Debata Kwaśniewski-Tusk była ciekawsza niż poprzednie. Miała też lepiej nakreślone pole bitwy - kto broni jakiego stanowiska. Mimo to - prócz chwilowemu podniesieniu emocji Polaków - debaty niczemu nie służą.
Pisałem po piątkowym starciu, że nie lubię debat. I podtrzymuje swoje zdanie. Niczego nie wnoszą do kampanii. Również z dzisiejszej nie dowiedziałem się wiele o programach PO i Lid, nie dlatego, że zawodowo śledzę życie polityczne, ale przede wszystkim dlatego, że „to już było".
Choć po piątkowej debacie faktyczne jest wahnięcie na korzyść PO - ciekaw jestem czy dzisiejsza przyniesie jakieś zmiany. Debaty są po prostu takim samym elementem kampanii wyborczej jak spoty i plakaty - i też rządzą się takimi samymi prawami. Nie liczmy więc na konkrety, programy i deklaracje.
Mimo to debata prezydenta Kwaśniewskiego z Donaldem Tuskiem była bardziej merytoryczna niż poprzednie, a szczególnie Tusk-Kaczyński. Pojawiało się więcej argumentów, było kilka elementów zaskoczenia. Była trochę ciekawsza, ale jako widz muszę przyznać - wiało nudą. Inaczej też wyglądało zachowanie publiczności. Dzisiejsze oklaski to coś zupełnie innego niż piątkowe ryki. Publika nie była tak irytująca jak w piątek - co może pokazywać, że zwolennicy PO są do LiDu nastawieni życzliwie.
Debata ta była lepsza niż poprzednia również dlatego, że miała wyraźnie naznaczony cel. W piątek Kaczyński i Tusk chcieli pokazać, że są od siebie lepsi. Był to spór czysto wizerunkowy.
Dzisiaj jednak chodziło o coś innego. Tusk i Kwaśniewski chcieli pokazać, że się różnią od tego trzeciego - partii Kaczyńskich. Kwaśniewski atakował PO za to, że jest zbyt podobna do PiS. A Tusk krytykował LiD za to, że jest lewicowe i - podobne do PiSu. Każdy z nich próbował więc przekonać, że nie jest PiSem, że jest oryginalny w swej lewicowości lub prawicowości. Tusk usiłował wytknąć LiDowi PZPRowskie korzenie (by odciąć się od postkomunizmu), zaś Kwaśniewski szydził, że Tusk i Kaczyński to co prawda pokłóceni koledzy ale - z tej samej piaskownicy, by zadeklarować, że z PiSem nie ma nic wspólnego. Pokazywali też, że w polityce gospodarczej LiDowi, zaś w polityce historycznej (lustracja, WSI) i antykorupcyjnej Platformie - blisko jest braciom Kaczyńskim.
Jeśliby tak było - to po co głosować na PO i LiD, skoro będzie to oznaczało oddanie głosu na PiS? Po co w ogóle iść do wyborów? Na tym paradoksie polega słabość debat. Jeśliby uznać, że pojedynek Kaczyński-Kwaśniewski wygrał raczej premier, pojedynek Kaczyńskiego z Tuskiem - raczej lider PO, zaś dzisiejszą batalię Kwaśniewski-Tusk odrobinę były prezydent - to każdy wygrał jeden mecz i każdy jeden mecz przegrał. Mam nadzieję więc, że nie będzie już więcej debat w tej kampanii! Jak pisał Bruno Jasieński „Wszyscy jak było, mieli rację/ chociaż przekonać mnie wielki trud był/ Pan Bóg pojechał na wakacje/ a święci w raju grają w futbol." Nikt od nikogo się nie różni, wszyscy są tacy sami, wszyscy się kłócą, ale też zgadzają ze sobą...


Komentarze
Pokaż komentarze (41)