n/z: rząd Węgier w trakcie posiedzenia. fot. 	PAP/EPA/Zoltan Fischer HANDOUT
n/z: rząd Węgier w trakcie posiedzenia. fot. PAP/EPA/Zoltan Fischer HANDOUT

Węgrzy biorą się za Ukraińców. Muszą opuścić kraj i to natychmiast

Redakcja Redakcja Ukraina Obserwuj temat Obserwuj notkę 96
Siedmiu obywateli Ukrainy zatrzymanych na Węgrzech podczas przewozu ogromnych ilości gotówki i złota ma zostać wydalonych z kraju. Decyzję ogłosił rzecznik węgierskiego rządu Zoltan Kovacs, powołując się na ustalenia służb. Sprawa szybko przerodziła się w kolejny ostry konflikt między Budapesztem a Kijowem. Węgry mówią o podejrzeniu prania pieniędzy i domagają się wyjaśnień, Ukraina oskarża sąsiada o wzięcie swoich obywateli jako zakładników i rabunek.

Węgry wydalą siedmiu obywateli Ukrainy. Spór Budapesztu z Kijowem gwałtownie eskaluje

Osią całej sprawy stało się piątkowe ogłoszenie władz w Budapeszcie, że wszyscy zatrzymani dzień wcześniej Ukraińcy zostaną wydaleni z Węgier. Jak przekazał rzecznik rządu Zoltan Kovacs, węgierska Krajowa Administracja Podatkowa i Celna ustaliła tożsamość siedmiu obywateli Ukrainy, którzy mieli transportować przez terytorium Węgier duże ilości gotówki i złota.


Według węgierskiej wersji wydarzeń operacja była nadzorowana przez byłego generała ukraińskich służb specjalnych, a jego zastępcą miał być były major ukraińskich sił powietrznych. W grupie miały być także osoby z doświadczeniem wojskowym. To właśnie na podstawie tych ustaleń podjęto decyzję o wydaleniu całej siódemki.

Węgierskie służby poinformowały wcześniej, że zatrzymały dwa opancerzone pojazdy należące do państwowego ukraińskiego banku Oszczadbank. Według komunikatów transportowano nimi z Austrii na Ukrainę 40 mln dolarów, 35 mln euro i 9 kg złota.


Węgry: chodzi o podejrzenie prania pieniędzy

Budapeszt podkreśla, że nie jest to wyłącznie incydent graniczny, ale sprawa karna. Węgierska administracja celno-podatkowa poinformowała, że prowadzi postępowanie dotyczące podejrzenia prania brudnych pieniędzy przez przewoźników z Ukrainy.

Z komunikatów wynika, że śledztwo jest prowadzone we współpracy z węgierskim centrum antyterrorystycznym. Węgierski portal Telex podał, że pojazdy zatrzymano przy stacji benzynowej przy autostradzie M5, a w akcji uczestniczyli antyterroryści.

Budapeszt zwraca uwagę także na skalę przewozów. Według węgierskich służb tylko w tym roku przez terytorium kraju miało zostać przetransportowanych na Ukrainę ponad 900 mln dolarów, 420 mln euro i 146 kg złota. To właśnie ta skala ma być jednym z powodów, dla których węgierskie władze żądają od Kijowa pilnych wyjaśnień.


Szijjarto pyta, dlaczego gotówka jechała przez Węgry

Szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto otwarcie zakwestionował ukraińskie wyjaśnienia, według których był to regularny przewóz między bankami. Jak zaznaczył, jeśli rzeczywiście chodziło o zwykłą operację bankową, to powstaje pytanie, dlaczego nie została rozliczona przelewem.

Węgierski minister pyta nie tylko o powód przewożenia tak ogromnych sum w gotówce, ale również o to, dlaczego tranzyt miał odbywać się właśnie przez Węgry. W jego ocenie dodatkowe wątpliwości budzi obecność osób powiązanych z ukraińskimi służbami specjalnymi.

Szijjarto zapowiedział, że dopóki Kijów nie udzieli odpowiedzi, władze węgierskie będą prowadzić „jak najdokładniejsze i najbardziej szczegółowe śledztwo”. W praktyce oznacza to, że sprawa zatrzymanych i przejętego transportu ma dla Budapesztu znaczenie znacznie szersze niż tylko proceduralne.


Kijów: to zakładnicy, a nie podejrzani

Ukraina przedstawia sprawę w całkowicie odmienny sposób. Szef MSZ Andrij Sybiha oskarżył Węgry o wzięcie siedmiu obywateli Ukrainy jako zakładników. Według ukraińskiej strony byli to pracownicy państwowego Oszczadbanku, którzy jechali z Austrii na Ukrainę w ramach regularnych przewozów gotówki między instytucjami państwowymi.

Kijów twierdzi, że doszło nie tylko do bezprawnego zatrzymania ludzi, ale także do przejęcia przewożonych środków. Sybiha pisał o „kradzieży pieniędzy” i „terroryzmie państwowym”, a ukraińskie MSZ ogłosiło, że obywatele Ukrainy powinni powstrzymać się od podróży na Węgry.

Ukraińska dyplomacja przekonywała też, że konsulowie nie otrzymali dostępu do zatrzymanych, a strona węgierska nie przedstawiła wystarczających wyjaśnień. Z punktu widzenia Kijowa sprawa ma więc wymiar nie tylko prawny, ale i polityczny, zwłaszcza że dzieje się w momencie bardzo ostrych napięć między oboma krajami.


Wydalenie Ukraińców wpisuje się w szerszy konflikt

Decyzja o wydaleniu siedmiu obywateli Ukrainy nie wydarza się w próżni. To kolejny punkt zapalny w sporze, który od tygodni narasta między Budapesztem a Kijowem. Kluczowym tłem pozostaje kwestia transportu rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń.

Po uszkodzeniu rurociągu pod koniec stycznia w rosyjskim ataku Węgry zaczęły oskarżać Ukrainę o celowe opóźnianie wznowienia tranzytu. Kijów utrzymuje, że infrastruktura jest remontowana i potrzebuje czasu, ale rząd Viktora Orbana uznaje to za polityczny nacisk.

W piątek Orban zapowiedział, że Węgry wstrzymają tranzyt ważnych dla Ukrainy towarów, dopóki nie zostanie przywrócony transport rosyjskiej ropy. Premier mówił też, że Budapeszt nie odejdzie od rosyjskich zasobów energetycznych, nie będzie „płacić za cudzą wojnę” i nie zgodzi się na wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.

W takim kontekście zatrzymanie i późniejsze wydalenie obywateli Ukrainy nabiera znaczenia politycznego. Trudno traktować tę decyzję wyłącznie jako element zwykłego postępowania służb, skoro równolegle Budapeszt zaostrza presję gospodarczą i dyplomatyczną na Kijów.


Sprawa może mieć dalszy ciąg w UE

Kijów już zapowiedział, że zwróci się do Unii Europejskiej o ocenę działań Węgier. Z kolei Budapeszt domaga się wyjaśnień dotyczących ogromnych transportów gotówki i sugeruje, że sprawa może mieć poważniejsze tło niż tylko standardowa obsługa bankowa.


n/z: rząd Węgier w trakcie posiedzenia. fot. PAP/EPA/Zoltan Fischer HANDOUT

SW

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj96 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (96)

Inne tematy w dziale Polityka