28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  448   0

Systemy ustrojowe Rzeczpospolitej. Konieczność zmiany? Czy jojcz

Kilka światłych umysłów zaangażowało się ostatnio w obronę rzeczywistości przed zmianą[0]. Jest dobrze! Broń nas marksistowska opaczności[1] przed wszelką naprawą Rzeczpospolitej!
To jest niestety zwykła fobia[2] każdej zapyziałej w zaścianku konserwy[3], która w każdym krytycznym podejściu widzi co najmniej jojczenie, jeśli nie zbrodnię stanu.

Zwykła szkolna nauka prakseologii[4], ujawnia jednak zaskoczonej publiczności, że każde, absolutnie bez wyjątku każde efektywne działanie, nie może być zainicjowane bez krytycznej dokumentacji stanu początkowego. W każdym praktycznym działaniu, bez względu na to czy dotyczy ono polityki politycznej, gospodarczej, energetycznej, czy nawet zwykłego seksu. Wszędzie i zawsze. Nawet w interesach, zwanych przez współczesnych komunistycznych ideologów społecznej gospodarki rynkowej[5] businessem. Jest wstępem do każdego business planu, polega na analizie aktualnej i projektowanej business position. Żaden bank nie nazwie tego jojczeniem. Co najwyżej nie da kredytu, gdy tego „jojczenia” zabraknie. Tyle wstępu.

 

Systemy ustrojowe Rzeczpospolitej

Jest to trzecie zagadnienie, przyjęte do planu działalności powstającego Instytutu Geopolityki Polskiej[6].

 

Skrót opinii o stanie ustalonym od 1990 roku.

Populistyczna gawiedź czołowych polityków wszystkich partii, specjalistów od marketingu politycznego, propagandy i innych manipulatorów politycznych, dziennikarzy z listy „autentycznych elit”[7] - z powodu wrodzonej wykształciuchom niekompetencji, jest przekonana, że do naprawy Rzeczpospolitej wystarczy parę ważnych, co ja mówię, zaledwie kilka niesłychanie ważnych zmian. Parę zmian Konstytucji, może jeszcze kilka zmian ustawowych, w rodzaju tych, którymi zajmuje się parlamentarna komisja Pana Palikota. W obiegu publicznym jest jeszcze trochę zupełnych bredni w rodzaju „tanie państwo”, „jedno okienko”. Jest to niestety pył, sypany społeczeństwu w oczy. Propagandowe kłamstwo.

 

Nie ma żadnej technicznej trudności z tym, by problem, a nawet program koniecznych zmian systemów ustrojowych przedstawić w sposób równie prosty, jak prezentowane teraz banialuki. Jest z tym niestety jeden, jedyny hak. Prawdziwe zmiany, prowadzące do budowy przyjaznego obywatelom państwa, są sprzeczne z interesem egoistycznych oligarchii kapitalizmu politycznego, kleptokracji[8] i ich usłużnych sługusów, tych (…)[9].


Jest to przyczyna zjawiska, polegającego na tym, że każda próba doprowadzenia do najmniejszej nawet zmiany, która mogłaby przywrócić Polakom przyjazne im Państwo, spotyka się z gwałtowną, pełną nienawiści agresją kłamstwa, prowokacji politycznej, zniesławienia i zamachami stanu, prowadzonymi różnymi, coraz kosztowniejszymi metodami. Jak zawsze w takich przewrotach, dobra szkoła dwóch Józefów, Goebbelsa i Stalina wskazuje, że do ich sprawnego  przeprowadzenia potrzebna jest pełna wspólnota myśli i koordynacji[10] działania dziennikarzy i wszystkich policji. Józef Stalin już w 1920 roku mawiał – komunizm, to dyktatura dziennikarzy. A służby, na służbie. Tak, toczno.

 

Zakres koniecznych zmian.

Jest to zasadniczy nurt pracy Instytutu Geopolityki Polskiej, obejmujący strumień tematów splatających się we wspólnym nurcie, ujętych jako „Zagadnienie 3)” w programie zadań i celów Instytutu. Warstwa merytoryczna, wbrew pozorom nie jest taka trudna, choć bardzo obszerna. Najtrudniejsze jest coś, co nazwałbym przełożeniem na język domeny publicznej, na język sprawnej komunikacji społecznej. Zamierzam poświęcić tej sprawie odrębny wpis, teraz tylko chciałbym przekazać wstępną wskazówkę, sugerującą w czym rzecz

 

Problem nie leży w sprawności zawodowej dziennikarza, który teoretycznie powinien być tym profesjonalistą od przełożenia wyniku pracy Instytutu, na język Debaty Publicznej.  Nie. To nie jest tak. Wbrew pozorom nie jest też prawdą, że wszyscy dziennikarze są już zdemoralizowani i „nie ma już na kogo liczyć”.

Specjalnie po to, by wykazać, że tak nie jest, zadałem publiczne pytanie, prosząc o wskazanie z imienia i nazwiska uczciwego dziennikarza, pracującego w telewizji i aktualnie realizującego własny, polityczny program publicystyczny. W odpowiedzi zobaczyłem jej nazwisko.

 

W rzeczywistości sprawa jest gdzie indziej, w empatii.

Przez ostatnie dwadzieścia lat szkoła i szerzej, domena publiczna tak silnie debilizuje poziom opinii publicznej, że dostępny język komunikacji społecznej staje się po prostu niewystarczający do przekazywania prawdziwych problemów. 

Kilkanaście lat temu, jeden ze znakomitszych polskich matematyków opowiadał, że rozpoczynając pierwszy wykład, dla swoich nowych studentów, próbował przetestować wyniesione z ich dotychczasowego kształcenia i wychowania możliwości rozumienia i kojarzenia, wrażliwości i nawet poczucia humoru. Chodziło o odpowiedź na pytanie:

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale