Wszystkim zainteresowanym Onet rzucił jedynie wstęp do nowej książki Kazimierza Marcinkiewicza a Dziennik mały jej fragment.
Mimo fragmentaryczności ukazuje się pewna całość. Szanuję Marcinkiewicza za lojalność i za to, że - poza kilkoma drobnymi zdarzeniami - nie mścił się na PiS tak, jak inni, którzy zostali potraktowani dość szorstko przez Jarosława Kaczyńskiego. Szanuję go również za właściwą samoocenę - wie, że nie jest liderem. To prawda! Mówi rzeczy ogólnie słuszne, ale jakoś brak mu werwy, brak wielkości, innego formatu.
Choć przed dwoma tygodniami wróżyłem coś nowego między Gowinem i Marcinkiewiczem, choć to się sprawdziło, już teraz brak mi optymizmu. Nie wygląda to zachęcająco, każde kolejne dni pokazują, że szybko nie będzie innego wyboru niż PiS i PO.
Mam wrażenie, że w swych ostatnich peanach na cześć premiera Marcinkiewicza, Jarosław Gowin odrobinę przesadził. Podobnie jak w przypadku pochwał Radosława Sikorskiego. Mimo swych licznych talentów Sikorski cierpi na podobną chorobę jak Kazimierz Marcinkiewicz - przerost formy nad treścią. Tak jakby ich popularność trochę przerastała ich możliwości.
Nie wydaje mi się jednak, by ewentualna nowa frakcja złożona z wyżej wymienionych panów, była w stanie zaproponować Polsce coś nowego. Z pewnością Marcinkiewicz ma rację, że trzeba zmiany. Ale nie wystarczy zmiana pokoleniowa, potrzebujemy zupełnie innego rozumienia tego, czym jest polityka - rozumienia polityki jako części kultury - szerokiego pola działalności zmierzającej do zmieniania Polski na lepsze.
Ale czytając to, co mają do zaproponowania - wstęp do książki premiera Marcinkiewicza, albo tezy senatora Gowina (z Dziennika) istnieje obawa, że ich program sprowadzi się do banałów o wykształconej młodzieży i zdolnych samorządowcach. Czy nie proponują nam partii ludzi w świetnych garniturach, władających językami, ogólnie sympatycznych, niezwykle z siebie zadowolonych, mających słuszne poglądach, chcących dobrze, ale zupełnie pustych w środku. Najbardziej obawiam się tej rzekomej fachowości i wewnętrznej ziejącej duchowej pustki. Nie widzi mi się rząd technokratów przywiezionych w plecaku z Londyńskiego City przez premiera Marcinkiewicza. Mimo wszystkich możliwych zarzutów politycy intelektualiści tacy jak Jarosław Kaczyński i Jan Rokita - to jednak dziedzictwo polskiego etosu inteligencji.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)