Kłamaliśmy już od pierwszych chwil tego sobotniego poranka. Od pierwszych wiadomości o tragedii. Kłamaliśmy my funkcjonariusze medialni, my politycy i my internetowe mendy.
Najpierw było kłamstwo o czterech podejściach do lądowania. Mimo, że w Smoleńsku była mgła, piloci aż cztery razy podejmowali próby posadzenia Tupolewa na płycie lotniska. Tak im było spieszno się zabić.
Potem była dezinformacja w sprawie tak prostej wydawałoby się do ustalenia, jak godzina rozbicia się samolotu z Prezydentem RP i 95 innymi osobami na pokładzie. 15 minut róznicy. Komu i do czego było potrzebne te 15 minut tego nie wiem. Wiem, że dwa tygodnie minęło nim podano prawdziwą godzinę katastrofy. A może i 10:41, to nie jest prawdziwa godzina uderzenia samolotu w smoleńskie błoto?
Kłamaliśmy na temat przekopywania terenu katastrofy na ponad metr wgłąb ziemi. Kłamstwo szybko wyszło na jaw, kiedy dziennikarze przywieźli ze Smoleńska część samolotu i rzeczy ofiar tego feralnego lotu znalezionych w błocie nieopodal Siewiernego.
Kłamaliśmy powielając ruskie tezy o lądujących debeściakach. To wyjątkowe kłamstwo powinno spowodować zapadnięcie się pod ziemię wszystkich tych, którzy je powielali w mediach i internecie. Choć osobiście nie mam wątpliwości, że nie wywoła nawet grymasu zniesmaczenia na licach internetowych i medialnych szuj.
Kłamaliśmy mówiąc o doskonałej współpracy z Rosjanami w wyjaśnianiu smoleńskiej katastrofy. Jak w rzeczywistości ta doskonała współpraca wygląda mogliśmy się przekonać wielokrotnie. Widać to po dzień dzisiejszy. A doskonałym symbolem tej doskonałej współpracy jest rdzewiejący wrak TU154, leżacy na płycie ruskiego lotniska.
Kłamaliśmy na temat kłótni pomiędzy generałem Błasikiem a majorem Protasiukiem. Ileż to analiz napisaliśmy w internecie, ileż ocen na temat filmu, którego nikt nigdy nie widział. Nie przeszkadzało nam (medialnym pólgłówkom i internetowym mendom) snuć dywagacji w tym temacie.
Kłamaliśmy. My najwyższe władze RP na temat możliwości odwołania się od raportu MAKu do instytucji międzynarodowych. Guzik prawda. Żadnego odwołania nie było, bo i być nie mogło. Amatorzy na najwyższych stanowiskach w państwie.
Kłamaliśmy, my blogerzy trywializując jakoby katastrofa rządowego TU154 10.04.2010 nie była największą katastrofą lotniczą w powojennej Polsce. Nie była największą, bo przecież pod Kabatami zginęło drugie tyle osób...
Kłamaliśmy. My Edmund Klich. Na temat tego, co słyszeliśmy na taśmach resjestratora, choć nie słyszeliśmy, a tylko nam przekazano ( toć to, to samo tłumaczenie, którym posłużyła się obecna Marszałek polskiego Sejmu, by usprawiedliwić swoje kłamstwo). Kręciliśmy na temat tego, kto podjął taką a nie inną procedurę wyjaśniania tej katastrofy.
Kłamaliśmy kłamiemy i kłamac będziemy. Aż nas piekło pochłonie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)