28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  482   0

Rokita wycofał się na jakiś czas

z życia politycznego, bo nie chciał ani uzależniać się, ani firmować układu. Krakowskiego układu. Słusznie, bo układ to stado drapieżników.

Tak jest, bo cały polski kapitalizm startował do wielkich fortun goły i wesoły, bez kasy. Starzy arystokraci, rody kupieckie i przemysłowe zostały obrabowane i zgniecione nacjonalizacją i reformą rolną jeszcze przed 1947 rokiem i tak było do końca PRL. Niektórym udało się dorobić statusu dobrze sytuowanego rzemieślnika, albo prosperującego gospodarstwa rolnego. Szczęście miały te rodziny, które zachowały lub odtworzyły kapitał gdzieś za granicą.
I tyle. Polski kapitalizm startował bez kapitału.

Proszę zauważyć, na liście 500 najbogatszych Polaków do niedawna ton nadawali ludzie specjalizujący się w "wygrywaniu uczciwych przetargów" na bardzo intratne zamówienia publiczne. Ludzie którzy nie mieli nic, albo prawie nic, zupełnie nieoczekiwanie, w latach 1987 - 1994 dzięki jakiemuś szczególnie szczęśliwemu błogosławieństwu administracji państwa, nagle okazywali się faktycznymi monopolistami na jakimś rynku, niezwykle szczęśliwie coś sprywatyzowali, gdzieś się dorwali...
Krauze - informatyzacja, kasa z budżetu, - "układ gdański"
Kulczyk - jako pośrednik France Telecom w prywatyzacji TP SA - "układ poznański"
"układ wrocławski",
"układ warszawski"
"łódzka ośmiornica"
... dość długa lista.

Układ warszawski to skala powiatowa, poziom Julii Pitery, która teraz dopiero pretenduje do państwowej kariery. W Stolicy Polski było i jest miejsce dla różnych państwowych układów, Mały Pałac, Duży Pałac, Prezio, Ordynacka, Smolna, banki, agencje, różne centrale, …, media,…

Bardzo poważne sprostowanie, tu nie chodzi o zawiść, albo złość przeciwko bogactwu. Byłbym szczęśliwy, gdyby w Polsce były nawet tysiące wielkich fortun.

Chodzi o sposób ich zdobycia. Pierwszy milion trzeba ukraść, demoralizująca dewiza pierwotnej akumulacji kapitału w III RP. Chodzi o tę korupcję, o sitwy, o nepotyzm, o tępotę przypadkowych pasożytów, zlizujących resztki z pogruchotanych kości ograbionych resztek naszych pereł w koronie.
To jest żal za zmarnowaną Hutą Julia w Szklarskiej Porębie.
Kryształowa huta jest jednym z moich symboli.
Symbol kretynizmu polskich układów.
Rozumiem desperację koalicji Lid i PO w obronie wszelkich polskich układów.
Rozumiem odejście Rokity.
Przerażają mnie sugestie Nelly Rokity.

Proponuję takie oto socjologiczne spostrzeżenie:
Wszystkie układy były większymi albo mniejszymi kopiami powiatowych sitw komunistycznego PRL. Prawo zachowania struktury. Te same procedury. Ta sama zachłanność, ten sam prymitywny egoizm, ta sama knajacka przedsiębiorczość "wspólnie polujących" powiatowych bonzów, zawistnych, egoistycznych, gnojących wszystko co żyje i na drzewo nie ucieka. Zadeptują ludzi zupełnie bez sensu, bez wyobraźni utrącają, upieprzają, wszystko, co bez ich przyzwolenia chce rosnąć. Niestety, często są to sitwy z gatunku tych, co same nie zeżrą, a komuś nie pozwolą. Do dzisiaj takie wojewódzkie czy gminne sitwy są zmorą polskiej rzeczywistości, naturalni bohaterowie programów Elżbiety Jaworowicz. To są "Sprawy dla reportera".

Trzeba być zupełnie wypranym z wrażliwości społecznej, kompletnym hipokrytą, albo zupełnym kretynem, aby publicznie udawać, że społeczne zjawisko sitw albo układów nie istnieje. Niestety, w pierwszorzędnych programach radia i telewizji, w "primetimach" praktycznie wszyscy prezenterzy, jaśnie oświeceni analitycy, komentatorzy i pożeracze newsów, pod tym względem rżną głupa idealnie.

Układy gdański, poznański, warszawski, wrocławski, to ten sam styl, "wicie rozumicie", kalka codziennej peerelowskiej drętwej mowy, rządy ciemniaków, którzy się dorwali. Rozpoznawalny wspólny język taśm Rywina, Olina, Kaczmarka, Prezia, ludzi rozumiejących się bez słów, przystępujących do rzeczy bez żadnej gry wstępnej. Świat ludzi, którzy nie wierzą w istnienie ludzi uczciwych. Może stąd taka potworna pogarda i bezduszność.
Mierzą wszystkich swoją miarą.
Tak rozumiem przekaz kampanii wyborczej Platformy obywatelskiej.
Mierzą wszystkich swoją miarą!

I dlatego rozumiem odejście Jana Rokity.
Trafiają do mojej intuicji sugestie Nelly Rokity.

Nikt przecież nie chce zaakceptować powrotu do koalicji układów PO i SLD i jeszcze LiD.
Jest to odtworzenie wszelkich postpeerelowskich układów razem z różnymi produktami okrągłego stołu. Natolińczycy i Puławianie, Unia Wolności i Kongres Liberalno Demokratyczny, komuniści i lewica laicka, wszyscy razem, proletariusze wszystkich krajów łączcie się, wszystkie ręce na stół, …

We wszystkich polskich układach są jak rodzynki ludzie madrzy, dystyngowani profesorowie wszelkich akademii, którzy mają wszędzie "przełożenie". Idealni, znakomicie zakonspirowani sztabowcy, a czasem nawet szefowie lokalnych mafijek. Tacy, którzy oprócz właściwego "przełożenia", mają jeszcze odpowiednie "przyzwolenia".

Uwaga do socjologów!
Dystyngowani profesorowie wniknęli do wszelkich nieformalnych sitw z powodu naturalnego prestiżu i fatalnego systemu płac. Przeciętny profesor żył za "głodową pensję", mógł dorobić oficjalnie na różnych, ostro limitowanych "godzinach zleconych" i koniec. Podstawowe źródło dochodów to fuchy. Cały świat interesujących, dobrze poukładanych miejsc do robienia fuch.

I mały słowniczek:
Przełożenie, to jest odpowiednie dojście, czyli układ zapewniający wygranie intratnego przetargu, otrzymanie koncesji albo zezwolenia, kredytu, zabezpieczenia polisą, ulgi, zwolnienia, albo nawet zaniechania poboru, śledztwa lub kontroli.
Przyzwolenie to to samo co przełożenie, tylko że na służby.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale