Co mierzymy, mierząc działkę (np. pod budowę budowli)? Nie wiem, jednak możliwe są trzy odpowiedzi: pole powierzchni figury płaskiej, pole powierzchni bryły lub coś pomiędzy (cokolwiek to jest). Jeśli prawdziwa jest odpowiedź pierwsza lub trzecia (czyli częściowo: pierwsza), oznacza to, jak sądzę, że w Polsce jest więcej Polski, niż nam się wydaje.
Mierzenie działki jako figury płaskiej polega na tym, że zajmujemy się jej obwodem (na różne sposoby), zakładając przy tym, że nawet jeśli w rzeczywistości nie jest ona płaska (jeśli jest nieco skręcona lub składa się z dwu zboczy pagórka – taki „daszek”), to można ją wyprasować i do płaskości doprowadzić, bez zmian w obwodzie.
Tymczasem, nie wszystkie działki można w ten sposób wyprasować. Na kwadratowej działce, na środku może bowiem znajdować się Giewont. Kto nie zauważa małego problemu niech przeliczy kroki wzdłuż granicy kwadratowej działki z Giewontem a następnie zrobi to samo idąc od jednego końca działki, do drugiego, ale środkiem (via szczyt). Liczba kroków będzie nieco odmienna. Kupując zatem działkę z Giewontem kupujemy więcej powierzchni, niż kupując działkę o analogicznym rzucie „z góry”, bez góry.
Chciałoby się zapewne łatwo i przyjemnie obejść tę kwestię mierząc po prostu pole figur płaskich określonych granicami działki – i zlać Giewont. A jednak nie jest to takie proste. Względnie „płaskie” działki wchodzą bowiem w skład większych działek (największą jest Polska), które również traktujemy jak płaskie. Płaskość jednak płaskości nierówna.
Wyobraźmy sobie bardzo łagodny (tj. o niewielkim nachyleniu ścian względem podstawy) ostrosłup o podstawie kwadratu. Każda z jego ścian to działka: figura płaska, konkretnie trójkąt. Ostrosłup bez podstawy czyli suma ścian – to Polska. Ściany – to województwa. Widać (kto chce niech liczy – dla dowolnych danych), że zsumowane pola powierzchni województw nie są równe polu powierzchni Polski, mierzonemu w uproszczony sposób, wspomniany wcześniej (z pominięciem malutkiego Giewontu).
Jeśli więc nawet sprawa z Giewontem jest jasna (mówimy: ilekroć pojawia się Giewont, mierzymy rzut i udajemy, że go nie ma), sprawa z niewielkimi nachyleniami – nie jest. Wyznaczając pole nawet bardzo mało nachylonej działki, jedynie w oparciu o pomiar jej granic („Pan masz tu kwadrat o boku 2 – przejechałem kółkiem do mierzenia po wszystkich bokach działki”), musimy w efekcie rozminąć się z niezależnym pomiarem pola całości, w której skład wchodzą tego typu działki, poprowadzonym w ten lub inny sposób. I tu właśnie pojawia się pytanie o faktyczną zawartość Polski w Polsce (oraz – dużo radykalniej – o zawartość Słowacji w Słowacji).
Upierając się odpowiednio, można szukać dziury w całym nadal. Jeśli bowiem zgodzimy się aby wyznaczyć powierzchnię całości Polski mierząc najpierw części, a następnie je sumując, musimy zadać pytanie: jaka jest najmniejsza część brana pod uwagę? I zaznaczyć, że z pewnością da się na niej znaleźć wypukłość lub wklęsłość i tym samym pozbawić metodę ostatecznej precyzji.
Nie o to jednak chodzi. Nie chodzi też, wbrew pozorom, o zaproponowanie nowej metody głosowania w jakichś tam organach unijnych (przy oparciu ilości głosów o powierzchnię kraju – proszę zgadnąć, jak sobie zmierzymy Polskę..?).
Chodzi o wskazanie, że przywołany przez wyrusa (http://tekstowisko.salon24.pl/92349,index.html) Zenon, jest wiecznie żywy (żyje w Peru, razem z Hitlerem i Elvisem; co robi? Mierzy Andy). Obecnie jednak, czego wyrus nie dostrzegł nie jest to staromodny Zenon z Elei, lecz z Los Angeles (Zenon z L.A.).
Uściski,
megakot


Komentarze
Pokaż komentarze (3)