Nie mogłam się powstrzymać - więc siadam do pisania, aby się pochwalić wszem i wobec: właśnie z pomocą mamy i siostry upiekłam masę pierniczków. Wg przepisu podanego przez Panią Łyżeczkę. Udały się znakomicie, choć nie są zbyt ciemne (karmel mi nie wyszedł zupełnie). Za to zapach wydzialają niesamowity, gdyż dodałam ręcznie tarte i rozbijane korzonki (przeze mnie, siostrę i brata). Nareszcie wprowadzamy do domu świąteczną atmosferę.
Oczywiście zaraz ruszyła lawina dobrych pomysłów związanych z przygotowaniami do świąt: tu makowce, pierogi, barszcz, tam ozdoby choinkowe (bo nasza choinka będzie zapierniczona, te pierniczki zostały z góry przedziurawione, żeby przewlec nitkę i je potem zawiesić); tu jakieś kartki świąteczne, a tam generalne porządki. Ale pozostał tydzień i jeden dzień do świąt. Czyli - jak zawsze będziemy robić wszystko w ostatniej chwili.
Mimo to wierzę, że tym razem uda nam się pracować razem, zrobić wszystko co trzeba i nie pokłócić się za bardzo. Chcę, by te święta były wyjątkowe - jeszcze bardziej wyjątkowe niż zeszłoroczne. W końcu to nie jest pierwsza lepsza okazja - Chrystus się rodzi, prawda? :)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)