całymi dniami w wielkim lanczrumie, pełnym drożdżówek oblezionych przez osy, niedomytych kubków po zjełczałej kawie i wyblakłych opakowań po roztopionych na maksa batonikach.
W wymiarze ogólnospołecznym, model szamański sprzyja budowaniu nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego, zwiększa zaangażowanie w coś tam (nie stwierdzono w co), jak też kładzie podwaliny pod pryzmat doświadczeń pozwalających skutecznie reorganizować struktury współczesnego państwa.
W związku z powyższym, jesteśmy przekonani, że dofinansowanie naszego projektu przez Ministerstwo Gospodarki pozwoli zwiększyć efektywność wszystkiego i zlikwiduje wszystkie problemy, jak też – poprzez zastosowanie nieszablonowych metod – dotrze do trudnej, poznańskiej, młodzieży.
Poniżej załączamy wstępny budżet projektu „Zaczarowana gospodarka”.
Wynagrodzenie koordynatora projektu: 42500 zł
Wynagrodzenie asystenta ds. Tipi: 30000 zł
Wynagrodzenie księgowej: 24000 zł
Przejazdy służbowe do Indii: 50000 zł
Trekking integracyjny w Nepalu: 50000 zł
(tu rękopis się urywa)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)