Baśń o dzielnym rycerzu Gotfrydzie, pięknej pannie Judycie i złym magu Absywiuszu
Dzielna dziewczyna bardzo martwiła się decyzją rycerza. Kochała go i nie chciała, żeby stała mu się krzywda, a mieszkanie samemu przez cały rok to przecież niełatwa sprawa. Dlatego uważnie obserwowała swego dziadka. Gdy widziała na twarzy maga złośliwy uśmiech, rozumiała, że rycerza spotkała przykra niespodzianka na przykład w postaci myszy w spiżarce, a kiedy mag chodził po zamku zachmurzony, musiało się rycerzowi dobrze powodzić.
Judyta wiele bezsennych nocy spędziła, zastanawiając się nad tym, jak sobie radzi Gotfryd. Wiedziała, że może on wygrać zakład, ale bała się, jakie konsekwencje to przyniesie. Poza tym nie miała cierpliwości, żeby siedzieć bezczynnie. Postanowiła zrobić coś sama. Rycerz tak bardzo jej pomógł, a teraz ona mogła dopomóc jemu w wypełnianiu zadania. Długo zastanawiała się, co może zrobić, by odmienić serce maga, by zwrócić jego myśli na dobre tory. Wiedziała, że mag przestał być dobrym człowiekiem wskutek używania czarnej magii i złych czarów. Rozumując w ten sposób doszła do wniosku, że muszą istnieć dobre czary, które mogą zatrzymać lub odwrócić działanie czarów złych. Pewnej nocy zakradła się do komnaty maga. Absywiusz nigdy jej nie strzegł, myśląc, że ze strachu nikt się tam nie zbliży. Ale Judytę pchała straceńcza odwaga. Wśród mroków bezksiężycowej nocy weszła do środka budzącej grozę komnaty, by odnaleźć Księgę Czarów. Jak się spodziewała, leżała ona w specjalnym, tylko do niej należącym miejscu: na pulpicie na samym środku komnaty. Sama Księga strzeżona była przez bardzo potężne zaklęcia i gdyby panna wzięła ją dla własnej korzyści, zostałaby srogo ukarana. Ale szczera i niewinna intencja Judyty, by pomóc ukochanemu i dziadkowi, by czynić tylko dobro, ustrzegła ją przed działaniem złych mocy.
W ten sposób panna Judyta stała się właścicielką Księgi Czarów. Pełno było w niej zaklęć potężnych i groźnych, ale te dobre trudno było odnaleźć. Judyta przestała pilnować dziadka i śledzić losy rycerza, zajęta studiowaniem kolejnych stronic ogromnej księgi. Sam mag bardzo szybko odkrył swą stratę, ale nie przejął się tym zbytnio. Wszystkie myśli zaprzątnięte miał kolejnymi pomysłami, jak utrudnić rycerzowi samotne życie, a zaklęcia ze swej Księgi znał na pamięć. Domyślił się, że ktoś ją wykradł, ale przed urokami rzucanymi przez innych umiał się bronić, więc się nie bał. Ale prawdy nie umiał się odkryć, bo sam nigdy nie pomyślał, by przez czary czynić dobro. Nie zmieściłoby mu się to w głowie. Dlatego postanowił, że nie będzie się martwił na zapas i później zajmie się odzyskaniem Księgi.
Po długich poszukiwaniach Judyta odnalazła zaklęcie, którym postanowiła odczarować serce maga i wypędzić złe duchy. Było ono bardzo skomplikowane i długie. Trzeba było wypowiedzieć wiele trudnych formuł, zebrać bardzo rzadkie zioła o północy w bezksiężycową noc i w konkretnych proporcjach je wymieszać, a potem rozrzucić na cztery strony świata z najwyższej wieży oraz wykonać wiele podobnych czynności. Jednak Judyta się nie poddawała i postanowiła, że wszystko krok po kroku uczyni, aby tylko uratować rycerza i maga – pierwszego od życia w samotności, drugiego od złych mocy, które nim zawładnęły. Jeden tylko fragment zaklęcia był dla Judyty niezrozumiały. Mówił on, że aby uwolnić kogoś spod działania czarnych mocy, trzeba „oddać mu trochę swojego serca”. Nie miała pojęcia, co to znaczy i jak to zrobić, ale pomyślała, że tym będzie się martwić pod koniec. To był ostatni warunek do spełnienia w formule zaklęcia, dlatego postanowiła najpierw wypełnić dokładnie wszystkie poprzednie, a potem martwić się o owo serce.
Od tej chwili rozpoczęła działanie. Znów przyglądała się dziadkowi, obawiając się, iż przejrzy on jej zamiary. Ale mag niczego nie podejrzewał, tylko radował się z niepowodzeń rycerza lub martwił się jego bogatymi zbiorami. Judyta zaś po raz kolejny wkradła się do komnaty maga, by odnaleźć w niej książkę zawierającą wyjaśnienia na temat ziół oraz innych składników tajnej receptury zapisanej w treści zaklęcia. To było nieco trudniejsze, bo w komnacie maga było mnóstwo wielkich i bardzo mądrych książek. Spędziła całą noc w mrocznej komnacie wśród kurzu i pajęczyn, ale w końcu to też udało się jej uczynić i przystąpiła do przygotowywania antidotum na opętane przez złe duchy serce i umysł maga.
Dni upływały powoli, jeden po drugim. Rycerz w zaciszu swej małej chaty uprawiał małe pole, ogródek i zbierał plony. Ponieważ nie lubił siedzieć bezczynnie, nauczył się rzeźbić i w wolnym czasie robił różnorakie figurki dla znajomych; oprócz tego wyposażył swoją chatę w ręcznie robione i rzeźbione krzesła, stół, szafę, łóżko. Dni upływały mu pracowicie. Był pewien, że po upływie wyznaczonego czasu mag przyzna mu rację: że można żyć bez pieniędzy, jedynie z pracy swych rąk, będąc przy tym szczęśliwym. Często na swym progu znajdował slady życzliwości ludzkiej, objawiające się zapasem ubrań, naczyń, narzędzi i innych narzędzi pierwszej potrzeby. Cieszyły go te dowody ludzkiego przywiązania. Wiedział, że o nim nie zapomniano. Mimo to samotność doskwierała mu często, ale wtedy przywoływał przed oczy uśmiechniętą twarz Judyty i uciekały od niego wszelkie wątpliwości. Jeśli to jest potrzebne, by ona była szczęśliwa, a w przyszłości żeby zostali małżeństwem – to zrobi wszystko, wytrzyma największe cierpienia. Czasem przypominał sobie walki i bitwy, które przeżył, pokonanych wrogów, którzy leżeli u jego stóp i miał wrażenie, że owe walki były łatwiejsze niż samotność i praca. Ale wierzył w sens tego poświęcenia, mając nadzieję, iż przywoła ono dobre duchy, które zamieszkają w tych okolicach, obdarzając wszystkich wokół spokojem i szczęściem. Wierzył, że złe moce odejdą i ta wiara, podparta przypomnieniem słonecznego uśmiechu wnuczki maga, pomagała mu ścierpieć długie samotne noce i dni.
W tym samym czasie Judyta również oddała się ciężkiej pracy. Nauczywszy się przepisu tajemniczej mikstury i zaklęcia na pamięć, zaczęła krok po kroku je wykonywać. Zebrała wszystkie potrzebne składniki, czyniąc wyprawy do ciemnego lasu w środku nocy. Na szczęście ani razu nie spotkało jej żadne niebezpieczeństwo i dziękowała za to dobrym duchom, które – jak wierzyła - strzegły ją w tej mrocznej okolicy. Wiedziała o ich istnieniu, dlatego też wierzyła w powodzenie swojej misji. W ten sposób rozpoczęła odczynianie wszystkich złych zaklęć, które w swym życiu wypowiedział mag i po kolei wypędzała wszelkie złe duchy, które gnieździły się w zamku i pobliskich domach. Potem poszła wyganiać dobrym zaklęciem duchy z siedzib w lasach, pieczarach, wąwozach. Gdy i to z wielkim trudem udało jej się wykonać, postanowiła dokończyć zadanie i odczarować serce maga. Nie wiedziała jeszcze co zrobić z ostatnim warunkiem postawionym w formule zaklęcia, ale miała nadzieję, że w odpowiedniej chwili się rozwiąże tę zagadkę. Do powrotu rycerza z wygnania pozostał miesiąc.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)