Na naszych oczach resztki ssaków morskich usiłują dokonać desperackiego aktu doścignięcia kolegów, którzy już od dawna żrą i mnożą się na wolnym powietrzu. Metoda jest prosta jak drut – zbiorowe rzucanie się na plaże. Założenia są natomiast uzależnione od wyznawanego wariantu teorii e. – „przystosuję się!!!” myśli jeden wieloryb; „zmutowałem – zatem nic mi się nie stanie” myśli inny.
Jak każde naprawdę nowatorskie przedsięwzięcie, także to trafia na opór rozumowych ułomków. Gdy zatem morświn brnie na brzeg – do wody wrzuca go nazad człek; „nie ma i nie będzie miejsca na lądzie na ryb” zdają się bowiem myśleć Hipki omotane złudzeniem naturalnego porządku rzeczy.
Szkoda, że nikt nie dbał o interesy natury, gdy złazilim z drzew.
Uściski,
megakot


Komentarze
Pokaż komentarze (6)