Ucieszyła mnie wczorajsza zgoda narodowa. Fakt, że wszyscy uczcili 17 września, że oficjalna delegacja pojechała do Katynia, że Prezydent powiedział tam to, co powiedział – żeby żyć przyszłością, ale nie zapominać prawdy o przyszłości. Że dużo programów poświęciła obchodom TVP. Nie widziałem filmu „Katyń”, ale cieszę, się, że powstał.
Czy dzień 17 września 2007 roku nie wstał nad IV Rzeczpospolitą? W takim tego słowa znaczeniu, że jednak wizja historii, pamiętania tylko win swoich, a nie zbrodni na własnym narodzie, została zastąpiona inną, bardziej świadomą, bardziej refleksyjną. To nieprawda, że tylko wyborcy PiS myślą o historii. Sonda na jednym z portali pokazała, że grubo ponad połowę biorących udział (głównie młodych) wyraziła chęć obejrzenia filmu Wajdy. Widać jest zapotrzebowanie na takie filmy. To duży sukces – nie tyle polityczny, ale historyczny i społeczny. Pokazał, że mimo wewnętrznej wojny zwolennicy polityki historycznej potrafili społeczeństwo czegoś nauczyć. Cieszę się, że Andrzej Wajda zapomniał o tym, co o martyrologii mówiono w latach 90tych i z własnej potrzeby duchowej nakręcił ten film. Świadczą o tym słowa Tadeusza Sobolewskiego w jak zawsze czujnej „Gazecie Wyborczej”: Wajda przypomina „tradycyjny związek Polski z nieszczęściem – niechciany, zapomniany, bielicujący z cywilizacyjnym supermarketem.”
Jest coś na rzeczy. Coś się w Polsce istotnego zmieniło. GW pisze, chce się oglądać ten film „niezależnie od wszelkich głupich partyjnych ideologicznych sporów, o których zapomnimy za kilka lat”. A więc polityka historyczna odniosła sukces nawet wbrew GW. Jest czyjąś zasługą, że chce się ten film oglądać. A na końcu – skoro o tych sporach zapowiemy już za kilka lat, to może nie są one aż tak poważne, jak GW opisuje? Przecież o totalitarnym reżymie kaczystowskim nie zapomina się po kilkunastu miesiącach, jak o „głupim sporze”.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)