33 obserwujących
222 notki
150k odsłon
  377   0

Walcząc w słusznej sprawie

Wyjeżdżając na wakacje nie spodziewałam się, że będę miała powód, by coś pisać na blogu. Opisywanie widoczków i wspomnień chciałam zostawić sobie na trudne chwile po powrocie do miasta.

A oto wynikła bardzo ważna sprawa, o której chcę napisać tekst – mocny i pełen przekonania. Otóż dziennikarce Joannie Najfeld, piszącej do „Gościa Niedzielnego”, wypowiadającej się w różnych programach publicystycznych – zadebiutowała w „Warto rozmawiać” Pospieszalskiego – wytoczono proces. Zaskarżyła ją Wanda Nowicka, szefowa feministycznej organizacji Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny o pomówienie. A konkretnie chodzi o to, że Joanna Najfeld „wytknęła feministkom ich finansowe powiązania z biznesem aborcyjnym i antykoncepcyjnym” – jak pisze Przemysław Kucharczak w artykule pt. „Uciszyć Joannę” (Gość Niedzielny z 26 lipca). link do strony

Nie zajmowałam się wcześniej ani debatami, w których ta dziennikarka brała udział, ani ideologicznymi nawalankami na linii In vitro – aborcja – eutanazja – homoseksualizm. Swoją opinię mam wyrobioną i niezmienną. Cieszyłam się, że jest osoba, która moich poglądów broni w sposób kulturalny, posługując się merytorycznymi argumentami… Ale to było wszystko, co o niej i jej działaniach wiedziałam.

Gdy moja siostra odczytała całej naszej rodzinie na głos wyżej cytowany artykuł, najbardziej zaskoczyło mnie, kim Joanna Najfeld jest: żadna szychą, żadna ważną personą, tylko – zwykłym człowiekiem. I czemu zaczęła robić to, co robi, czemu zabrała głos.

Skąd się wzięła w polskiej debacie publicznej publicystka, która tak irytuje osoby o lewicowych poglądach? Joanna Najfeld ma 27 lat. Nie była związana z żadnym kościelnym ruchem, tyle że co niedzielę chodziła do kościoła. Do matury nie bardzo interesowały ją aborcja, eutanazja, ani nawet kto w Polsce jest premierem. Dopiero w Poznaniu, gdzie studiowała anglistykę, jej poglądy zaczęły się krystalizować. – Anglistyka w Poznaniu jest siedliskiem feministek. Oczywiście są tam też wspaniali naukowcy. Jednak idziesz na literaturę i na pierwszych zajęciach omawiamy homoseksualną biblię, na drugich uczymy się, że Szekspir był gejem, bo np. dużo pisał o drzewie, a drzewo to symbol falliczny… Inna prowadząca rozdaje nam angielski artykuł z tezą, że Kościół katolicki krzywdzi kobiety. Mieliśmy następnie odpowiadać na pytania na podstawie tego artykułu, używając zawartych w nim argumentów. Urabiali nas ideologicznie. Czułam się tym zmolestowana na maksa, ale nie miałam odwagi, żeby zabrać na ten temat głos – wspomina. – Joanna Najfeld bała się odezwać? – dziwimy się. – Tak. Ściskało mnie w środku, więc milczałam. Tylko po powrocie do mieszkania włączałam Internet i szukałam, jaka jest prawda. Znajdowałam dane naukowe np. o homoseksualizmie na anglojęzycznych stronach. I powoli układałam to sobie w głowie – wspomina. Uczestniczyła też w dodatkowych zajęciach w Krakowie na temat religii w USA. Prowadząca dzień w dzień atakowała Kościół katolicki. – W przerwach chodziłam sobie do kościoła Mariackiego przed Najświętszy Sakrament. Modliłam się: „Panie Boże, daj mi siłę, żebym kiedyś wstała i coś powiedziała. Daj mi siłę albo mnie nie stawiaj w takiej sytuacji” – wspomina. – No i rzeczywiście, wkrótce zaczęłam coś na zajęciach przebąkiwać – mówi.

Przestraszyłam się, przeczytawszy te słowa, bo właśnie zapisałam się na studia językowe. Mam nadzieję, że nie będę tego przechodzić. Ale jeśli nawet, to na pewno nie będę milczeć. Tak jak Joanna – ta zwykła dziewczyna, gdy przestała się bać, zaczęła robić niezłe rzeczy:
Jeszcze na studiach zaczęła z kolegami przeprowadzać różne akcje społeczne. Kiedy w 2006 r. pismo „Machina” zamieściło na okładce twarz piosenkarki Madonny, wklejoną do welonu Matki Bożej Częstochowskiej, Joanna z kolegami wymyślili bojkot firm, które się w „Machinie” reklamowały. Zaproponowali, żeby internauci informowali tych reklamodawców o bojkocie w listach elektronicznych. Efekt był zaskakujący, bo Polacy tylko na to czekali, żeby ktoś taki pomysł rzucił. Ludzie codziennie wysyłali setki maili. Wkrótce z reklamowania się w „Machinie” zrezygnowały wielkie firmy Orange i Philips. Polacy zagłosowali portfelami. W związku z tą akcją Joanna Najfeld została zaproszona do „Warto rozmawiać”.

***
Ci, którzy mnie znają i czytają, wiedza, że nie jest to blog polityczny. Od kontrowersyjnych wpisów wywołujących kłótnie staram się trzymać jak najdalej. Jednak, kiedy można czy wręcz trzeba wyrazić, nie boje się powiedzieć tego, co myślę. Długo się tego uczyłam i dużo przeszłam, zanim dotarłam do tego punktu. Teraz w kwestiach zasadniczych mam swoje zdanie, ugruntowane i niezmienne, ukształtowane przez bliskie mi autorytety, które mnie nigdy nie zawiodły: naukę Kościoła, myśl Jana Pawła II, Biblię, a także słowa mojego mądrego ojca. Wiem, że In vitro jest złe, bo uderza w godność człowieka, aborcja i eutanazja to po prostu zabójstwa, a homoseksualizm to zboczenie.

Mam 19 lat, a już wiele razy zdarzało mi się bronić swoich opinii, czasem o nie walczyć, często słuchać wielu bzdurnych pomówień i oskarżeń. To, ze się nie ugięłam, nie jest moja zasługą. Jest to zasługa tych, którzy dali mi solidne fundamenty, na których mogę mocno stać, i tych, którzy mnie cały czas wspierali. Wielokrotnie pomagał mi tata, umacniając mnie w przekonaniu, że mówię prawdę, gdy miałam wątpliwości, gdy nie wiedziałam, komu wierzyć. Pomagał mi wynajdywać argumenty, by rozsądnie dyskutować. Przez kolejne lata w gimnazjum, a tym bardziej później, w liceum, doświadczyłam wielu ataków z różnych stron. Doświadczyłam prześladowań. A zdarzało się, że ci, którzy mnie tępili, zaczynali mnie potem szanować. Nauczyłam się nie brać wszystkiego emocjonalnie, bronić się z zimną krwią, zachowywać dystans – albo nakładać maskę.

Wszystko to jednak nie sprawia, że nienawistne ataki ze strony innych ludzi nie sprawiają bólu i nie robią na mnie żadnego wrażenia. Trzymam się swojego zdania, ale bola mnie niesprawiedliwe i często napastliwe
słowa nienawiści. Jak mają nie boleć?

Po jednej czy drugiej dyskusji, gdy wszyscy próbowali mnie zakrzyczeć, a ja twardo obstawałam przy swoim, zdarzyło się, że koleżanka zapytała mnie o zdanie w jakiejś kontrowersyjnej kwestii. Po utarczce z przemądrzałą nauczycielką z wielu stron słyszałam głosy: podziwiamy cię, bo jesteś twarda. O nie dajesz się zakrzyczeć. Bo nie boisz się wyrażać swojego zdania, nawet, gdy jest „niepoprawne politycznie”. Że się nie poddajesz i walczysz.
Tak mówili. Po cichu mnie podziwiali. Na forum nigdy nie wzięli mojej strony. Nikt mnie nie popierał.

Taka jest „ta dzisiejsza młodzież”. Już o tym nie raz pisałam. Ale ja nie chcę dać się zastraszyć. W minionym roku szkolnym użerałam się z wieloma problemami, dużymi w skali lokalnej. Głównie z głupotą nauczycieli. Koledzy patrzyli na mnie i mówili: „po co ci to było? Kłóciłaś się, podpadłaś, to teraz masz.” Ja tez się tego bałam. Wiele razy myślałam, czy nie zawrócić z wybranej drogi. Ale stwierdziłam, że niektórych rzeczy nie można przemilczać. Trzeba wstać i powiedzieć „non possumus”. Zgadzam się z Joanną Najfeld, gdy mówi: „Jeśli wszyscy będziemy milczeć, będzie coraz gorzej. Ja mówię po to, by inni też odważyli się coś powiedzieć”. To samo robiłam ja w szkole. Robiłam aferę, bo jeśli wszyscy będą milczeć, nic się nie zmieni! Ktoś musi przełamać barierę – i wziąć na siebie ciosy ludzi z drugiej strony, którzy boją się o swoje cieplutkie siedzonka.

Dlatego tak mocno porusza mnie to, co spotkało Joannę Najfeld. Próbuję sobie wyobrazić, co ona przeżywa. Zgadzam się w pełni ze słowami Franciszka Kucharczyka: Podziw wobec tej dziewczyny to za mało. Trzeba modlitwy, gestów poparcia dla niej i sprzeciwu wobec działań Talików „postępu”. Trzeba jasnego świadectwa: „Ona mnie reprezentuje. Uderzacie w nią – uderzacie we mnie”. Musi być jasne, że tacy jak ona to nie prywatni straceńcy, tylko nasz głos i nasze sumienie.
Ten, kto walczy, podda się, jeśli w swej walce jest sam. Ale jej proces nie jest jej sprawą – jest sprawą wszystkich, których poglądów i praw ona broni. Joanna Najfeld walczy w mojej sprawie, ale w tym wypadku to nie ja dostaję w kość, tylko ona. Dlatego ja stoję za nią murem, jestem za nią całym sercem i z wszystkich sił. I modlę się za nią gorąco. Niech nigdy nie myśli, że w swej walce została sama.

Strona Joanny Najfeld o procesie: link do strony
 

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale