Michał Gadziński Michał Gadziński
100
BLOG

Optymizm "Walca stulecia"

Michał Gadziński Michał Gadziński Kultura Obserwuj notkę 1

Odświeżyłem sobie po dziesięciu latach tę bez dwóch zdań najlepszą prozatorską pozycję Ziemkiewicza. W jednej z recenzji znalazłem taki fragment:

 

Od dłuższego czasu można zauważyć u Ziemkiewicza pewną tendencję. Jego teksty stają się z roku na rok coraz bardziej pesymistyczne. O ile raczej nigdy jego wizje świata przyszłości nie były dla czytelnika zbyt pociągające, to jednak zwykle końcówka dawała promyk nadziei, że coś może ulec zmianie na lepsze. Tak było w „Szosie na Zaleszczyki”, „Źródle bez wody”, „Pięknie jest w dolinie”, czy też „Pieprzonym losie Kataryniarza”. Jednak następne utwory „Czerwone dywany”, „Śpiąca królewna”, czy „Tańczący mnich” już żadnej nadziei nie ukazują. Tak też jest i w „Walcu stulecia”. Tu przegrywają wszyscy bohaterowie – Orin Bethlen, wykorzystany przez korporacje i pozostawiony przez obydwie kobiety, które coś dla niego znaczyły, Malaspina i Radu Michnea będące tylko pionkami w rozgrywce, Walter Schida i jesseniści, których chęć niesienia pomocy zostaje bezwzględnie wykorzystana dla celów organizacji Kuruty.

http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=60

 

No właśnie – bohaterowie generalnie przegrywają, ale zakończenie książki moim zdaniem niesie pewną nadzieję dla świata. Świat przedstawiony bowiem to dość prawdopodobna wizja tego, jak za kilkadziesiąt lat wyglądać będzie znany nam świat demoliberalizmu, politycznej poprawności i "postępów postępu". Paradygmat demoliberalny zostaje totalnie skrytykowany w filozofii Kaufmana. Jesseniści, tacy ichni "lasandryści" przedstawieni są jednoznacznie pozytywnie. Kuruta to taki Ojciec Chrzestny, mafioso, który nie wydaje się aż tak sympatyczny jak Don Vito. Ale pod koniec powieści, jak poczyta się jego wypowiedzi – on naprawdę postanawia przyjąć chrześcijaństwo, zdaje sobie sprawę, że świat nie może dalej funkcjonować na takich zasadach. Kuruta, przejmując coraz to więcej władzy zmierza przecież do instauracji monarchii. Zbliżenie do jessenistów sugeruje, że on chce, aby jego władza opierała się na czymś więcej niż naga siła. Chlodwig, Pepin czy nawet nasz Mieszko może nie byli jakimiś dobrotliwymi misiami, ani wyrafinowanymi intelektualistami, ale w sumie zapoczątkowali coś nowego. Dobrego.

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura