28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  85   0

Zaprzęganie nauki.

Za uczonymi, którzy ciężko harują i robią wspaniałe rzeczy, idą biurokraci w purpurach i gronostajach. Biurokraci są specjalistami od wszystkiego. Są gotowi zorganizować Międzyrządowy Panel ds. Grzybicy Mózgu (IPMM) i wydać na ten cel 40.000.000.000 USD. Wyobrażacie sobie, ile bułek dla małych afrykanek płci obojga można za to kupić? To jest prawdziwy cud szalonego wydawania publicznych pieniędzy. 

Najlepiej wydaje się taką kasę na:

1. Programy ratowania świata.

2. Międzynarodową pomoc pokrzywdzonym tego świata.

3. Wielkie strategie i programy rozwoju.

4. Wielkie  ideologizmy 

W artykule "Patriotyzm nie jest rasizmem", który był poświęcony szarlatanom w nauce zaledwie dotknąłem tej sprawy, zupełnie mimochodem, jako kwestię wolności nauki. el Guapo zwrócił moją uwagę na podejmowane próby zaprzęgnięcia prawdziwej nauki w służbę politycznych fantazji. Myślę, że granica jest jednak w innym miejscu. Uczeni nie wojują zbyt ostro przeciwko wyczynom różnych naukowych szarlatanów, bo wiedzą, że może to prowadzić do reglamentacji myśli, co zawsze jest końcem prawdziwej nauki. 

Cóż to jest prawdziwa nauka?

Każda próba zdefiniowania tego cudu, jest jałowym przedsięwzięciem. 

Przykładem jest "nauka radziecka", która próbowała kwitnąć w warunkach ścisłej reglamentacji myśli. No i jest słynna dzięki takim facetom jak Łysenko albo Lepieszyńska, no i oczywiście pan Kałasznikow. Nauka radziecka miała jednak prawdziwie niezwykłe osiągnięcia, bo ludzkiej myśli nigdy uwięzić się do końca nie da. Rosyjscy władcy wszelkiego dobra, hodowali też naukę w doniczkach różnych akademgorodków. W tych doniczkach nauce było wszystko wolno, za wyjątkiem wychodzenia na zewnątrz, ale cóż...

Tak było i tak jest.                        

Prawdziwa nauka jest sztuką dysydentów. Aby w nauce coś ruszyć, konieczne jest wieczne zdziwienie i ciekawość. Nic co widzę, nie jest oczywiste, do wszystkiego można podejść inaczej. Prawdziwa nauka łatwo się kojarzy z absurdalnym humorem, z klimatem zwariowanych wieczorów w knajpie urządzanych przez szalonych ludzi w rodzaju Stefana Banacha, Stanisława Ulama, Hugo Steinhausa, Stanisława Mazura. Klimat prawdziwej nauki zawsze mi się kojarzy ze specyficzną aurą szmoncesu, żydowskiego humoru i bardzo specyficznego podejścia do życia. Bez fatalizmu, ale i bez szalonego optymizmu, zawsze w poszukiwaniu nowej możliwości. Ludzie, którzy pracowali jak woły, szlifowali do upadłego swój warsztat, by obrać tajemnice wszechświata ze skóry. Zapisywali różne bzdury i najcenniejsze olśnienia w "Księdze Szkockiej", wyznaczali wariackie nagrody za rozszyfrowanie ukrytych tam problemów. Tylko po to, by im coś, co zafrapowało choć na chwilę, nie uciekło, nie dało się zapomnieć w oparach absurdu. Ostatnia nagroda obiecana w "Księdze Szkockiej", żywa gęś, była wręczona w Warszawie w 1981 roku. Ostatni zapis w tej księdze powstał przed II Wojną Światową. Później do Lwowa wjechali sowieci, dla których nauka była już tylko użytkowym "narzędziem poznania". [rotfl]

Tak zaczęła się epoka zaprzęgania nauki. Niestety, nie było w tym nic śmiesznego, polscy uczeni spotkali się później z radzieckimi kulami w potylicy, byli przepędzeni przez krematoria obozów pracy, świetnie zorganizowanych przez europejskich Kulturträgerów. Stefan Banach jest już od sześćdziesięciu lat jednym z najbardziej znanych światowych matematyków. Ma miliony pomników na okładkach podręczników poświęconych rozwijaniu jego osiągnięcia. Od sześćdziesięciu lat już nie żyje. Bez Stefana Banacha nie było by całej współczesnej cywilizacji. Wielu z jego równie wspaniałych kolegów odnalazło się później w Polsce...

Taak, prawdziwa nauka to wolność myśli... 

Prawdziwa nauka jest przeciwieństwem zorganizowanej, biurokratycznej i hierarchicznej struktury, czuje się świetnie w oparach absurdu, w klimacie zupełnej wolności myśli i szalonej dyscypliny intelektualnej. Niels Bohr mawiał, że nie interesują go teorie, które nie są dostatecznie szalone. I tu gdzieś jest subtelna granica, pomiędzy sensem współczesnej cywilizacji, która żyje, świetnie się bawi i rozkręca, co widać. Wystarczy dotknąć realnej codzienności, oferującej co raz to i nowe możliwości.

To nie są tylko przedmioty, telefony, kamery, lapy topy i inne gady dżety.To są nowe oferty cywilizacyjne, czasem łączące nowe możliwości z bardzo intymnymi ludzkimi potrzebami emocjonalnymi. Czułość, empatia, miłość i troska matki o dziecko wychodzące do szkoły. Wyobraźnia mi ciągle przypomina czasy, kiedy matka moment po wypuszczeniu dziecka z domu usychała z niepokoju. Gdzie on jest, czy jej się nic nie dzieje. A teraz. Przecież mała ma komórkę. To sięga tak daleko, zmienia obyczaj, procedury, wnika i asymiluje się z emocjami i uczuciami. Empatia w Internecie. Przyjaźń w blogu. Dostęp do informacji. Powoli rozsypujące się  więzy i pęta reglamentacji w bardzo wielu sferach ludzkiej aktywności,… tu gdzieś jest ta granica niezrozumienia, braku kontaktu, tu jest punkt nieciągłości, przerwa.   

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale