megakot megakot
43
BLOG

Religia, etyka, prasowanie

megakot megakot Polityka Obserwuj notkę 10

Poranne prasowanie (które bardzo mnie relaksuje), umilali mi dziennikarze TVP i ich goście, którzy gwarzyli sobie o problemie zajęć z etyki w szkołach. Dotknięto z namaszczeniem kilku nieciekawych i błahych spraw, postawiono kilka tez odklejonych nie tylko od rzeczywistości, ale nawet od cieniów na ścianie jaskini. Słowem – telewizja.

Za godny uwagi uważam jeden problem. Czy przedstawienie zajęć z etyki jako alternatywy dla religii, gdy idzie o „jednostronność” i „uniwersalność” jest słuszne? Dziecię, któremu dano się wypowiedzieć rzekło, mniej więcej, że „wszystkie religie oparte są na zasadach etycznych” i te drugie – w odróżnieniu od innych – „dotyczą wszystkich”, lub podobnie. Taki też był ton rozmowy w studio: religia była przedstawiana jako pewien wariant etyki.

Lekko zarysowany powyżej kierunek rozmowy jest o tyle zaskakujący, że można go zrozumieć, jak sądzę, tylko przyjmując wcześniej przynajmniej jedno z dwóch poniższych założeń. Albo na etyce uczy się „niejednostronnie”, albo uczy się „uniwersalnie”. W pierwszym przypadku przestawiane są różnorodne koncepcje moralne i teorie etyczne, podczas gdy na religii proponowana jest jedna koncepcja (i dlatego religia jest „jednostronna”). W drugim zaś prezentuje się podstawowe koncepcje i teorie, przyjmowane przez każdego człowieka, podczas gdy na religii proponowana jest moralność możliwa do przyjęcia jedynie przez wierzących, zatem mniej podstawowa, wymagająca dodatkowych przesłanek (dlatego religia jest „nieuniwersalna”).

Obydwa założenia stanowią uprawomocnienie myślenia o etyce jako „alternatywie” dla religii. Zgodnie z pierwszym podejściem sytuacja wygląda następująco. Moralność proponowana na religii to tylko jedna z możliwych moralności – zróbmy zatem zajęcia dla tych, którym ona nie odpowiada. Zgodnie z drugim, moralność proponowana na religii to pewne uszczegółowienie bardziej elementarnej moralności – zróbmy zatem zajęcia dla tych, którzy nie przyjmują przesłanek, pozwalających na to uszczegółowienie.

[Inne podejścia, jak np. szukanie podstaw wspominanej różnicy w uzasadnieniu moralności, (tj. stwierdzenie, że co do treści moralnej lekcje religii i lekcje etyki są takie same, jednakże w pierwszym przypadku za źródło moralności uznaje się Boga, w drugim – coś innego) redukują się jak sądzę w ostateczności do wymienionych w poprzednim akapicie.]

I tutaj pojawiają się, moim zdaniem, pytania. Rozpocznę od wariantu pierwszego, do którego kluczem jest słowo „jednostronność”. Jak łatwo się domyślić istnieje wiele pomysłów na to, jak powinno się żyć – wiele systemów moralnych. Czy „wielostronne” zajęcia z etyki pouczają o nich wszystkich? Czy są jakościowo różne od zajęć z religii, czy różnią się jedynie co do stopnia jednostronności – a więc, na religii mówimy tylko o moralności katolickiej, a na etyce o podejściu deontologicznym i dwóch innych, pomijamy natomiast np. Petera Singera. Mówiąc krótko: czy zajęcia z etyki rzeczywiście są wielostronne czy również jednostronne – tylko w inną, niż religia, stronę? Podejrzewam, że prawdziwe jest raczej przypuszczenie drugie, ze wszystkimi tego konsekwencjami, które łatwo wyprowadzić.

Co z opcją „uniwersalną”? Przedstawiając sprawę – na razie – mało szczegółowo i dość życzliwie, właściwie – to samo. Biorąc za punkt wyjścia moralność katolicką, zasady moralne można dodawać i odejmować na bardzo wiele sposobów – który z nich jednak wybrać? Zlikwidujmy część zasad – ale ile? („nie kradnij i nie zabijaj” jest bardziej „uniwersalne” niż „nie kradnij, nie zabijaj i nie uprawiaj seksu przedmałżeńskiego”; ale „nie zabijaj” jest jeszcze bardziej „uniwersalne” niż „nie kradnij i nie zabijaj” – gdzie jest właściwy poziom uniwersalności?). Dalej: zlikwidujmy część zasad – ale które? („nie kradnij i nie zabijaj” można sprowadzić do „nie kradnij” albo „nie zabijaj”; obydwa tak powstałe systemy moralne są bardziej „uniwersalne” niż wyjściowy – który wybrać?).

Dodatkowo, wchodząc już w grubsze problemy, okazuje się, że systemy bardziej oszczędne wcale nie są bardziej uniwersalne. Przekonanie, że „nie kradnij i nie zabijaj” jest bardziej uniwersalne niż „nie kradnij, nie zabijaj i nie uprawiaj seksu przedmałżeńskiego” jest naiwne. Ten pierwszy system zawiera bowiem przyzwolenie na to, czego drugi nie dopuszcza, co jest oczywiste, a jednak często nierozumiane. Systemy „bardziej uniwersalne” zazwyczaj są, po prostu, konkurencyjne, choć w sposób niejawny. I, w świetle tego spostrzeżenia, znów powstaje pytanie: czy zajęcia z etyki są rzeczywiście bardziej podstawowe niż z religii, czy też są równie szczegółowe, tylko w inny sposób się je uszczegółowia? Znów spodziewam się, że słuszne jest przypuszczenie drugie.

Sądzę zatem, że lekcje etyki nie są ani uniwersalne ani wielostronne (w tym sensie w jakim odmawia się tych cech zajęciom religii). Przyczynę myślenia odwrotnego można, jak sądzę, dostrzec nagim okiem. Jest nią pomieszanie pojęć i porządków. Myśląc „religia” myślimy „religia katolicka”; myśląc „etyka” ulegamy natomiast złudzeniu, że jest coś takiego jak „po prostu etyka”, której planujemy, od września, uczyć w szkołach. I argumentujemy za nią po części tak, jakby ten przedmiot „etyka” miał uczyć etyki, a po części – moralności, ale innej niż katolicka. Tymczasem uczyć można albo jednej (lub wielu) moralności ( i o to, chyba, chodzi) albo jednej lub wielu teorii etycznych (i o to, chyba, nie chodzi – co poświadcza przykład dziecięcia, któremu pokazywano „zasady dotyczące wszystkich”; etyka to nie jest zbiór zasad). Można też uczyć jednego i drugiego – ale to nie oznacza, że nie ma między nimi różnicy. Moralność katolicka (która jest dla nas istotna w lekcjach z religii), etyka – jaką jest naprawdę i „etyka” jako zajęcia to nie są zjawiska tego samego typu.

A swoją drogą, na marginesie, ciekawe że można młócić tak długo kanon lektur, i nawet nie zająknąć się nt. tego co jest w programie etyki. Być może właśnie dlatego, że etyka, „przecież”, jest to takie powszechnie przyjęte dobre życie – ale bez odniesień do Boga. Czyli bardziej podstawowe a jednocześnie niejednostronne. Więc gdzie tu problem?

Niewykluczone, że dyskusja na ten temat jeszcze przed nami. Dojdzie do niej gdy Ci, którzy widzą zajęcia z „etyki” jw. zrozumieją, że owszem, Boga tam nie ma, i to jest okay, ale np. uczy się tam, że wolno zabić w obronie własnej (albo: nie wolno zabić w obronie własnej; albo: nie należy mówić o pewnych rzeczach rodzicom; albo: należy mówić o wszystkim co podejrzane policji; albo: nie wolno… itd.)– co, jak się nagle okaże, nie jest „uniwersalne” i jest „jednostronne” i trzeba będzie obok religii i etyki wprowadzić zajęcia z neokantyzmu, stoicyzmu, itp.

O czym niewątpliwie posłucham przy prasowaniu, które bardzo mnie relaksuje, jak napisałam; nie ma nic bardziej relaksującego, niż prasujący mąż.

 

megabegonia

 

***

Powyższy tekst dostałem dzisiaj, psia mać, z rana, od kuzynki, megabegonii. Ja się nie zajmuję poważnymi sprawami, nie jestem też przekonany do jej racji (nie widzę związku z problemem zarządzania zasobami ludzkimi). Publikuję jednak, bo jest bogata i może mi się to kiedyś przydać,

 

uściski,

megakot

megakot
O mnie megakot

IRA "Dobry Czas" making of Por. L. Przełuski "Megakot kwestionuje decyzję rady miejskiej", Życie Pomorza, 26.06.2007 od 1987 roku wydaję podziemny kwartalnik "Lisie pnącze".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka