28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  311   0

Czy można żyć z dziurą w głowie?

Jest to naprawdę ważna sprawa, podchodzę do niej ostatnio na różne sposoby i czuję brak porozumienia. Coś ludzie nie kojarzą. Uciekają od poważnej rozmowy. Nie radzą sobie z trudniejszymi tematami. Coś za łatwo zdaje się teraz maturę. Dymisja Marka Legutki niczego nie załatwi. Obserwuję namiętne dyskusje, poruszające się po obrzeżach, pomiędzy sensem, a nonsensem. Widzę bezradność, tematy wymykają się z rąk, rozpływają się w niezrozumieniu. A problemy dotyczą, najważniejszych pytań, które mogą zadecydować o tym, czy cywilizacja homo sapiens przetrwa na błękitnej planecie.
Ogólną odpowiedź znam:

Ziemia doskonale sobie poradzi bez cywilizacji człowieka myślącego, co nie znaczy, że ludzie nie myślący przetrwają.”

Katastrofiści, wielbiciele różnych maltuzjańskich teorii ogłaszali już setki razy różne daty końca świata, z przedziwnych powodów. Miała się skończyć żywność, ropa a nawet Europa.  Ma ją zniszczyć globalne ocieplenie. Dyskusje potrafią być zacięte. Były i są bezwzględne wojny na słowa o patriotyzmie, o wychowaniu, eugenice, a także o  kreacjoniźmie, teorii ewolucji no i naturalnie rewolucji, czyli stary konflikt prawego z lewym[1]. Nikogo to nie niepokoi. Jest dobrze. Raport Rzymski sam się skompromitował, czas pokazał, jak bardzo katastrofiści się mylili. Można przewrócić się na drugi bok, spać spokojnie.  

Teraz jednak, dość nagle coś się zmieniło. Jest jakoś inaczej. Ludzie zaczynają czuć w powietrzu swąd. Coś ich niepokoi. Nastroje się zmieniają. Gdzieś na włoskiej prowincji zamiast meczetu będzie plac imienia Oriany Fallaci. To jest tylko znak. To jest jeszcze tylko znak.
To jest jak ten krwawy kometa na firmamencie.

Uwazajcie dziennikarze. Wiatr się zmienia!
Nawet RAZ, w swojej ostatniej książce, przeleciał linię wiatru. Nie dlatego, że jest koniunkturalistą, nie. RAZ jest jednym z uczciwszych publicystów. Ale On już nie rozumie sygnałów od rzeczywistości cywilizacyjnej. Widziałem to wczoraj w telewizorze. Nie potrafił dopuścić Pani Barbary Fedyszak-Radziejowskiej do głosu. Była właśnie dyskusja o cenach żywności. Kto jak kto, ale Pani Radziejowska zna się na problemach wsi i produkcji rolnej, jak mało kto. Ale RAZ już myśli doktrynalnie. Nie potrafi zainteresować się możliwością wzbogacenia teorii i porównania jej z rzeczywistością.
Już ucieka przed jej falsyfikacją.
To jest konkretnie ta dziura w głowie.

* * *

Wygląda, że zanosi się na wojnę. A po Europie lata stado Niewinnych Chamberlainów, którzy co sekundę ogłaszają, że przywożą pokój.

A wojna nie koniecznie musi być energetyczna, na ostro[2] Coś wygląda na to, że światowi politycy grubo schrzanili swoją robotę, przez ostatnie kilkanaście lat. Nie mówię o polskich politykach, to zupełnie inna zaraza. O nich za moment.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Ceny żywności zaczęły gwałtownie i na całym świecie rosnąć. Słyszę różne wypowiedzi w tej sprawie. Niestety, przypominają one dawne dyskusje „Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności”, jeśli komuś jeszcze ta nazwa coś mówi. Czyli dyskusja o tym, jak przyjąć mężnie na klatę narzucające się sprzeczności, zręcznie je wyjaśnić, tak, aby nic nie zmienić w przepięknej doktrynie komunizmu[3].

Ceny żywności niespodziewanie zaczęły rosnąć,

a dyskusje na ten temat, niestety przypominają bezradne drapanie się po głowie. Widać wyraźnie zaskoczenie. Ktoś wytacza argument drenowania rynku producentów żywności przez tworzący się rynek producentów biopaliw. Rachunki pokazują, że takie wyjaśnienie nie jest wystarczające, ale także trudne do odrzucenia. Z pewnością, to jedno wyjaśnienie nie wystarczy. Inni mówią o powiększającym się rynku żywności na nowych rynkach azjatyckich, o głodnych Chinach i Indiach. Ta przyczyna także nie jest bez znaczenia.
Mogę tylko powiedzieć:
- A nie mówiłem! Piszę o tym na zmianę z Marylą, od roku.  

Są eksperci, którzy mówią o kontrolowanym, reglamentowanym i protekcjonistycznym, ręcznie sterowanym przez CAP niby rynku, obwiniając Europejską Politykę Rolną. Podobnie jest z amerykańską polityką rolną, także ostro  zapędzoną w państwowe dopłaty do rolnictwa. Znowu jest to tylko jeszcze jedno, tylko jedno z wielu źródeł zła, ale o dużo bardziej złożonym kontekście niż chcieli by to widzieć doktrynalni felietoniści. Mówiąc zwięźle, każde euro wypłacone europejskiemu rolnikowi odebrane jest od ust głodnym afrykańskim Afrykanom.

To jest jeszcze jedno zjawisko, które może być użyte tylko do częściowegowyjaśnienia ewenementu nagłego wzrostu cen żywności. Podkreślam, to jest tylko częściowe wyjaśnienie i stanowczo nie wystarczające,  niestety.

Ceny ropy również zaczęły rosnąć,

a wysiłki podejmowane w celu zrozumienia tej sytuacji są podobnie jałowe jak i próby wyjaśnienia problemu z żywnością. Podobnie uczeni, eksperci oraz polityczni mistycy poszukują jednego prostego wyjaśnienia, szukają winnego, albo nawet kozła ofiarnego. Nic z tego, ani Chiny, ani Indie, ani nawet Rosja. Są też zwolennicy spiskowej wizji dziejów, którzy zauważają, że jedynym krajem, który zyskuje na tym kryzysie jest Rosja. Rosja, która była i jest karłem ekonomicznym, urosła przez ostatnie piętnaście lat, tylko dlatego, że ceny ropy wzrosły przez te lata jedenastokrotnie.

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale