28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  1260   0

Art. 10. ust. 1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na

władzy  ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.   

Niektórym politykom, dziennikarzom, a nawet całym środowiskom politycznym wydaje się, że do naprawy Rzeczpospolitej, wystarczą drobne zmiany w Konstytucji. Niestety, tak nie jest. Jedną z najtrudniejszych prac Instytutu Geopolityki Polskiej, będzie uporządkowanie wiedzy o chaosie ustrojowym i zaproponowanie rozwiązań na miarę polskiej racji stanu w tym zakresie. A oto skrótowy obraz ustrojowej mętnej wody, z której każdy sobie coś ...

Konstytucyjna istota rzeczy skupiona jest w pojęciu równowagi. Zwracam uwagę szanownych czytelników na słowo „równowaga”. Bardzo możliwe, że jest to klucz do zrozumienia współczesnej polskiej rzeczywistości. Nie jest to jednak równowaga pomiędzy klasycznymi elementami trójpodziału władzy. Zdecydowanie nie. Wystarczy poczytać dalej. Okazuje się, że partnerów tego podziału jest zdecydowanie więcej.
Ust. 2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.
Ta równowaga wcale nie przypomina przeciągania liny po trójkącie, gdzie każdy przeciąga ją z każdym, trzymając ten układ w równowadze. Już tylko w artykule dziesiątym Konstytucji wymienionych jest  sześciu partnerów.  A w przecież, każdy z nich jest w rzeczywistości złożonym systemem.

Dlatego współcześnie już nie mówi się o trójpodziale, ale o poliformiźmie władzy. Wystarczy pomyśleć o takich potworach, jak „środki masowego przekazu”, albo „służby specjalne”, które dawno przestały komukolwiek służyć, ale mają własne interesy i wyrastają nagle na samodzielnego suwerena. Ogon zaczyna machać psem. Takich suwerenów, działających jako samodzielne podmioty władzy jest więcej, wystarczy wymienić coś tak niezwykłego jak ośrodki wpływu, które już dawno temu przestały być małymi szczurami, żerującymi gdzieś w ministerialnych bufetach. Zapomnijmy o lobbingu. To są już wielkobudżetowe organizacje, koncerny, które znalazły sobie poza Konstytucją, niezwykle dochodowe przestrzenie dla szarlatanów, faktycznie manipulujących władzą, szarpiących z publicznego stołu wszystko, co da się pożreć.

Klasycznym przykładem jest autoreklamiarskie wystąpienie Erick’a Mistyfikiewicza w „Dzienniku”. Jegomość zawodowo zajmujący się taką działalnością, zwierzył się dziennikarzom. Porażający materiał, wypowiem się o nim później.

Kolejnymi ośrodkami, które nieoczekiwanie skupiły pozostający całkowicie poza wszelką publiczną kontrolą, ściągnięty z konstytucyjnego stołu, ogromny i krwisty ochłap konkretnej władzy, są dziwne twory organizacji pozarządowych, zwanych niekiedy „ngo”. Przykładem takich tworów jest konglomerat „Fundacji Batorego”, zwany także „Straszną Sitwą Smolara”. Jest to jeden z  prawdziwych „układów” III RP, faktycznie sprawujących pozakonstytucyjną władzę. Jest to skupienie niektórych „organizacji pozarządowych”, czyli fundacji i stowarzyszeń zrzeszających ludzi władzy, którzy bez względu na to, czy mają, czy nie mają konstytucyjnej legitymacji do jej sprawowania, stamtąd tę władzę faktycznie sprawują.

Groźne jest to, że te akurat ośrodki władzy, są finanasowane naprawdę bardzo dużymi pieniędzmi, pochodzącymi niekiedy z bardzo dziwnych źródeł zagranicznych. Pieniądze te często pochodzą od obcych rządów, co zwykle na świecie jest zakazane, jako zagrażające bezpieczeństwu państwa. Wyobraźcie sobie drodzy czytelnicy, polski rząd, jawnie finansowany przez rząd innego kraju. To prawie tak wygląda. Dawniej powiadało się o ludziach tak opłacanych - jurgieltnicy.

Kolejnymi suwerenami rządzącymi Polską obok prawa, są wielkie korporacje zawodowe, mam na myśli prawnicze, lekarskie, nauczycielskie i inne bujające się w wirtualnej przestrzeni prawnej organizacje, trochę udające coś w typie samorządu zawodowego, [samorząd lekarski], [samorząd gospodarczy], a trochę zwykłego stowarzyszenia.  Wyodrębniłem dwa samorządy jako  dwa bieguny absurdu niszczącego polski system ustrojowy, idiotyzując ten system tak, że już nie można o nim mówić jako o systemie ustrojoym, ale …Za moment.

Teraz [samorząd lekarski], który faktycznie jest stowarzyszeniem lekarzy, działający w ich interesie zawodowym, jest więc raczej organizacją typu związku zawodowego, który jednak ma w swoim zakresie spory zakres obowiązków publicznych, a w tym mniej więcej takie zadania: 
- Jest to obszar wymagań i nadzoru publicznego, dotyczących lekarzy. 
- Lekarzom powierzono więc nadzór nad samym sobą. Podobnie jest innymi korporacjami zawodowymi. Są państwami w państwie. Nawet mają swoje własne sądownictwo.

W ten sposób Polska rozpada się na odrębne i suwerenne sub-państwa korporacyjne, których interes jest ich własny, zawodowy, często niezależny od interesu publicznego, zapomnijmy więc na przykład o interesie pacjentów. Szpitale nie są już ośrodkami zdrowia, są zakładami pracy lekarzy. W ten sam sposób, gdy mówimy o [samorządzie prokuratorów], zapomnijmy o interesie sprawiedliwości. PRL był nazywany kiedyś Polską resortową, teraz mamy korporacyjną. 

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale