To będzie niedługi, ale za to smutny tekst w formie i treści podobny do kartki z mojego własnego pamiętnika. Jeśli ktoś nie przejmuje się smutkami innych, niech go nie czyta.
Na rękopisie ślady łez. [:P]
Zastanawiałam się ostatnio: po co we mnie jest takie pragnienie śpiewania, pięknego, donośnego i najlepiej wysoko, skoro nie umiem tego robić dobrze? Czemu tego tak mocno chcę, skoro nigdy mi się to nie uda? Czemu jest to silniejsze i chodzę i śpiewam, choć inni przy mnie zatykają uszy? Skąd w takiej sytuacji może być we mnie marzenie o mikrofonie, scenie i studiu nagraniowym? I czemu, w sytuacji gdy śpiew innych wywołuje we mnie radość i wprawia w pozytywny nastrój, podczas gdy ja śpiewam owi inni nie mogą tego wytrzymać?
Czemu ja mimo tego wszystkiego kocham śpiewać – teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?... I nie mogę przestać?...
...reszta tekstu na Nowym Salonie24... :)


Komentarze
Pokaż komentarze (23)