28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  52   0

Jak wybrać kartę, która zagwarantuje sukces?

Traktat Lizboński jest, obiektywnie analizując, zły.
Zgoda na jego ratyfikację także jest zła.

Dlaczego tak jest? Otóż Europa jest organizmem chorym, który potrzebuje możliwie najszybszych gruntownych reform. To jest absolutna konieczność. Niestety ratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego odsuwa wszelkie reformy na wiele lat. Zmienia dekoracje od frontu, pozostawiając nietkniętym skostniałe wnętrze.   Hipoteza.Obaj bracia Kaczyńscy świetnie wiedzą o patologiach Unii Europejskiej i rozumieją, że bez poważnych reform Europa skazana jest na klęskę.
Zarówno Lech jak i Jarosław są jednak pragmatykami politycznymi, którzy w każdych warunkach zmierzają do wygrania dla Polski tyle, ile w danych warunkach jest możliwe. Chcą po prostu być skuteczni, uznają, że polityka wymaga cierpliwości, często dla osiągnięcia celu koniecznych jest wiele kroków, cel osiąga się stopniowo w miarę starannie wypracowywanych możliwości.
Czasem trwa to bardzo wiele lat.
Taka polityka jest niestety mało przejrzysta, szczególnie gdy „publiczność” nie wie jaki jest cel takiej gry, nie rozumie rzeczywistości taką, jaka ona jest. Nie może rozumieć, bo jest rozmyślnie i w złej wierze oszukiwana[1]. Kaczyńscy mając przeciwko sobie wszystkie siły polityczne, elity i media i zaledwie kilku sprzymierzeńców, decydowali się wygrać dla Polski tyle, ile uznają za możliwe w tych konkretnych warunkach. Najważniejszą wartością, którą uznają za najcenniejszą - jest czas. Czas dla Polski, w którym zachowamy w miarę najkorzystniejszą pozycję do wpływania na bieg europejskich wydarzeń, w zamiarze wypracowania możliwie najlepszego statusu na przyszłość. Stąd takie znaczenie „Joaniny” i protokołu brytyjskiego. Chodzi przecież o żmudne wypracowanie możliwie najobfitszego pakietu możliwości i szans, zanim nadejdzie czas decydujących rozgrywek. Bo dzisiaj mamy jeszcze czas nadymania się i stroszenia piór. Europejscy politycy zaspokajają swoje ambicje i zabierają się za dekoracyjne projekty. Dzieje się to, o czym mówiła przed laty Margaret Thatcher. W takim działaniu Europa skazana jest na niepowodzenie. Bracia zakładali, że dziesięcioletni okres wprowadzania Traktatu Lizbońskiego jest wystarczająco długi, aby siły zmierzające do ukręcenia łba europejskim patologiom mogły się skonsolidować w działaniu reformatorskim. Jarosław i Lech Kaczyńscy liczą na przeczekanie i doczekanie momentu, w którym dojrzeją warunki do możliwie najlepszego ustawienia pozycji Polski w geopolitycznym interesie. Liczą  na to, że Europa zrozumie, a wszyscy się przekonają sami, kto w tej grze wychodzi na osła.Oznacza to strategię zakładającą, że Traktat Lizboński nigdy nie dojdzie do skutku.
Cokolwiek z nim się stanie teraz,
w przyszłości będzie bez znaczenia.
 
Skoro dzisiejsze realia nie mają znaczenia,
to co trzeba robić teraz?
Budyń78+ napisał tekst „Traktat, pośpiech i wielkie słowa” w którym uzupełnia tę hipotezę, cytuję z artykułu Budynia:
W obecnych realiach nie istnieje możliwość nieprzyjęcia traktatu. W sytuacji, gdy popiera go większość społeczeństwa, nie znajdzie się żaden ważny polityk (polityk, nie gwiazda Internetu z grupą wiernych fanów, z całym szacunkiem), który powie „Nie”. Gdy Jarosław Kaczyński zaczął utrudniać ratyfikację, spotkał się z miażdżącą krytyką nawet ze strony resztki przyjaznych mu mediów („Wprost”, „Rzepa”), zaś u eurosceptyków zaufania nie zyskał za grosz. Podobnie z prezydentem. Stąd w obecnym momencie Kaczyńskim walka z traktatem się nie opłaca, bo wpycha ich w ramiona osób, które już dawno w tych ramionach widzieć ich nie chcą, z drugiej strony jest walką z większością społeczeństwa, otumanionego przez wyjątkowo jednomyślną w tej sprawie propagandę. Prezydent reprezentuje naród, a czego naród chce, już niestety wiemy, i nie jest to, czego chcielibyśmy my. Prezydent też zapewne tego nie chce, ale nie będzie szedł na wojnę z narodem, mając już i tak wystarczająco wiele otwartych frontów.(…) Głównym argumentem przeciwko naszemu wejściu do UE, a później przeciw naszej w niej obecności, był fakt, że Unia jest socjalistycznym potworkiem bez racji bytu. Ten argument nie tylko nie stracił na aktualności, ale zyskał na znaczeniu w momencie pojawienia się antyliberalnych zapisów Karty Praw. Nawet dziś Mikev pisze na swoim blogu: Cokolwiek by o Unii nie powiedzieć jest ona tworem szalenie kruchym, do tego z socjalistyczną, znajdującą się w permanentnym kryzysie gospodarką. Taki polityczny twór po prostu się nie rozwija. W najlepszym przypadku jest pogrążony w stagnacji. Najmniejszy wstrząs może doprowadzić do upadku całej organizacji, z którego już się nie podniesie. Dlatego moim zdaniem Unia Europejska nie przetrwa zbyt długo
Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale