mesko mesko
1483
BLOG

Patruszew, czyli kogo władze RP zapraszają do Polski.

mesko mesko Polityka Obserwuj notkę 16

Na zaproszenie gen Kozieja szefa BBNu do Polski na konferencję z okazji 20 lecia tej instytucji przyjeżdża Nikołaj Patruszew. Kim jest ten generał? Oddajmy głos A. Litwinience. Tak opisuje on swój pseudoproces i zwolnienie z więzienia:

"15 września 1999 roku poderwali mnie i powiedzieli, że idę na wezwanie. Tak to nazywają. Zaprowadzili mnie do pokoju, gdzie odbywają się spotkania z adwokatami. Mój adwokat Wadim Osipowicz Swistunow rozpromieniony pokazuje mi dokumenty - postanowienie o zwolnieniu z więzienia. „Koniec, Sasza - mówi - teraz pójdziemy do domu. Jesteś wolny". Nie mogę uwierzyć: „Tak, a kto mnie wypuści?".
- NO PRZECIEŻ TO DECYZJA SąDU. W ISTOCIE PRAWO.
-  Tak, w końcu zmienili kwalifikację sprawy. Żebym poszedł do domu i czekał na rozprawę. Sędzia wreszcie zauważył, że siedzę za siniak, że żadnych dowodów mojej winy w sprawie nie ma. Ani jednego zażalenia - a napisałem ich ze dwanaście - prokuratura nie wzięła pod uwagę. Pisałem: proszę wezwać świadka takiego a takiego. Nie wzywali. Ale za to wezwali Pońkina i mówią: „Pisz, że Litwinienko pobił Charczenkę". Fabrykowali lipę. Sędzia Karnauch przekartkował moją teczkę i wydał decyzję o zwolnieniu z więzienia. Dzięki mu za to. U nas normalny sędzia - to jak samorodek złota.
Ale w Lefortowie odmówili przyjęcia decyzji, powiedzieli, że brakuje pieczątki. Adwokat musiał pojechać do sądu. Karnauch bardzo się zdziwił: „Oni co, nie mogą do nas zadzwonić?". Poszedł do przewodniczącego sądu i postawił pieczęć, na wszelki wypadek jeszcze podpisał.
Adwokat znowu przyjechał do Lefortowa i słyszy - że nigdy nie możecie sami przekazywać postanowienia sądu, musi to przywieźć kurier. To było bezprawie. Sędzia sam decyduje, jak dostarczyć decyzję, kurierem czy przez adwokata.
Kiedy wreszcie po dwóch godzinach poczta kurierska przywiozła decyzję, administracja obwieściła: „Już jest za późno, zwolnimy go jutro". A ja cały dzień siedzę w celi, sekundy odmierzam uderzeniami serca. Czekam. Jestem wolnym, wolnym człowiekiem - w celi.
Następnego dnia rano poszedłem na spacer. Wszyscy się śmieją: »Mógłbyś dzisiaj nie chodzić". Droczę się z nimi: „A kto mnie dzisiaj wypuści?" „Jak, nie wypuszczą? Takie rzeczy się nie zdarzają".
Wróciłem do celi, po pięciu minutach przychodzi dyżurny zmiany - wyprowadza mnie. Zaprowadził do sali widzeń i zaczął przeszukiwać. Specjalnie robił to bardzo wolno. Wreszcie zapytał: „A swój telewizor zabierzesz?".
Telewizor podarował mi mój przyjaciel na urodziny. Jak mógł, bym go zostawić. Dyżurny poszedł po telewizor. Mijają dwie godziny a jego nie ma. Dwie godziny! Jakoś po obiedzie przychodzi naczelnil więzienia i mówi: „Sasza, wybacz, ale nie możemy cię zwolnić. Przy szedł fax z prokuratury, nie zwalniają cię".
„Zaraz, zaraz, jaki fax? Co wy? Rozumy postradaliście? Jest decyzja sądu: zwolnić z więzienia".
„Prokuratura - wyjaśnia mi - złożyła zażalenie".
Zaczynam krzyczeć:
„Prokuratura złożyła zażalenie, to znaczy, że do następnej decyzji sądu jestem wolny. Nie macie prawa nie wykonywać postanowień sądu. Jestem wolny i żądam, żeby mnie wypuścić. Łamiecie prawo!"!
„To decyzja z góry - odpowiada naczelnik. - Ja tu tylko pracuji i wykonuję rozkazy. Chcesz, damy ci dobrą celę?"
Odprowadzili mnie do celi jednoosobowej. Wszystkie moje rzeczy zostały w tamtej celi - słoiczki, szklaneczki.... Bardzo się zdener wowałem: przez sześć miesięcy nazbierało się tego trochę, całe gospo darstwo. Więzienie to takie życie, że słoik po majonezie jest na wag< złota, można w nim trzymać cebulę, pieprz albo pomidory, i nagli cały mój majątek przepada. Dla więźnia to straszna sprawa.
W więzieniu miałem na przykład kilka szczoteczek do zębów, z których można było zrobić haczyki i powiesić ręczniki, żeby były czyste i suche. To wielka sprawa w więzieniu. I wszystko, wszystko mi przepa dło. Wiedzieli, że widziałem na własne oczy decyzję sądu o zwolnieniu i mówią do mnie: „Poczekaj, przyniesiemy ci telewizor". A zamiast telewizora zabierają mi decyzję o zwolnieniu. To było gorsze niż chwila! kiedy mnie aresztowali po raz pierwszy. Byłem w szoku.
Siedzę w pojedynczej celi, wilgotnej, niewygodnej. Przyszła żon* na widzenie. Siedziała i płakała. Nawet telefon nie był potrzebn] do rozmowy. Uspokajałem ją: „Marusia, co robić? Jakoś wytrzymam".
 
Po siedmiu dniach mój adwokat złożył skargę do moskiewskiego
sądu rejonowego, że mnie nie wypuścili. Sędzia bardzo się zdziwił:
Jak to nie wypuścili? Z dokumentów wynika, że on jest wolny". Mój
adwokat musiał udowodnić, że jego klient siedzi w więzieniu. Sę-
dzia założył sprawę Patruszewowi o to, że przetrzymuje zwolnionego
człowieka bezprawnie w więzieniu. Ale w Lefortowie tego również
nie wzięto pod uwagę. Tak więc przesiedziałem w więzieniu jeszcze
dwa i pół miesiąca, do rozprawy sądowej. To tak, jakbym się dostał
do niewoli.
"

Patruszew był także szefem FSB w momencie, kiedy w Rosji wybuchały budynki mieszkalne. Na temat roli i działań ówczesnego dyrektora FSB Patruszewa pisze Litwinienko i Felsztiński w "Wysadzić Rosję". Dość wspomnieć, że w momencie, kiedy trop zamachowców zaczął prowadzić do funkcjonariuszy FSB, Patruszew ogłośił że w Riazaniu (czyli w mieście gdzie znaleziono podłożone ładunki wybuchowe) FSB przeprowadzało ćwiczenia, a w workach z domniemanym materiałem wybuchowym (heksogen) znajdował się cukier.Mówiąć wprost dyrektor FSB tuszował próbę zamachu terrorystycznego wymierzonego przeciwko własnym obywatelom.

Takich to moskiewskich bandytów z pagonami generalskimi dzisiejsza władza w Polsce zaprasza i poniekąd legitymizuje.

Wszystko to po wcześniejszej wizycie Ławrowa na spotkaniu z polskimi ambasadorami oraz słowami Premiera, że Polska prowadzi własną, niezależną od nikogo politykę. No to kierunki tej polityki mamy zarysowane bardzo jasno.

mesko
O mnie mesko

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka