Pod koniec ostatnich wakacji pojechałam na spotkanie młodzieży z Ojcem Świętym, do Loreto. Sama pielgrzymka była bardzo mocna i bogata w przeżycia; ale nie o tym chcę pisać. W tej chwili myślę o jednym konkretnym dniu... Droga na miejsce wiodła przez przez Alpy. Wielu z was zapewne zna te wspaniałe widoki. Otóż ja również miałam okazję je podziwiać. Krajobraz za oknem był naprawdę wyjątkowy. Im wyżej jechaliśmy, tym mniej było widać. Zatonęliśmy w chmurach. Zostaliśmy otoczeni bielą, tak, że nie było widać ani gór, ani drogi przed nami, czy za nami. Autokar frunący przez przestworza. Nie wiem, czy można to sobie wyobrazić, jeśli się tego nie przeżyło... Zebrały się we mnie różnorakie wrażenia i tak oto napisałam wiersz.
DROGA DO NIEBA
Jadę przed siebie - nie wiem, dokąd.
Wokół mnie chmura - i mgła - i biel -
Wszystko, co znam, zostawiam za sobą.
Nie wiem, jaki jest mojej drogi cel...
Dokoła mnie - nic nie ma - i nie ma...
Zanurzona w bieli - nie wiem, po co - czemu -
Ale jadę w przód, coś mnie ciągle gna.
Już jest tylko niebo - a w środku ja.
I już jest nieważne to, co zostawiłam
Odjeżdżając. Co za siebie odrzuciłam.
I już jest nieważne, co pomyślą inni.
Jestem tylko ja - z tym, co w środku we mnie.
A co we mnie jest? Szalone marzenia
Stracone na to, co nie zaistnieje...
I co we mnie jest? Żal i zawstydzenie?...
Jest coś jeszcze, co wciąż mnie trzyma: nadzieja.
Nadzieja i wiara w to, że będzie lepiej.
Że na końcu tej drogi odnajdę Ciebie
I dla nas dwojga Niebo się otworzy...
Może być trudno, ale - nie będzie najgorzej.
29 VIII 2007


Komentarze
Pokaż komentarze (5)