No więc nie wygląda to dobrze. Kampania wyborcza była bardzo krótka, ale mam wrażenie, że skończyła się w zeszły piątek - na konferencjach prasowych po debacie. Lepiej by było, gdyby się wtedy skończyła.
Ostatni tydzień to była straszna dogrywka - lepiej by jej nie było. Z daleka, szczególnie z Końca Polski, wygląda to jak ostatnia scena zapasów, w której sędziowie już nie patrzą kto kogo kopie po kostkach, a kto ugryzie w ... Nie ma oddechu, nie ma wrażenia, że to była kulturalna walka o głosy Polaków. Nie bardzo chce się też opisywać ostatnie dni. Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób, ale z tej perspektywy wygląda to na chocholi taniec.
Na przystanku autobusowym w Ustrzykach Górnych wisi kilka plakatów wyborczych. Jesienna słota sprawiła, że nie do końca jestem pewien, czy to afisze z wyborów samorządowych 2006, czy też z niedzielnych wyborów, które mają być ponoć najważniejsze od 1989 roku - jak zgodnie powtarzają wszyscy od przewodniczącego Olejniczaka po premiera Kaczyńskiego. To rzeczywiście będą niezwykle ważne wybory, od tego, czy wygra w PO czy PiS naprawdę dużo zależy. Problem w tym, że po ostatnim tygodniu kampanii obu tych partii nie bardzo da się już lubić.
Moje radio samochodowe odbiera tu tylko „Trójkę", w której trafiam wciąż na ogłoszenia PSL. Wiedzy o świecie nie czerpię z gazet - te nie docierają tutaj po sezonie. Zostaje mi tylko Internet i lekko szumiąca telewizyjna jedynka.
Co jakiś czas przychodzi sms albo mail z łańcuszkiem - idź do wyborów i zagłosuj. Wszyscy chcą by inni poszli i głosowali. Dziwnym trafem, nie chodzi o głos jakikolwiek, tylko o głos przeciw PiS.
Bez ładu i składu trafiam na wypowiedzi a to Wałęsy, a to Tuska, a to premiera a to prezydenta, potem premiera Mazowieckiego, później znów minister Bartoszewski, potem Wojciech Olejniczak. I tak w kółko. Serwisy informacyjne podają ostatnie przedwyborcze sondaże. Pewnie za chwilę przedstawią swoje Fakty TVN i Wiadomości TVP. Zmieni się lider, albo lider się umocni. Jeszcze ostatnie prośby o głosy, ostatnie prośby o wybaczenie i pójdziemy spać. Aleksander Kwaśniewski prosi o wybaczenie, Lech Kaczyński wybacza - w imieniu miłości. Zresztą bez względu na to, czy wygra PiS czy PO prezydent Kwaśniewski raczej odchodzi do przeszłości, zaś nadchodzi czas prezydenta Kaczyńskiego. LiD chyba się zawiódł na tak popularnej twarzy, jaką miał były prezydent. Zaś Lech Kaczyński stoi przed nową sytuację - albo współrządzenie z PO, albo wreszcie możliwość zrealizowania programu przez partię jego brata.
Cisza wyborcza ma szczególnie w Polsce wielką symbolikę. Przypada zawsze w sobotę przypominając o Wielkiej Sobocie - czasie oczekiwania po Wielkim Piątku na Wielkanoc. Oczekiwaniu w ciszy, z lękiem, czy znów się stanie.
A w Bieszczadach wciąż leje deszcz, jesień, smutno. Nie widać stąd sportowego współzawodnictwa, raczej niespokojne oczekiwanie na wyrok. Co będzie w poniedziałek? Finis Poloniae? Dla kogo?


Komentarze
Pokaż komentarze (18)