Każdy z nas ma swoje ulubione utwory muzyczne. Pojedyncze piosenki, które zna na pamięć i których słuchał wiele razy. Wywołują wspomnienia, wzruszają, przypominają o pewnych momentach w życiu, przywołują skojarzenia.
Ale każdy zapewne ma też swoje ulubione albumy muzyczne. Takie, które wywarły na nim ogromne wrażenie. Albumy na których brak słabych punktów. Takie, na których przeboje, mieszją się z mniej znanymi utworami, ale całośc jest niepowtarzalna, jedna, jedyna. Po prostu koncepcyjnie zapięte na ostatni guzik. Takie których słucha się w "kółko". A kiedy się po jakimś czasie usłyszy piosenkę Y, np w radio, to człowiek wie, że przed nią była piosenka X, a po niej Z.
Mam bodajże trzy takie albumy.
Pierwszy to "Gemini". Debiutancka płyta Kasi Kowalskiej. Ten głos brzmiał w 1994 roku jak głos anioła. Każda kolejna piosenka na tej płycie ukazywała talent Kasi. I choć potem wydała jeszcze kilka płyt, żadna nie może się równać z dbiutanckim krązkiem. Zresztą okrytym podwójna platyną.
Drugi taki album, to też debiut. Tytuł płyty "Fire". Już Państwo wiecie, kto jest jej autorem? Oczywiście. Grupa Hey. Chyba nie ma potrzeby wymieniać poszczególnych kawałków z tej płyty. Stanowią doskonała mozaikę, składającą się na całośc. Rockowe granie i ten wokal Nosowskiej. Po kupieniu i odsłuchaniu, wtedy już kasety, "Fire" czekałem na kolejny krążek Heya. I nie zawiodłem się. "Ho" był bardzo dobry. Ale debiutowi jednak nieznacznie ustępował.
I wreszcie trzecia płyta, o której chcę Państwu opowiedzieć.
Były wakacje roku 1994. Do knajpy prowadzonej przez mojego Tatę, kumpel przyniósł kasetę. Wsadziliśmy ją do kieszeni, nacisnąłem "play" i popłynęły dźwięki. Tak melodyjnego punk rocka nie słyszałem wcześniej. Najpierw zapowiedź. "Usiądź wygodnie w fotelu...Czas na relaks" A potem dawka tak skondensowanej muzyki, że kiedy kaseta się skończyła trzeba było zaczynać wszystko do początku i od początku. A tym albumem był "Smash" grupy Ofspring.
Był chyba jescze jeden album, który słuchałem w kółko. To "Kayah i Bregovic". Album wydany w 1999roku. Też był bardzo dobry. a umilał mi zwłaszcza podróż samochodem.
To by pewnie było na tyle z albumów, które dla mnie są koncepcyjnie doszlifowane. A jak u Państwa? Co uważacie za płyty, warte słuchania od pierwszego do ostatniego zawartego na nich utworu?



Komentarze
Pokaż komentarze (27)